poniedziałek, 25 sierpnia 2014

One Shot cz.2

*Violetta*
Nie wiedziałam co robić. Ja zostałam uderzona mocno w twarz tak że upadłam. A Diego bił Leona. Zaczęłam głośno krzyczeć aby tego nie robił, ale ten nie miał nawet najmniejszego zamiaru przestać. Próbowałam odsunąć go od Leona, ale odepchnął mnie, tak że uderzyłam plecami w kant ławy. Strasznie bolało. Gdy dalej próbowałam się podnieść i pomóc Leonowi zorientowałam się że szatyn Leży na podłodze pobity i nieprzytomny. Pobiegłam do niego szybko i ukucnęłam przy nim próbując go obudzić. Obejrzałam się za siebie, ale Diego już nie było. Ale nie to było ważne w tej chwili. Ważne było życie Leona. Zadzwoniłam szybko po pogotowie, podałam adres i wszystkie niezbędne informacje. Po rozłączeniu dalej próbowałam go obudzić, ale bezskutecznie. Zdenerwowana czekałam na karetkę. Przyjechała po 7 minutach.
- Dzień dobry. Co tu się stało?! - zapytał lekarz a jego wspólnicy podnieśli Leona i położyli na noszach
- Został pobity przez mojego byłego męża - powiedziałam płacząc
- Gdzie jest ten mężczyzna?
- Nie wiem - powiedziałam zgodnie z prawdą
- Widzę że Pani też jest trochę pobita!
- Tak, ale to nie ważne. Ważne abyście uratowali Leona. - powiedziałam płacząc
- Dobrze. Zapraszam niech pani jedzie z nami. Zbadamy również panią.
- W porządku - powiedziałam ale dlatego aby wiedzieć co będzie z Leonem.
W pojeździe wypytywał mnie o dane Leona oraz o moje. Byłam tak roztrzesiona że nie wiele im powiedziałam. Gdy dojechaliśmy na miejsce wynieśli Leona z pojazdu i wieźli w stronę jakiejś sali. Biegłam za nimi.
- A właściwie to kim Pani jest dla Pana Leona? - zapytał ten sam lekarz co wcześniej. Musiałam powiedzieć mu że jestem jego dziewczyną bo inaczej nie udzielili by mi żadnych informacji.
- Dziewczyną - skłamałam
- W porządku. Niech Pani wejdzie do mojego gabinetu i poczeka, a ja zrobię Pani kilka badań i będzie Pani mogła wrócić pod salę swojego chłopaka
- No... dobrze. - powiedziałam niepewnie. I poszłam. Weszłam do gabinetu, lekarz zrobil mi kilka niezbędnych badań i powiedział że jest wszystko dobrze tylko żeby smarować siniaki na plecach. Nic nie powiedziałam tylko wyszłam i szybko pobiegłam pod salę na której leżał Leon. Akurat wychodził z niej jakiś lekarz.
- I co z nim? - zapytałam
- No... jest bardzo pobity. Podaliśmy mu leki po których powinien się niedługo obudzić. - powiedział
- Ale wyjdzie z tego?
- Na razie ciężko stwierdzić czy wszystko będzie dobrze całkowicie, ale na pewno będzie coraz lepiej. Bo to jest pobicie a nie jakaś ciężka nieuleczalna choroba. A teraz przepraszam muszę iść - powiedział
- A mogę do niego wejść?
- No... dobrze. Ale nie za długo. - powiedział lekarz
- Dobrze. Dziękuję - powiedziałam po czym niepewnie chwyciłam za klamkę. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Leona leżącego, przy którym była pielęgniarka. Podeszłam bliżej i usiadłam na krześle obok. Patrzyłam na chłopaka leżącego a parę krople łez mimowolnie spłyneło mi po policzku. Tak słodko wyglądał jak ta grzywka opadła mu na czoło. Chwyciłam go za rękę, ale jak piorun weszła tam jakaś brunetka.
- Kim Ty jesteś?! - zapytałam
- To chyba ja powinnam zadać to pytanie. Ja jestem dziewczyną Leona. - odpowiedziała - Wiedziałam. Zdradzał mnie. - dokończyła
- Nie to nie tak! - broniłam się
- A jak? - zapytała
- Ja jestem tylko niedoszłą pracownicą Leona.
- Oj dobra! Nie ważne! Co mu jest?! - zapytała
- Został pobity! - odpowiedziałam. Ale po chwili do dziewczyny zadzwonił telefon i odbierając wyszła przed salę.
- Chyba zciągnęłam na Ciebie zbyt dużo problemów - powiedziałam sama do siebie łapiąc szatyna za rękę - pójdę już - dokończyłam i wyszłam.
Wychodząc ze szpitala, przyznam bałam się jak cholera, tego że Diego może mnie tu znaleźć ale to mnie nie interesowało już. Gdy tak chodziłam bez celowo po mieście z 1, 5 h, zadzwonił mój telefon.
- Halo? - odebrałam
- Pani Violetta Castillo? - zapytał męski głos
- Tak. A kto mówi?
- Lekarz ze szpitala. Pani chłopak się obudził. Może Pani przyjść. - powiedział
- Dziekuje. Już idę - powiedziałam uradowana. Bez zastanowienia pobiegłam do szpitala. W którym byłam już po 20 minutach.
- Mogę wejść? - zapytałam lekarza
- Naturalnie - powiedział. Po czym weszłam.
- Cześć. - powiedziałam do chłopaka
- Cześć - odpowiedział cicho
- Jak się czujesz? - zapytałam
- Boli mnie brzuch i głowa ale tak to możliwie - odpowiedział
- To okey.
- A Ty? - zapytał
- Może być. Bolą mnie lekko plecy ale spoko. Przeżyje.
- Jakbym dorwał gnoja to by ruski miesiąc popamietał
- Tak tak. Ale teraz się nie denerwuj! - uspokajałam go - była tutaj Twoja dziewczyna.
- Tak? A Ty za kogo się podałaś bo jakbyś nie była kimś z rodziny to by Cię nie wpuścili.
- Powiedziałam że jestem Twoja dziewczyną. Przepraszam ale musiałam. Musiałam wiedzieć co jest z Tobą. Inaczej by mi nie powiedzieli.
- Ciii... spokojnie. Jest dobrze. - złapał mnie za rękę. Ja nie wiedząc co robić wysunęłam rękę z jego uścisku i spuściłam wzrok na dół.
- Ej! Wszystko dobrze?! - zapytał łapiąc mnie za podbródek
- Leon nie chce Cię martwić, ale ja boję się teraz mojego męża. On jest nieobliczalny, dobrze o tym wiesz. Jest go stać na wszystko - powiedziałam
- Wiesz co? - zapytał i sięgnął po coś do szafki. - Daj mi rękę
- Ale po co? - zapytałam
- No daj! - powtórzył na co wyciągnęłam rękę w jego stronę i położył na niej jakieś klucze
- Co to jest? - zapytałam zdziwiona
- Klucze do mojego domu. Nikt tam nie mieszka oprócz mnie. Wprowadź się tam, a Diego Cię tam na pewno nie znajdzie.
- Co?! Nie Leon. Nie mogę tego przyjąć! - powiedziałam i położyłam je z powrotem na dłoni Leona
- Weź je! Przynajmniej będę miał pewność że nic Ci nie jest. A tak to będę się cały czas martwił.
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale..." weź je i idź po rzeczy do domu, a żebyś była bezpieczna w drodze do domu i przy pakowaniu się, poproszę mojego kumpla żeby poszedł z Tobą
- Nie Leon! Przesadzasz! Poradzę sobie - powiedziałam i oddałam znowu chłopakowi kluczyki!
- Zrób to dla mnie. Proszę!
Popatrzyłam się na niego jeszcze chwilę i w końcu wzięłam te kluczyki.
- Dobra! Wprowadze się do Ciebie tylko do czasu aż nie wyjdziesz ze szpitala - powiedziałam
- No ale dlaczego?
Popatrzyłam się na niego spod ukosa z czego zrozumiał spojrzenie i już więcej nie pytał.
- A no i jeszcze zgodzę się ale bez Twojego kumpla ok?
- No dobrze jak chcesz! Ale uparta z Ciebie dziewczyna wiesz? - zaśmiał się
- Wiem - odpowiedziałam - To ja idę po te rzeczy i do Ciebie
- Ok. Tu masz adres - powiedział podając mi kawałek urwanej kartki
- Okey dzięki.
Wyszłam ze szpitala i zamówiłam taksówkę. Po 15 minutach dojechaliśmy pod mój domu.
- Zaczeka Pan parę minut to tylko wezmę kilka rzeczy i by podwiózł mnie Pan jeszcze w jedno miejsce. Dobrze?
- Oczywiście - odpowiedział
Podbiegłan szybko na górę i ile tylko miałam sił zbierałam swoje rzeczy. Aby Diego nie przyszedł. Szukałam kartki aby powiedzieć taksówkarzowi ulice zamieszkania Leona. Ale gdzieś ja posiałam. Na szczęście wcześniej przeczytałam i znałam na pamięć.
- Okey. To proszę na ulice [...].
- Dobrze.
Pojechaliśmy pod wielką willę Leona. Zapłaciłam taksówkarzowi odpowiednią kwotę i podeszłam do bramy.
- Czy to na pewno tu?!! - zapytałam samą siebie. Weszłam na podwórko i podeszłam do drzwi. Kluczyk pasował idealnie więc to chyba napewno ten dom. Weszłam do środka i zostawiając torbę z ubraniami w wejściu zaczęłam rozglądać się wokół siebie. Zdjęłam kurtkę którą powiesiłam na wieszaku i poszłam obejrzeć do końca dom. Gdy już to zrobiłam miałam ochotę coś zjeść. Zajrzałam do lodówki w której zobaczyłam tylko światło. Było całkowicie pusto.
- Czy ten chłopak nic nie je? - zapytałam samą siebie. Nie pozostało nic innego jak tylko zamówić pizzę. Zadzwoniłam i zamówiłam. Przyjechała po kilkunastu minutach. Skonsumowałam posiłek, po czym umyłam sie i położyłam spać na kanapie w pokoju gościnnym.
*Leon*
Nie mogę zapomnieć o tym czy Violetta jest bezpieczna. Co jeśli ten pedofil ja tam znajdzie? Co jeśli coś jej się stanie? Nie będę mógł jej pomoc! - zadręczałem się - Nie Leon! Myśl pozytywnie! Właśnie przyszedł lekarz.
- Panie doktorze, kiedy ja stąd wyjde? - zapytałem
- Utrata przytomności była więc jeśli Pana stan się polepszy możliwe że za jakieś 5/6 dni Pana wypisze
- Dopiero za 5/6 dni?!
- No niestety. To i tak krótki czas jak na takie obrażania.
- Błagam niech Pan się postara wypuścić mnie wcześniej. Mojej... yyy... dziewczynie może grozić niebezpieczeństwo
- Jakby to ode mnie zależało... ale dobrze postaram się
- Dziekuje - powiedziałem
*Diego*
Właśnie wróciłem do domu.
- Violetta!!  - krzyczałem - Gdzie ona jest?!
Wszedłem na górę ale jej nie było. Otworzyłem szafę i... jej rzeczy też zniknęły. Postanowiłem zadzwonić, ale nikt nie odbierał. Zły zszedłem na dół i przy schodach zauważyłem kartkę. Podniosłem ją i był na niej napisany jakiś adres. A może ona tam poszła! - pomyślałem i się ucieszyłem. No to teraz jej się za wszystko odwdzięczę... razem z pomocą Tomasa - pomyślałem i się szyderczo uśmiechnąłem. Schowałem kartkę w tylną kieszeń moich spodni i zadowolony z dzisiejszego sukcesu poszedłem spać. "No to jutro zaczynamy działać" - powiedziałem
***Następny dzień***
Obudziłem się w doskonałym nastroju. Już tylko czekam aż razem z Tomasem zemszcze się na Violetcie. Biedny Leoś nie będzie w stanie jej pomóc... Szybko się ubrałem, zjadłem kanapkę. Leon już dostał za wtrącanie się w nie swoje sprawy, teraz czas na Violette. Tylko teraz... jakby tu... no tak! To wcielamy swój plan w życie. Dzisiaj z samego rana idziemy do domu Verdasa, bo tam jest Violetta i...
*Violetta*
Obudziłam się dość wcześnie bo miałam jakieś koszmary. Ubrałam się i zrobiłam sobie płatki. Zjadłam je po czym włączyłam telewizor. Nudziło mi się dlatego postanowiłam zadzwonić do Leona. Wyszłam na balkon i podziwiałam widoki na zewnątrz.
- Halo? - odebrał po trzech sygnałach
- Cześć Leon. Jak się czujesz? - zapytałam
- Dobrze. Kiedy do mnie przyjdziesz? - zapytał. Odwróciłam się bo słyszałam dziwne szelesty. Potem tylko głośny dźwięk i ciemność.
*Leon*
Gdy zadałem to ostatnie pytanie nie uzyskałem na nie odpowiedzi. Słyszałem tylko śmiech, (napewno nie Violetty) i głośny brzdęk. Następnie tylko rozłączenie. Potem próbowałem zadzwonić do niej jeszcze kilkanaście razy i nic. Strasznie się przestraszyłem...

*******************************************************
Hej! No i jest One Shot cz.2. Mam nadzieję że się podoba i dziekuje za komentarze pod ostatnim. Rozdział 15 mam już napisany, i nie wiem czy dodać go teraz czy czekać az będzie odpowiednia ilość komentarzy hmmm... jakby coś to będzie wieczorem ;*. To chyba tyle... czekam na wasza opinię ;)
Do napisania ;*

piątek, 22 sierpnia 2014

WAŻNE! PRZECZYTAJ!

Hejka! Słuchajcie, jestem teraz na wakacjach i nie mam komputera ;(, starałam się dodać rozdział 14 z telefonu i dodałam, ale udostępnił mi się pod rozdziałem 13. Nie wiem czemu, ale jeśli będziecie go czytać to musicie zjechać na dół i tam pod rozdziałem 13 go znajdziecie xD.

Pozdrawiam Natkaa^^ ;*

czwartek, 21 sierpnia 2014

LBA 2

To już drugi raz kiedy zostałam nominowana do LBA. Tym razem przez... Magde Vilover :*. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy :D! Z całego serca Ci dziekuję za tę nominację :'). A teraz odpowiem na pytania :)

1. Jak masz na imię?
    Natalia
2. Ile masz lat?
    14
3. Do której klasy teraz idziesz?
    Do 2 gimnazjum
4. Jakiej słuchasz muzyki?
    Jeśli chodzi o rodzaj muzyki to pop i rock. Uwielbiam też muzykę z Violetty.
5. Ulubiony aktor/aktorka?
    Jorge Blanco ♥♥♥, Ruggero Pasquarelli, Lodovica Comello, Martina Stoessel, Mercedes Lambre. Lubie też Rossa Lyncha :)
6. Czy Twoi znajomi/przyjaciele/rodzina wiedzą o istnieniu Twojego bloga?
    Wie moja mama, siostra i przyjaciółka z którą pisze tego bloga xD
7. Od jak dawna prowadzisz bloga?
    Od dwóch miesięcy xD
8. Jakie blogi czytasz?
leonettamiamor.blogspot.com
leonviolettayfranymarcoo.blogspot.com
leonetta-foreeverr.blogspot.com
nie-taka-milosc.blogspot.com
leonetta-moja-opowiesc.blogspot.com
leonetta-amor-en-el-aire.blogspot.com
violetta-opowiadanie1.blogspot.com
leonetta30loveforever.blogspot.com
opowiadanialeonivilu.blogspot.com
Oczywiście zaczne czytać również Twojego. I czytam jeszcze wiele innych blogów, bo ogółem czytam 47 blogów.
9. Jakie masz statystyki miesięczne?
    Wiesz..., nawet nie wiem, ale nie sprawdze bo wyjechałam, nie mam komputera, na którym mogłabym sprawdzić.
10. Czy coś się zmieniło odkąd założyłaś bloga?
     Chyba nic ;).
11. Czy czytasz mojego bloga?
     Do tej pory nie czytałam ale nadrobie straty :*

A teraz chciałam nominowanać parę osób :D :

1. Daria Blanco
http://nie-taka-milosc.blogspot.com/

2. Mała
http://leonetta-moja-opowiesc.blogspot.com/

3. Monika Verdasa
http://leonetta-amor-en-el-aire.blogspot.com/

4. Rosalia Isabelle Verdas
http://violetta-opowiadanie1.blogspot.com/

Pytania:
1. Ile masz lat?
2. Jak naprawdę masz na imie?
3. Do której klasy idziesz?
4. Jakie pary z Violetty to Twoje ulubione?
5. Ulubiony aktor/aktorka?
6. Jakiego masz idola?
7. Na czyj koncert chciałabyś pojechać?
8. Czy czytasz mojego bloga?
9. Jakiei rodzaj muzyki słuchasz?
10. Które blogi czytasz?

Jeszcze raz bardzo dziękuję za nominację i gratuluję osobom nominowanym :*

Pozdrawiam <3 ~ Natkaa^^

środa, 20 sierpnia 2014

LBA

Zostałyśmy nominowane do LBA pierwszy raz przez... Niky Verdas. Jestem naprawdę Ci wdzięczna Niky. Gdy się o tym dowiedziałam miałam naprawdę wielkiego banana na twarzy :D! A teraz odpowiem na pytania.

1. Ile masz lat?
    14
2. Jak masz naprawdę na imię?
    Natalia
3. Od jak dawna piszesz?
    Od dwóch miesięcy
4. Masz rodzeństwo?
   Tak. Młodszą siostrę, 10 lat.
5. Masz zwierzątko?
    Psa. Yorka.
6. Do której klasy idziesz?
    Do 2 gimnazjum
7. Masz już wszystko do szkoły?
   Nie. Jeszcze nie xD
8. Czy słuchasz czegoś innego niż tylko Violetta?
   Jeśli chodzi o piosenki to tak. Słucham wielu różnych typów piosenek xD
9. Grasz w coś takiego jak Minecraft etc.?
    Nie ;)
10. Masz hobby?
     Moim hobby jest muzyka i koszykówka. No i nieraz basen xD
11. Kiedy next?
     Chyba jutro ;D

Naprawdę jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję Niky za nominację. To pierwsza i bardzo ważna dla nas nominacja. Dziękujemy ;*

A teraz chciałam nominować parę osób:

1. Werkaa Blanco
http://leonviolettayfranymarcoo.blogspot.com/

2. Agnieszka Gajos
http://nienawisc-czy-milosc-leonetta.blogspot.com/

3. Pau Nielusia
http://leonetta-foreeverr.blogspot.com/

4. Marcela
http://leonettamiamor.blogspot.com/

Pytania:
1. Ile masz lat?
2. Jak naprawdę masz na imię?
3. Który aktor to Twój ulubiony?
4. Jakiego masz idola?
5. Do której klasy teraz idziesz?
6. Masz chłopaka?
7. Od jak dawna prowadzisz bloga?
8. Co zainspirowało Cię do założenia bloga?
9. Czy Twoi znajomi/przyjaciele/rodzina wiedzą o istnieniu Twojego bloga?
10. Czy czytasz mojego bloga?

Jeszcze raz dziekuję za nominację i gratuluję osobom nominowanym :*

Pozdrawiam :* ~ Natkaa^^

piątek, 15 sierpnia 2014

One Shot cz.1

.On - 23- letni, szef wielkiej firmy, którą przepisał mu jego ojciec. Jego zabójcza przystojność sprawia że kobiety mdleją na jego widok. Mieszka sam w wielkiej willi z basenem. Ma dziewczynę Larę, z którą jest bardzo szczęśliwy, tak sądzi. Jest uważany za biznesmena bez uczuć, który bierze pierwszą lepszą na noc, a później rzuca bez żadnych skrupułów. Nie ma nikogo bliskiego, po wypadku swoich rodziców oprócz swojego najlepszego kumpla Federico i dziewczyny Lary.

Ona - szukająca pracy 22 - letnia kobieta. Skromna, spokojna, sympatyczna. Jej ojciec wraz ze swoją narzeczoną Jade, mieszka w Los Angeles, gdzie wychowują 5- letnia córkę. Nie mają żadnego kontaktu ze sobą po wyjeździe Violetty do Buenos Aires w celu dokończenia studiów. Ma ona męża 25-letniego Diego. Szatynka wie, że mężczyzna ją zdradza, ale nie wyprowadza się od niego bo boi się że 25 - latek może ja skrzywdzić, dlatego udaje przed nim że o niczym nie wie. W tym wszystkim wspiera ją przyjaciółka Francesca.
*Violetta*
Pewnego sobotniego, słonecznego ranka obudziłam się przez promienie słoneczne, które świeciły mi prosto w oczy. Usiadłam, po czym rozejrzałam się dookoła. Diego już nie było, dlatego po cichu zeszłam na dół, by sprawdzić czy go nie ma. Jak zwykle nie było go. Włączyłam telewizor, usiadłam na kanapie po czym przykryłam się czerwonym kocem. Przewijałam kanały, ale nie było nic ciekawego w związku z tym poszłam do kuchni, by przygotować sobie naleśniki.
Wyjęłam potrzebne składniki, zrobiłam z nich masę i zaczęłam smarzyć. Po przygotowaniu, wyglądały pięknie, i tak też smakowały. Kiedy zjadłam, postanowiłam iść na górę i ubrać się. Weszłam po schodach i skierowałam się do łazienki. Wykonałam wszystkie poranne czynności i założyłam na siebie wcześniej przygotowany strój. Gdy się ubrałam i do końca umalowałam, przeglądając się w lustrze uznałam, że wyglądam nieźle. Postanowiłam iść po torebkę i skoczyć na miasto, by poszukać pracy. Kiedy zakładałam buty, zorientowałam się że ktoś otwiera drzwi kluczem. Nikt inny jak Diego nie miał ich, więc od razu wiedziałam że to on.
- A gdzie to się wybiera? - zapytał
- Na miasto. Muszę poszukać pracy, bo ktoś na ten dom musi pracować! - powiedziałam oschle i obojętnie aby to wyczuł
- Sugerujesz że ja nic nie robię?! - zapytał biorąc mnie za nadgarstki i przyciskając do ściany. Nawet dlatego można poznać że gdybym się od niego wyprowadziła, chciałby się zemścić.
- Nie tylko ciągle Cię nie ma w domu i nie wiem co Ty robisz dlatego tak powiedziałam - odpowiedziałam broniąc się i oddychając szybko z nerwów
- Dobra idź. Ale niedługo wróć! - rozkazał rzucając kluczyki na komodę i zdejmując swoją czarną skórę. Nic nie odpowiedziałam tylko wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Szłam tak wolnym krokiem rozmyślając o moim bezsensownym życiu, kiedy jakiś mężczyzna podszedł do mnie i dał ulotkę z nazwą jakiejś firmy. "Firefox" - pomyślałam czytając nazwę firmy. "Szukam dobrej asystentki do biura Pana Leona Verdasa" - przeczytałam pod spodem. Uśmiechnęłam się sama do siebie i od razu poszłam na ulice na której była ta firma. Szłam tak szukając odpowiedniej ulicy. Nagle zobaczyłam budynek taki sam jak na zdjęciu na ulotce. Był wysoki z wieloma oknami. Bez większego zastanowienia weszłam do budynku i skierowałam się do recepcji.
- Dzień dobry. Nazywam się Violetta Castillo. Przyszłam w sprawie pracy asystentki Pana Verdasa. - powiedziałam i pokazałam ulotkę kobiecie siedzącej za biurkiem
- A tak. Już melduję. - powiedziała i sięgnęła po słuchawkę
- Panie Leonie, przyszła Pani Violetta Castillo, w sprawie pracy Pana asystentki. Wpuścić? - mówiła - Dobrze.
- W porządku może Pani iść. Gabinet nr 128.
- Dziekuje - powiedziałam i skierowałam się w stronę wcześniej wyznaczonego miejsca. Gdy podeszłam do drzwi 128 i już chciałam pukać, kiedy zatrzymała mnie pewna blondynka.
- Hej. Ty pewnie po pracę asystentki Pana Verdasa? - zapytała
- Tak. Zgadza się. A o co chodzi? - odpowiedziałam
- Ja nazywam się Ludmiła Ferro - podała mi rękę - jestem jego sekretarką
- Violetta Castillo - uścisnęłam dłoń blondynki
- Wiesz, dzisiaj to na niego uważaj, ma zły humor. Z resztą jak zawsze, tylko mu coś nie przypasuje od razu może kogoś zwolnić. Ostatnia asystentka to została zwolniona za przyniesienie za zimnej kawy. On jest tylko dobry dla swojego kumpla co czasem tu przychodzi i dla swojej dziewczyny - opowiedziała mi
- Serio? - zapytałam zdziwiona - dlaczego on taki jest?
- Podobno zaczął taki być po śmierci swoich rodziców. Mieli wypadek samochodowy - opowiedziała - i od tamtej pory nie ma nikogo bliskiego.
- Yhymm... to smutne. Ufff... no to idę. - powiedziałam biorąc głęboki oddech
- Powodzenia - powiedziała blondynka
Zapukałam do drzwi i od razu usłyszałam tradycyjne słowo "proszę", po czym weszłam.
- Dzień dobry - przywitałam się
- A dzień dobry. Pani pewnie nazywa się Violetta Castillo. Mam rację? - zapytał
- Tak - odpowiedziałam krótko, patrząc się na mężczyznę siedzącego za biurkiem i rozmyślając o tym co chwilę temu mówiła mi Ludmiła. Mimo tego że twierdzą iż jest wjednym, bezuczuciowym biznesmenem jest nieziemsko przystojnym mężczyzna, o pięknych czekoladowych oczach. ( ♥ ~ Natalka)
- Proszę usiąść - wskazał na krzesło, a ja wolno i niepewnie usiadłam.
- Dziekuje - powiedziałam cicho i dalej niepewnie
- Stresuje się Pani? - zapytał
- No trochę. Wie, Pan jak to jest, mam męża na utrzymaniu, którego ciągle nie ma w domu. Na każdym kroku mnie zdradza z kim tylko popadnie.
- Przepraszam. Nie rozumiem. - powiedział zaciekawiony
- Ja wiem że to dziwne, że się z nim nie rozwiodę, ale boję się że mógłby mi przez to coś zrobić. Dlatego udaje że o niczym nie wiem. I zależy mi na tej pracy. - powiedziałam. Dziwne. Przecież Ludmiła mówiła że on jest wredny. A jest całkiem w porządku.
- No cuż czasem tak bywa - powiedział - czyli zdecydowała się Pani na pracę jako moja asystentka?
- Tak - odpowiedziałam stanowczo
- No to tak, musiałaby Pani zapoznać się z regulaminem jaki panuje tutaj oraz z pracą jaką będzie musiała Pani wykonywać - powiedział podając mi kartkę papieru - umowa się drukuje. Podpisze Pani ją i od jutra może Pani u mnie pracować. Tylko jeszcze chciałem podkreślić że nie toleruje spóźnień - dokończył
- Oczywiście - odpowiedziałam, po czym mężczyzna wręczył mi umowę do podpisania. Uważnie ją przeczytałam, po czym podpisałam
- Dobrze. Dziękuję. To wszystko - powiedział podając mi rękę
- Dziękuję. Do zobaczenia - odpowiedziałam. Wyszłam, a przed drzwiami czekała na mnie Ludmiła.
- I jak? - zapytała z uśmiechem na twarzy
- Mam tą robotę. Nie jest taki zły jak mówiłaś.
- Zobaczysz później. Jeszcze go dobrze nie znasz. - powiedziała
- No dobra. Ja lecę. Do jutra
- Jasne. Do jutra - odpowiedziała i poszła. Skierowałam się w stronę wyjścia i wyszłam. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu. Na miejscu byłam po upływie 15 minut. Napisałam do Francesci że dostałam tę robotę i w odpowiedzi uzyskałam gratulacje. Otworzyłam drzwi kluczem i szczęśliwa z dzisiejszego sukcesu weszłam do domu.
- Miałaś wrócić wcześniej - powiedział podchodząc do mnie z puszką piwa w ręku
- Mam pracę! - powiedziałam
- Uuu to fajnie - powiedział sarkastycznie - u kogo?
- Yyy... u takiego jednego... - odpowiedziałam, bo jeśli bym mu powiedziała u kogo to by mnie zaczął kontrolować i w ogóle.
- Mów! - rozkazał, podchodząc coraz bliżej
- No dobra już dobra. U Leona Verdasa - powiedziałam wymieniając imie i nazwisko szefa po cichu
- U kogo?? - zapytał zły
- U Leona Verdasa - powtórzyłam
- A powiedz mi ile on ma lat?
- Nie wiem - powiedziałam
- Oj Violu... bo nie będziemy się tak bawić - powiedział podchodząc do mnie i przejeżdżając delikatnie palcami po moich biodrach, a z nerwów zaczęłam mimowolnie szybko oddychać.
- No dobrze. Powiem Ci ale puści mnie. 23 lata ma.
- Ile?!! - zapytał - na pewno nie będziesz u niego pracować. A czym Ty właściwie byś się tam zajmowała - powiedział zazdrosny
- Co?! Ale dlaczego?! Byłabym jego asystentka.
- I to jeszcze jego asystentką, o nie! Ja nie wiem co Wy tam będziecie robić przez cały dzień w jednym pomieszczeniu
- Co?! Ale Diego! Ja nic z nim... przecież on jest moim szefem - broniłam się
- Nie i koniec! Nie będziesz z nim pracowała.
- Proszę Cię. Ja muszę tam pracować. Wiesz ile czasu czekałam na taką ofertę?
- No i co z tego?! Powiedziałem że nie będziesz z nim pracować i tyle
- Wiesz co?!! Nienawidzę Cię!! Ja nie mogę pracować z 23-latkiem a Ty z każdą napotkaną po drodze laską zdradzać mnie możesz?!! - wygarnęłam mu w końcu
- Co?! Skad Ty o tym wiesz? - zapytał zły i zdziwiony
- Już dawno wiedziałam! - krzyknęłam. Ten tylko podszedł do drzwi zamknął je na klucz a sam je zabrał, wyrwał mi z ręki zapasowe i zabrał ze sobą.
- Co Ty robisz??!! - zdziwiłam się
- Nie wyjdziesz już z domu kotku - powiedział
- Co?! Ty chyba zwariowałeś! - powiedziałam - oddaj mi je! - krzyknęłam i wyciągnęłam rękę ku niemu
- Ani mi się śni słonko.
Nic nie zrobiłam bo i tak wiedziałam że mi nie odda i jest ode mnie silniejszy tylko pobiegłam na górę, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Gdy uspokoiłam się trochę sięgnęłam po telefon i wykręciłam numer Pana Verdasa, ktory był napisany na ulotce.
- Dzień dobry. Z tej strony Violetta Castillo. - przedstawiłam się
- A tak. Dzień dobry. Coś się stało? - zapytał troskliwym głosem.
- Tak. Panie Leonie, niestety muszę zrezygnować z tej pracy.
- Dlaczego?
- Bo mój mąż... - rozpłakałam się
- Spokojnie. Niech Pani powie co się stało...
- Ja... przepraszam - nie mogłam nic z siebie wydusić
- Spokojnie. Niech Pani przyjdzie do mnie jutro rano to porozmawiamy na spokojnie
- Właśnie o to chodzi że nie mogę - powiedziałam płacząc
- Coś się Pani stało? - zapytał
- Mój mąż... ja wiem że to dziwnie i głupio zabrzmi ale to prawda. Zamknął mnie w domu i powiedział że nie będę pracować w tak dużej firmie i to w dodatku z mężczyzna w moim wieku.
- Ale jak to?!
- Tak wiem może Pan mi nie wierzyć ale to niestety prawda...
*Leon*
Wiem, że ludzie którzy mnie nie znają dobrze uważają że jestem obojętnym na wszystko pajacem bez uczuć, wredym, chamskim biznesmenem, któremu zależy tylko na kasie i na tym aby zaciągnąć pierwszą lepszą do łóżka, ale ja w rzeczywistości taki nie jestem. Mam swoje uczucia. A to że jestem wymagający wobec swoich pracowników świadczy o tym że zależy mi na tym aby firma miała jakiś sens i żeby mój ojciec był ze mnie dumny. Zmierzam do tego iż nie był mi obojętny los mojej niedoszłej pracownicy. Nie wiem, dlaczego niektórzy ludzie są tak okrutni jak jej mąż.
- Ale przecież to jest przetrzymywanie Pani w domu wbrew Pani woli. Może zgłosić to Pani na policję. - doradzałem jej
- Nie mogę. Na prawdę. Przepraszam Pana i do zobaczenia. - pożegnała się
- Pani Violetto... - zacząłem, ale nie dokończyłem bo się rozłączyła. Zaraz chwileczkę, przecież podpisując umowę wypełniała papiery i na tych papierach musiała napisać swój adres zamieszkania. Pójdę do niej i porozmawiam z nią. Bardzo przydałaby mi się taka dziewczyna jak ona skromna, delikatna i widać że pracowita. Znalazłem w tym moim bałaganie jej wypełnione papiery. Jest też adres zamieszkania. Wziąłem portfel, telefon i kartkę z adresem, zamknąłem drzwi i podeszłem do kobiety siedzącej w recepcji.
- Ja wychodzę na parę minut. Jakby co mnie nie ma.
- Dobrze Panie Leonie.
Windą zjechałem na dół. I wyszedłem z budynku kierując się w stronę adresu zamieszkania Violetty. Po 30 minutach byłem już na miejscu zadzwoniłem dzwonkiem, nikt nie otwierał. Kiedy już chciałem odchodzić ktoś wyjrzał przez okno. To była Violetta.
- Dzień dobry. Panie Leonie mąż wyszedł do sklepu a ja jak już mówiłam nie mam klucza. Chyba że... poczeka Pan moment. - powiedziała. Po jakiś 4 minutach słyszę otwierające się drzwi.
- No i już. Znalazłam zapasowe w szafie. Co Pan tu robi? - zapytała
- Przyszedłem z Panią porozmawiać bo przydałaby mi się taka asystentka jak Pani.
- Zapraszam, ale jak już mówiłam mój mąż... - zaczęła
- Spokojnie. Nie musi się Pani już tłumaczyć. Rozumiem.
- Dziękuję. Ma Pan ochotę może na kawę? - zaproponowała
- Jeśli to nie sprawi problemu to chętnie.
- W porządku już szykuje. Niech Pan się rozgości. - wskazała na stół w jadalni.
- Dziękuję - odpowiedziałem. Po 7 minutach Violetta przyniosła kawę i razem siedzieliśmy, rozmawialiśmy a nawet się śmialiśmy. Chyba moja obecność trochę poprawiła jej humor.
- To może przejdziemy na Ty? Leon - podałem rękę Violetcie
- Nie wiem czy mogę. - powiedziała niepewnie
- Niech się Pani nie wygłupia. Jestem normalnym człowiekiem, a nie tak jak niektórzy mnie traktują jak jakiegoś nie wiem...
- No dobrze. Violetta - uścisnęła moją dłoń
Gdy siedzieliśmy tak jeszcze z 5 minut usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi.
- Jestem! - ktoś krzyknął
Violetta miała przestraszoną minę, a ja próbowałem ją uspokoić posyłając jej spokojne spojrzenie. Przecież przy mnie nic jej nie zrobi.
- A kto to jest?!! - zapytał wkurzony podchodząc do mnie coraz bliżej
- Mój kolega! - powiedziała Violetta stając przede mną w celu jakby 'obrony'.
- Kolega?! - wkurzył się jeszcze bardziej i uderzył Violette w policzek tak że upadła.
- Co Ty robisz?!! - krzyknąłem i już chciałem podejść do Violetty kiedy szatan złapał mnie za kołnierz koszuli.
- Nie jesteśmy na "Ty"!! - krzyknął i przywalił mi pięścią prosto w nos. Chcąc się bronić zacząłem teraz ja, ale po uderzeniu w nos nie miałem zbyt dużo siły i dostałem wielokrotnie w brzuch. Potem słyszałem tylko głośne krzyki Violetty i ciemność...

******************************************************
Hejka! Naleciała mnie ochota napisania One Shota. No i jest! Może jest fatalne, ale zaskakująco długi jak na mnie ;)! Ale zawsze coś, nie? Będzie go parę części :). Mam nadzieję że się Wam podoba bo mi jak zwykle nie :(. Proszę o komentarze :* Mam nadzieję że będzie ich choć parę ;) Przepraszam za błędy ale pisałam go z telefonu ;)

Pozdrawiamy ;* i do następnego :)

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 13

* W poprzednim rozdziale *
Leon złożył Violetcie wizytę. Kiedy planuje odejść dziewczyna go zatrzymuje. Chłopak zgadza się zostać. Zamawiają pizzę i po zjedzeniu kładą się obok siebie na trawie, aby obejrzeć razem gwiazdy. Violetta dłużej nie wytrzymuje i próbuje wyznać koledze pewną rzecz. Leon odbiera to inaczej niż Violetta oczekuje i ją całuję. Dziewczyna nie zaprzecza temu. Gdy się opamiętuje chce za wszelką cenę wyznać przyjacielowi prawdę. Czy uda jej się to?
*Ciąg dalszy rozdziału 12*
- Leon ja... - nie dokończyłam, bo przerwał mi dzwonek komórki Leona.
- Przepraszam Cię. Ale to znowu dzwoni mama. Odbiorę i zaraz dokończymy naszą rozmowę - powiedział, po czym odebrał. W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową. Miał włączony głośnik w telefonie, dlatego słyszałam o czym rozmawiają.
/Rozmowa Leona i jego mamy/
- Tak mamo? - odebrał Leon
- Leon gdzie Ty jesteś?! - zapytała zdenerwowanym głosem
- Powiedziałem Ci, że muszę załatwić sprawę - odpowiedział patrząc się na mnie
- Synu, mieliśmy gości, a Ty ni z tego ni z owego wyszedłeś i poszedłeś. Co to miało być?
- To po pierwsze nie są moi goście, mamo, a po drugie to nie lubię ich.
- Jak to nie Twoi goście?! A Stephie?
- Stephie? Ta dziewczyna mnie tak wnerwia, że yghh...
- A to że ich nie lubisz nie jest wytłumaczeniem! Wrócisz to pogadamy! - powiedziała jego mama, tak, że poczułam się winna tej całej ich kłótni
- Mam już swoje 18 lat i na pewno nie będę siedział w towarzystwie, którego nie uznaję! - powiedział
- Dobrze jak tam sobie chcesz. Kiedy wrócisz? - zapytała jego mama
- Nie wiem. Paa - odpowiedział Leon, po czym się rozłączył
/Koniec rozmowy/
- Wiesz..., czuję się winna. Bo to praktycznie przeze mnie masz taki problem. Nie potrzebnie wtedy zadzwoniłam i... - zaczęłam, ale nie dokończyłam bo Leon mi przerwał. Złapał mnie za ramiona i patrząc mi prosto w oczy powiedział:
- Violetta przestań! Ja przyszedłem tu do Ciebie, nikt mnie o to nie prosił, i zostanę tak długo jak będziesz chciała.
- Oooo jakie to słodkie dziękuję - uśmiechnęłam się i zrobiłam słodkie oczka szczeniaczka - ale Twoja mama....
- Powiedziałem, że zostanę tak długo jak będziesz chciała. Moją mamą się nie przejmuj - powiedział puszczając mi oczko - Jeśli chcesz zostanę nawet na noc.
Popatrzyłam się na niego jak na jakiegoś wariata i uśmiechnęłam ironicznie.
- Taa no pewnie... - powiedziałam sarkastycznie - Ale bez kitu. Mówiłeś serio?
- No oczywiście. - powiedział
- Leon, a to co dzisiaj... nie powinno mieć miejsca - powiedziałam cicho
- Co? Ale chyba nie zaprzeczysz, że Ci się podobał pocałunek?
- No... nie ale... muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziałam ze spuszczoną głową
- No... - powiedział. A mi po policzku spłynęły krople łez. - Hej Violu. Co się dzieje? - zapytał przytulając mnie
- Leon ja... wracam z Pablo do Madrytu.
*Leon*
- Co???!!! - zapytałem nie wierząc własnym uszom. W tym momencie świat się pode mną zawalił
- Przepraszam Cię, ale muszę - powiedziała chowając twarz w dłonie i płacząc niczym małe dziecko
- Aallee? A ten pocałunek? Co? Nic dla Ciebie nie znaczył? - zapytałem po czym krople łez zaczęły spływać mi po policzku
- Znaczył! Nawet nie wiesz ile. Ale muszę...
- Powiesz mi dlaczego "musisz"?!!
- Nie mogę... :'(
- No właśnie. Tak też myślałem. Chodzisz z Pablo i nic temu nie zaprzeczy. Tylko nie wiem po co oddawałaś pocałunki skoro teraz wracasz z nim do Madrytu. - powiedziałem odchodząc
- Leon! Zaczekaj! Proszę Cię! - krzyczała, ale ja nie zwracając na to uwagi otworzyłem furtkę i wyszedłem. Doszedłem do domu i od razu skierowałem się do swojego pokoju. Z dołu słyszałem tylko głos mamy. Wszedłem na górę i rzuciłem się na łóżko. Po chwili słyszałem tylko pukanie.
- Proszę! - krzyknąłem
- To tylko ja. - powiedziała mama, wchodząc z tacą na której znajdowały się ciastka i sok. - Przepraszam Cię synku. Wiem, że możesz nie lubić kogoś, a ja nie mogłam tego zaakceptować.
- Ja też Cię przepraszam. Nie powinienem tak wychodzić nic nie mówiąc. Dziękuję za ciastka, ale nie mam ochoty na nic dzisiaj.
- Postawię tutaj jak będziesz miał ochotę to zjesz. A teraz powiedz mamie co Ci leży na sercu... - powiedziała łapiąc mnie za rękę.
- Bardzo ważna dla mnie osoba wyjeżdża z kraju. Nie mogę się z tym pogodzić.
- A kto to taki? Koleżanka?
- Przyjaciółka. Była. - powiedziałem podkreślając ostatnie słowo.
- Kochanie, nie możesz tak od razu wykreślać tej osoby z życia. Na przykład mówiąc "była". - powiedziała mama
- Ale...
- Nie można tak. Porozmawiaj z nią, może ma ważny powód żeby wyjechać. Wysłuchaj jej, a może ma jakiś problem i potrzebuje się kogoś poradzić. Może tą osobą jesteś właśnie Ty... - doradzała mi
- A ja ją zostawiłem, jak tylko się się o tym dowiedziałem - powiedziałem ze spuszczoną głową
- No widzisz. A może ona Cię potrzebuje. A ma kogoś bliskiego? - zapytała mama
- Nie. Jej rodzice mieszkają w LA i nie utrzymuje z nimi praktycznie żadnych kontaktów. - odpowiedziałem
- No to na co tu jeszcze czekasz? Leć do niej! - powiedziała mama
- Okey. Dziękuję Ci mamo! - powiedziałem wychodząc z pokoju. Ona tylko puściła do mnie oczko i poszedłem.
Było już dość późno więc bałem się że będzie spać, ale jeszcze chyba nie spała, bo się światło świeciło u niej w pokoju. Zadzwoniłem domofonem i od razu otworzyła mi I od razu otworzyła mi furtkę i drzwi. Cała oblana łzami patrzyła na mnie i żadne z nas nic nie mówiło. W pewnym momencie podszedłem do Violetty i ją mocno przytuliłem. Ona wtuliła się we mnie również mocno.
- Powiesz mi co się dzieje? - zapytałem
- Nic się nie dzieje. A co ma się dziać? - zapytała jakby na serio nie wiedziała o co pytam
- Czemu wracasz do Madrytu?
- Bo muszę.
- Violetta jeśli nie chcesz to nie mów, ale wiedz że zawsze jestem i będę przy Tobie i nie pozwolę Cię skrzywdzić. - powiedziałem patrząc się jej głęboko w oczy. Ona nic nie odpowiedziała tylko znów się do mnie mocno przytuliła.
- Co Cię nakłoniło do przyjścia do mnie z powrotem? - zapytała już w ogóle z innej beczki
- Mama
- Mama?!
- Wiem, że trudno w to uwierzyć ale tak. Mama.
- To fajnie. Zostaniesz dzisiaj ze mną?
- Violu, czy Ty się przypadkiem czegoś nie boisz?
- Nie, a niby czemu?
- Nie nic. Tak tylko pytam bo zdziwiło mnie Twoje pytanie. Ale jeśli chcesz to oczywiście zostanę.
- Świetnie. Cieszę się. Przed Twoim przyjściem oglądałam film. Obejrzymy go razem?
- Pewnie. Chętnie.
- A Twoja mama nie będzie zła?
- Niee..., sama kazała mi tu do Ciebie przyjść więc...
- Okey. Chcesz coś do picia?
- Nie na razie. Dzięki
Usiedliśmy na kanapie przed telewizorem i oglądaliśmy film. Był to horror, dlatego też, Violetta usiadła blisko mnie. Żeby doprowadzić tą chwilę do jeszcze większego efektu objąłem Viole swoim ramieniem. Po chwili wtuliliśmy się w siebie. Co chwila był jakiś straszny moment, Violetta w tym czasie zaczynała gnieść róg koca, którym byliśmy przykryci. Korzystając z okazji mocniej przycisnąłem ją do siebie.
- Ej, spokojnie. Jestem tu przy Tobie. - powiedziałem cicho. Ona tylko uśmiechnęła się do mnie blado i wróciła do gniecenia koca. Po chwili nasze powieki stały się ciężkie i Morfeusz zabrał nas do siebie.
*Następnego dnia*
Kiedy obudziłem się Violetty już przy mnie nie było. Zdziwiło mnie to, dlatego postanowiłem jej poszukać. Okazało się, że była w kuchni i robiła śniadanie.
- Cześć. Wszystko dobrze? - zapytała się, gdy mnie zobaczyła
- Tak. Okey. A Ty czemu tak wcześnie wstałaś? - zapytałem ziewając
- A tak, jakoś nie mogłam spać. Zjesz śniadanie?
- Niee..., mama pewnie też na mnie czeka ze śniadaniem, także dzięki.
- Naleśniki - powiedziała, podsuwając mi talerz z naleśnikami pod nos
- Matko! Jakbym tak z Tobą mieszkał ze 3 dni to bym przytył z 20 kg od razu - powiedziałem patrząc się dalej na te pyszne danie - ale serio dziękuję.
- No to jak chcesz - powiedziała popijając łyk kawy
- Przepraszam że o to pytam, wiem, że może to być dla Ciebie ciężkie, ale chciałem wiedzieć kiedy wracasz do Madrytu?
- Za kilka dni, dlatego muszę powiedzieć to Francesce, Ludmile, Federico itd. Pomożesz mi?
- No pewnie. Obiecaj mi że nie zapomnisz o mnie nawet jak będziesz na końcu świata, dobrze? - zapytałem trzymając ją za ramiona i patrząc głęboko w oczy.
Ona jednak nic nie odpowiedziała, tylko się we mnie wtuliła.
- Na pewno wszystko dobrze? - zapytałem, zdziwiony zachowaniem dziewczyny
- Tttak pewnie - powiedziała po oderwaniu się od siebie
- Dobra Violu. Powiedz mi czemu płaczesz skoro chcesz jechać. Nie rozumiem Cie? - zapytałem, bo przecież jeśli nie chce jechać to czemu jedzie, a jeśli chce jechać to czemu płacze.
- A na Ciebie mama nie czeka ze śniadaniem? - zapytała zmieniając temat
- Nie zmieniaj tematu! Ale jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj! Zdzwonimy się. To ja lecę. Paa - powiedziałem, po czym dałem Violetcie buziaka w policzek. Wróciłem do domu i od razu skierowałem się do pokoju, aby uniknąć zbędnych pytań. Jednak nie za bardzo mi się to udało.
- Leon - zdemaskował mnie tym razem tata.
- Tak? - zapytałem z sztucznym uśmiechem na twarzy
- Gdzie to się było w nocy? - zapytał patrząc się na mnie złowrogo
- Yyyy..., u koleżanki - powiedziałem zgodnie z prawdą, ale chyba źle zrobiłem, bo to teraz dopiero się zacznie
- Przepraszam bardzo GDZIE?!!!! - zapytał podnosząc lekko głos
- No u koleżanki - powtórzyłem
- A co wyście robili całą noc? - zapytał
- Yyyyy, oglądaliśmy film
- Yhymmm... Bo co byś miał teraz powiedzieć ojcu. Ale nie bój się. Aż taki głupi to ja nie jestem. Pogadamy przy śniadaniu z mamą. 
- Ale... - zacząłem
- Nie ma żadnego "ale...". Idź do pokoju. - powiedział, tak, jakbym miał z 5 lat.
Mimo wszystko tak, zrobiłem. Gdy wszedłem do domu, zauważyłem otwarte okno a na parapecie kartkę. Od razu podszedłem, aby zobaczyć co na niej jest napisane. To co było na niej napisane, strasznie mnie zdziwiło, jak i przestraszyło...

***************************************************
No i trzynasty rozdział! Co było napisane na kartce w Leona pokoju? Tego dowiecie się w następnym rozdziale. Proszę o komentarze! Mam nadzieję, że będzie więcej. Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem i za wyświetlenia. I przepraszam za błędy :) ! Dzisiaj się nie rozpisuję z notką, dlatego 7 komentarzy = rozdział 14!  
Kocham Was <333 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 14

*W poprzednim rozdziale*
Violetta wyznała Leonowi prawdę, że wraca z Pablo do Madrytu. Chłopak jest zaskoczony zachowaniem dziewczyny. Dziwi go to, ze Violetta nie chce powiedzieć mu dlaczego wyjeżdża. Gdy wraca do domu w swoim pokoju znajduje kartkę, na której jest napisana dziwna rzecz. Co jest napisane na kartce? I dlaczego Violetta dalej nie chce powiedzieć przyjacielowi dlaczego wjeżdża?
*Leon*
Zobaczyłem kartkę leżącą na parapecie mojego okna, podszedłem i sięgnąłem po nią, po czym rozwinąłem. Było na niej napisane: Daj spokój Violetcie. Jeżeli nie, Twoja przyjaciółeczka może mieć kłopoty, lub nawet nieprzewidziany wypadek upsss... Także ostrzegam Cię. Buziaczki :***
Po odczytaniu listu zamurowało mnie. Czyli jednak Violetta musi mieć jakieś kłopoty, tylko nie chce mi o nich powiedzieć albo się boi. I co ja mam teraz zrobić? - zadręczałem się. Postanowiłem jeszcze raz iść do niej i dowiedzieć się co się dzieje, choćbym miał to z niej wydusić. Po cichu zszedłem na dół, tak, aby nikt mnie nie usłyszał. Niestety pech chciał, aby schody, podczas mojego schodzenia skrzypiały. I z kuchni wyszedł tata.
- Gdzie to się wybiera? - zapytał
- Muszę na moment wyjść. Zaraz wrócę. - powiedziałem, po czym już chciałem iść kiedy tata mnie zatrzymał
- Znów do tej dziewczyny?
- Tato!! - skarciłem go
- No co "tato"? - zapytał
- Za 15 minut wrócę. Proszę Cię!
- Nie Leon! Zaraz będzie śniadanie, a Ty i tak nie wymigasz się od rozmowy - powiedział mrożąc mnie wzrokiem
- Tato! Dlaczego traktujesz mnie jak 5-letnie dziecko?!!! Chyba mogę wyjść na moment! Mam bardzo ważną sprawę do załatwienia - powiedziałem z akcentem błagającym. Wtedy z pokoju wyszła mama.
- Co tu się dzieje?? - zapytała zaspana
- Nasz syn, całą noc spędził u koleżanki i teraz też się gdzieś wybiera - powiedział
- Ale na moment! Mamo!
- Dobrze idź! Ale zaraz wróć! - powiedziała mama
- Ale jak to?!! - zdziwił się tata
- Dzięki mamo. Niedługo wrócę. - powiedziałem, po czym szybko wybiegłem z domu. Ile tylko sił w nogach biegłem pod dom Violetty, w ręku trzymając kartkę. Nie zdążyłem się nawet rozpędzić bo już byłem koło jej domu. Dzwoniłem domofonem 5 razy bez ustanku. W końcu dziewczyna wyjrzała przez balkon.

- Co jest?!! Pali się czy co?!! - zapytała zdziwiona
- Otwórz! - krzyknąłem po czym Violetta posłusznie wykonała moje polecenie. Potem otworzyła drzwi. A ja wparowałem do domu jak do swojego.
- Mamy do pogadania! - powiedziałem pokazując kartkę.
- Co to za kartka? - zapytała pokazując na papier
- Proszę. Sama zobacz! - powiedziałem i wręczyłem dziewczynie kartkę. Ona niepewnie wzięła ją do ręki, po czym po chwili zastanowienia rozwinęła i czytała. Ja tylko patrzyłem się na nią uważnie, aby zobaczyć jaka będzie jej reakcja.
- Nnniiieee wiem co to jest Leon. Na prawdę - powiedziała drżącym głosem i z widocznym przerażeniem w oczach.
- Tak?! A ja myślę że jednak wiesz - powiedziałem. - Wiesz..., zauważyłem że po naszym pocałunku wszystko się zaczęło sypać. Zauważyłaś to? Widocznie nie jesteśmy sobie pisani. - dokończyłem zły.
- Leon ja na prawdę nie wiem co to jest! - powiedziała
- Chodź ze mną. - powiedziałem, po czym pociągnąłem dziewczynę za rękę i usiedliśmy na kanapie.
- Powiedz mi o co tutaj chodzi! Przecież dobrze wiesz że mi możesz zaufać - powiedziałem łapiąc ja za rękę
- Wiem, że mogę Ci zaufać, ale ja na prawdę nie wiem co to jest za list, kto go napisał i w ogóle. Leon a może to Diego! Dawno nie dawał o sobie znaku? - zapytała pewna siebie
- No nie dawał! Ale on...
- Przecież sam mówiłeś że powiedział że gorzko tego pożałujesz pamiętasz?
- No tak. Ale on takim sposobem nie sądzę że by się chciał zemścić. - powiedziałem
- A ja myślę że mógłby. Na razie się o mnie nie martw. Nie zrozum mnie źle ale myślę że lepiej będzie jak na razie zerwiemy ze sobą kontakt. I tak wyjeżdżam, więc co za różnica.
- CO?!!!!! - zapytałem zdziwiony - Ty chyba sobie serio żartujesz - powiedziałem zdenerwowany
- Nie! Jeżeli dostałeś taką kartkę to kto wie co będzie dalej! - powiedziała
- A ja myślę że Ty mnie cały czas okłamujesz i nie mówisz całej prawdy! Powiedz co się dzieje!
- Leon! Daj mi spokój! - krzyknęła
- W porządku jeśli tego chcesz dam Ci spokój! Ale pamiętaj! Jeśli nie namyślisz się powiedzieć mi całej prawdy to wiedz, że może być tak że narażasz życie moje jak i swoje - powiedziałem te słowa tak, że myślałem że ulegnie i powie mi wszystko ale niestety nie. Kiedy szedłem w stronę drzwi Violetta podbiegła do mnie, a ja już miałem nadzieję że chce mi wszystko powiedzieć.
- Leon! Zaczekaj! - krzyknęła, po czym się odwróciłem.
- Przepraszam Cię, ale na prawdę nie mogę Ci nic powiedzieć. Mam nadzieję że kiedyś mnie zrozumiesz - powiedziała, po czym czule pocałowała mnie w policzek
- No ale Violu, skoro mam Cię zrozumieć to powiedz mi o co tutaj chodzi - powiedziałem.
- Leon..., paa - powiedziała po czym zaraz zamknęła drzwi
- Paa - odpowiedziałem sam do siebie zastanawiając się nad tym wszystkim od początku. Wyszedłem z furtki i jeszcze raz postanowiłem się obejrzeć na dom Violetty. Gdy tak zrobiłem, ujrzałem dziewczynę stojącą w oknie. Odwróciłem się z powrotem i poszedłem przed siebie. Postanowiłem przejść się do parku, pomimo iż obiecałem rodzicom że niedługo wrócę. Musiałem to wszystko sobie spokojnie poukładać. Idąc tak cały czas, doszedłem do parku. Usiadłem na najbliższej ławce. Po około 10 minutach ktoś usiadł koło mnie. Kiedy się odwróciłem, ujrzałem...


******************************************************
Siemka! Kogo ujrzał Leon? Jaką tajemnicę ukrywa Violetta? I jak zareagują jej przyjaciele na wiadomość że wyjeżdża? Tego wszystkiego dowiecie się, czytając kolejne rozdziały. Dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem jak i one shotem. Mam nadzieję że rozdział się podoba. Proszę o komentarze :)
A i chciałam zachęcić do zaglądania do zakładek zapytaj bohatera i zaproś do siebie...
8 komentarzy = rozdział 15
Do napisania :D!

Rozdział 12

*W poprzednim rozdziale*
Violetta nie mogła darować sobie tego, że jej najlepsi przyjaciele mogli zrobić jej takie świństwo. Do domu Leona przyszli goście, znajoma rodziny wraz ze swoją 18-letnią córką. Dziewczyna jest od dawna zakochana w Leonie, lecz chłopak nie odwzajemnia uczucia Stephie. Kiedy podczas obecności dziewczyny dzwoni Violetta, ta robi wszystko aby się rozłączyła. Kiedy dopina swego Leon, nie może darować sobie tego i idzie do przyjaciółki do domu. Gdy Violetta nie otwiera drzwi chłopak wchodzi do jej domu przez balkon. Śpiewają razem piosenkę, po czym po woli zbliżają się do siebie...
*Violetta*
Leon po woli zbliżał się do mnie ale ja w ostatniej chwili odsunęłam się.
- Czemu dzwoniłaś? - zapytał speszony całą sytuacją
- Yyyy, chciałam przeprosić cię za dzisiaj. Nie musiało to wszystko tak wyglądać - skłamałam
- I ja też Cię chciałem bardzo przeprosić za dzisiaj. Powinniśmy Ci zaufać i zaakceptować Twój wybór. - powiedział po czym się przytuliliśmy.
- A no i przepraszam jeszcze za to że dzisiaj Ci przeszkodziłam tym telefonem. Słyszałam że masz gościa. - powiedziałam
- Tak, ale to nikt ważny! Przyszła znajoma rodziców, ze swoją 18-letnią córką. Tak mogę jej nienawidzić, że normalnie nie wiem.
- Z tego jak się do Ciebie odzywała "Leośśś..." to wyglądało inaczej - zaśmiałam się
- A Ty co...? Zazdrosna jesteś? - zapytał i poruszał dziwnie brwiami
- A jak... - powiedziałam sarkastycznie i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Muszę już wracać, wiesz... goście... - powiedział Leon
- Musisz...? Nie chce mi się tak samej tu siedzieć. - powiedziałam robiąc oczka szczeniaczka
- W sumie to nie mam najmniejszej ochoty wracać tam do tej laluni. Jeśli chcesz mogę zostać. Masz ochotę na pizzę? - zapytałem z nadzieją w głosie
- Ja? Oczywiście. W ogóle co to za pytanie?! - ucieszyłam się - Zamawiaj!
- Jak Pani sobie życzy - powiedział podnosząc lekko kącik swoich ust, po czym wyciągnął telefon ze swoich jeansowych szortów. Zamówił pizzę i zeszliśmy na dół przygotować naczynia, sztućce i picie.
- A może zjemy na dworze? Mam tam taki stolik i dwa krzesła. - zaproponowałam
- Dobry pomysł. O chwileczkę, telefon mi dzwoni. - powiedział
- Jasne. Odbierz! - powiedziałam
/Leon - rozmowa z mamą/
Tak, mamo. Nie, nie mogę wrócić. A co mnie to interesuje, że Stephie tam na mnie czeka. Niech czeka. Nie mamo. Jestem u koleżanki. Nie wiem. Nie, nie przyjdę, mam dość tej laluni. Pa
- Jakiś problem? - zapytałam troskliwym głosem
- Nieee... - odpowiedział - wszystko gra
- Ok. Popatrz już przyjechała pizza - powiedziałam zgodnie z prawdą
- Okey. To ja wyjdę. - powiedział, po czym podszedł do drzwi, a po chwili wrócił z wielką pizzą.
- A może masz jakieś wino? - zapytał patrząc się na mnie tymi swoimi pięknymi czekoladowymi oczami.
- Nie wiem, pójdę zobaczyć - podeszłam do szafki z której wyciągnęłam butelkę wina, po drodze wzięłam szkło do nalania cieczy.
- Jest! - powiedziałam unosząc butelkę lekko w górę
- Świetnie! - powiedział, nakładając po kawałku pizzy na talerze. Podeszłam do stołu, na którym postawiłam wino. Leon wskazał ręką na krzesło, tak abym usiadła.
- No to smacznego! - powiedział, po czym zaczęliśmy jeść. Mieliśmy przy tym mnóstwo zabawy, ponieważ chłopak co chwila ugryzł kawałek pizzy ubrudził się sosem. Gdy skończyliśmy jeść Leon nalał nam wina do specjalnych naczyń. Było już naprawdę ciemno na dworzu, w związku z tym postanowiliśmy położyć się na trawie i zacząć obserwować gwiazdy. Leżeliśmy tak z pół godziny w niezręcznej ciszy. W pewnym momencie odezwałam się.
- Leon, strasznie nie chcę Ci tego mówić, ale niestety dłużej nie mogę... Leon ja... - nie dokończyłam, bo Leon mi przerwał.
- Ciii, nic nie mów. Wiem wszystko.
- Co?! Ale jak to? - zapytałam zdziwiona. Równocześnie odwróciliśmy głowy do siebie, po czym Leon złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Wiem, że nie powinnam tego robić, o później go zranię, ale nie potrafiłam temu zaprzeczyć. Usiedliśmy, po czym całowaliśmy się tak dłuższą chwilę, co chwila pogłębiając pocałunki. Kiedy oderwaliśmy się od siebie z powodu braku powietrza, nic nie mówiąc, usiadłam po turecku, dotknęłam ręką swoich ust, które chwilę temu dotykały ust Leona. Chłopak chwilę popatrzył na mnie ze zdziwieniem, a ja unikając jego wzroku znów oparłam łokieć o kolano i dalej dotykałam swoich ust. Leon delikatnie złapał mnie za podbródek i znów przysunął się do mnie, nachylił się i ponownie pocałował. Nie potrafiłam temu zaprzeczyć, a wręcz przeciwnie pogłębiałam pocałunki.

Ujęłam jego twarz w dłonie i przewróciłam go, po czym sama położyłam się na nim i dalej się całowaliśmy. Dobrze że było ciemno, tylko księżyc nas oświetlał, bo ludzie przechodzący mogliby się troszeczkę dziwić, mówiąc delikatnie. Chłopak objął mnie w pasie i przewrócił na ziemię, tak, że to teraz ja znajdowałam się pod nim. Kiedy się opamiętałam, znów ujęłam twarz Leona w ręce i przestałam oddawać pocałunki co go zdziwiło.
- Co się dzieje? - zapytał siadając
- Nie mogę... - odpowiedziałam
- Chodzi o Pablo... - powiedział smutny
- W pewnym sensie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą
- Jesteście razem? - zapytał
- No... nie do końca. - odpowiedziałam
- Jak to?! - zdziwił się, ale z uśmiechem na twarzy
- Leon, muszę Ci coś powiedzieć, ale obiecaj że się nie pogniewasz na mnie
- No obiecuję. Tylko mów, bo zaczynam się serio martwić - powiedział. Spuściłam oczy i głowę na dół i z wielkim bólem serca zaczęłam.
- Leon, ja...

*******************************************
Hej! Co chce powiedzieć Vilu Leonowi? Pierwsze pocałunki Leonetty <333 No dobra dzisiaj się tak nie rozpisuję... Mam nadzieję, że się podoba :*** Czekam na komentarze! Mam nadzieję że tym razem będzie ich więcej :) ;). A no i dziękuję za ponad 2125 wyświetleń. Kocham Was za to <3 I dziękuję jeszcze za komentarze pod ostatnim postem. Nawet nie wiecie ile one dla mnie znaczą. :***
8 komentarzy = rozdział 13

Ps. Przepraszam za błędy, ale nie chce mi się już ich poprawiać. I przepraszam, że rozdział wyszedł taki krótki. Następny będzie dłuższy xd.
Buziaczki <3

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 11

*W poprzednim rozdziale*
Leon, Ludmiła i Francesca zdecydowali szpiegować Violettę i jej byłego chłopaka, aby dowiedzieć się czy gość oby nie ma złych zamiarów wobec dziewczyny. Gdy Leon dowiaduje się, że Pablo chce zabrać Violettę na stałe do Madrytu, nie wytrzymuje i rzuca się na niego. Chłopak zostaje wyniesiony przez ochroniarzy kawiarni na dwór. Czy Violetta wybaczy przyjaciołom zdradę jako szpiegowanie? Czy Leon czuje coś do Violetty tylko nie chce się do tego przyznać? Czy to co Leon usłyszał nie było zwykłym przesłyszeniem?
*Violetta*
Wściekła zachowaniem Leona, wychodzę z kawiarni, w której doszło do bójki i idę w stronę przyjaciół. Jeśli w ogóle można nazwać ich przyjaciółmi po tym co zrobili.
- Czy Wyście poszaleli?! - wydarłam się na nich - Co Ty robisz Leon?! O co Ci chodziło, że się rzuciłeś na Pablo?!
- Ten debil chce zabrać Cię z powrotem do Madrytu! - usprawiedliwiał się Leon
- Co proszę?! Skąd wiesz? - zapytałam, choć tak na prawdę wiedziałam że mnie śledzili
- No powiedzmy jej, skoro i tak już wie. - powiedziała Francesca
- No czekam... - upominałam się
- No bo my... - zaczął Leon przełykając ślinę z nerwów
- No bo my..., nie wierzyliśmy Twojemu chłopakowi. Myśleliśmy i myślimy dalej, że ma wobec Ciebie złe zamiary. - powiedziała Ludmiła
- I...? - dopytywałam dalej
- I... śledziliśmy Cię, a właściwie to Jego, żeby dowiedzieć się co kombinuje - dokończyła Francesca
- A to że dzwoniłaś do mnie Francesca i mówiłaś, że mnie przepraszasz... to było kłamstwo? - zapytałam zdziwiona
- To była część naszego planu - powiedziała Ludmiła
- I chyba dobrze zrobiliśmy że za Wami poszliśmy, bo teraz nie damy Ci wyjechać z nim do Madrytu. - powiedział Leon
- Okey, skoro już wiecie że dostałam taką właśnie propozycję to chce Wam powiedzieć, że mam zamiar zastanowić się nad nią i nie zniechęcajcie mnie do tego, bo i tak zrobię jak będę chciała. - powiedziałam
- Co?! Czyli jednak chcesz z nim wyjechać? - dopytywał Leon
- Nie wiem, jeszcze, ale mam zamiar się nad tym grubo zastanowić. A no i jeszcze jedno - zaczęłam - choćbyście nie wiem co robili nie zniechęcicie mnie do Pablo - powiedziałam odchodząc - A Ty Leon... (spojrzałam na niego ze łzami w oczach) myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi a to co zrobiłeś było poniżej pasa. - dokończyłam
Odwróciłam się do nich plecami i wróciłam  z powrotem do Pabla.
*Leon*
Całą drogę powrotną nie mogłem nic z siebie wydusić. Powstrzymywałem się jak mogłem od tego, aby żadna kropla łzy nie spłynęła po moim policzku.
- Leon, wszystko gra? - zapytała Fran - Halo? Leon?
- Ccco? A przepraszam. Słuchajcie ja skręcam w tą uliczkę i idę do domu - powiedziałem i wskazałem na ulicę
- Jasne! Jak chcesz... - powiedziała Francesca. Pożegnałem się z dziewczynami i ruszyłem w stronę domu. Na miejscu byłem po upływie 7 minut. Wszedłem do domu i zdjąłem moje czarne trampki. Na kanapie przed telewizorem siedziała moja mama. Na moje nieszczęście zauważyła mój czerwony, lekko podpuchnięty nos.
- Matko! Synu co Ci się stało? - zapytała podchodząc do mnie mama
- A nic, nie ważne! - powiedziałem ze spuszczoną głową
- No to powiedz chociaż jak ma na imię - powiedziała mama dziwnie poruszając brwiami
- Ale kto? Aaaa, mamo... daj spokój... - powiedziałem
- Nie chcesz to nie mów, ale ja i tak wiem swoje - powiedziała moja mama
Nie zważając na nic poszedłem do kuchni coś zjeść. Mama wcześniej zrobiła sphagetti, więc nałożyłem sobie trochę, po czym wróciłem na kanapę. Po 20 minutach usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie odłożyłem talerz z daniem na ławę i wolnym krokiem ruszyłem w stronę drzwi. Ujrzałem w nich mojego ojca. A z nim znajoma rodziny wraz ze swoją 18-letnią córką Stephie.
- Dzień dobry - przywitałem się z kobietą, a jej córce podałem rękę. Wiem, że może to nie pasowało, ale nie lubiłem tej laluni. Kiedy zaprosiłem je do domu mama rzuciła mi znaczące spojrzenie. Przekręciłem tylko teatralnie oczami i zaprosiłem dziewczynę do siebie do pokoju. Od dawna wiedziałem że miała do mnie słabość, ale ja do niej nie. No ale nie mogłem inaczej postąpić. Dziewczyna usiadła na kanapie.
- Dawno się nie widzieliśmy - zaczęła, przysuwając się do mnie
- Tak, to prawda - powiedziałem odsuwając się
- Masz kogoś? - zapytała ciekawska
- Niee... - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, dalej odsuwając się od niej. Na szczęście własnie w tej chwili zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłem zdjęcie Violetty. Bardzo się ucieszyłem.
- Przepraszam, ale muszę odebrać - powiedziałem
- Jasne odbierz - odpowiedziała blondynka
- Halo? - odebrałem
- Hej Leon, ja... - nie dokończyła bo przerwała nam Stephie
- Leośśś... zejdę na chwilę na dół. Zaraz wrócę - powiedziała specjalnie blisko słuchawki, tak aby Violetta usłyszała
- Yyyy widzę że masz gościa, a ja Ci przeszkadzam. Przepraszam. Cześć - powiedziała Violetta, po czym się rozłączyła
- Niee Violu, czekaj! - krzyczałem, ale na marne bo słyszałem już tylko pikanie. Chwilę się zastanowiłem i wybiegłem szybko z pokoju i szybko zbiegłem na dół.
- Zaraz wrócę! - krzyknąłem tylko będąc u progu drzwi, zakładając trampki
- Leon! - krzyknęła mama idąc za mną - mamy gości! Chodź do domu zająć się Stephie!
- Mamo! Zaraz wrócę! Muszę szybko coś załatwić! - powiedziałem wybiegając z domu
Przecież wiem, gdzie mieszka Violetta. Biegłem szybko do niej do domu. Gdy dotarłem na miejsce zadzwoniłem dzwonkiem. Ale po dłuższym czasie nikt nie otwierał, ani furtki ani drzwi. Wiem, że Violetta mieszka sama, a światło w jej pokoju się paliło. Przeskoczyłem przez płot. Poszedłem od tyłu domu i zobaczyłem, jakiś poruszający się cień oraz otwarty balkon. Wskoczyłem na drzewo, po czym wszedłem na balkon. Ustałem we framudze drzwi, kiedy zobaczyłem że Violetta sprząta. Najlepszy pomysł jaki przyszedł mi wtedy do głowy to zaśpiewać piosenkę Nuestro Camino.
Tanto tiempo caminando junto a ti 
Aun recuerdo el día en que te conocí
El amor en mi nació tu sonrisa me enseno
Tras las nubes siempre va a estar el sol

Te confieso que sin ti no se seguir.
Luz en el camino tu eres para mi.
Desde que mi alma te vio.
Tu dulzura me envolvió.
Si estoy contigo se detiene el reloj.

Lo sentimos los dos el corazón nos hablo
Y al oído suave nos susurro

W tym momencie Violetta dołączyła do mnie i razem dokończyliśmy piosenkę.

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Pues amor es lo que siento.
Eres todo para mi.

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Tu eres lo que necesito.
Pues lo que siento es

Amor

En tus ojos veo el mundo de color.
En tus brazos descubrí yo el amor.
Vera en mi ella lo mismo?
Querrá el estar conmigo?
Dime que tu lates por mi también 

Lo sentimos los dos el corazón nos hablo
Y al oído suave nos susurro

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante

Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Pues amor es lo que siento.
Eres todo para mi.

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Pues amor es lo que siento 
Eres todo para mi


Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Tu eres lo que necesito.
Pues lo que siento es

Amor

Śpiewaliśmy tak cały czas patrząc sobie w oczy. Usiedliśmy na przeciwko siebie. Kiedy zacząłem po woli zbliżać się do Violetty...
*************************************************************
Siemka! Czy Leon pocałuje Violettę? Czy może ktoś, albo coś im przerwie? Co Violetta chciała powiedzieć Leonowi przez telefon? A co ze Stephie? Czy będzie chciała zdobyć Leona? Tyle pytań, a odpowiedź znajdziecie czytając kolejny rozdział. Dzisiaj się dużo nie rozpisuję. Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. One naprawdę wiele dla mnie znaczą :***. Postanowiłam dodać ten rozdział pomimo iż nie było wyznaczonej liczby komentarzy pod ostatnim postem. :(. Wiem, że ten rozdział wyszedł mi fatalnie, dlatego dzisiaj proszę tylko o 4 komentarze, a będzie next. Następny rozdział będzie ciekawszy xd. 
Kocham Was <3 


piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 10

*W poprzednim rozdziale*
Podczas zakupów z Francescą, Violetta spotkała swojego byłego chłopaka. Świetnie się ze sobą dogadują, jednak przyjaciółce nie podoba się Pablo. Postanowiła prosić o pomoc, Leona i Ludmiłę, jednak tylko Ludmiła się zgodziła, bo Leon boi się, że znowu popsuje sobie relacje z Violettą. Czy zmieni zdanie?
*Leon*
W porządku, przyznam, że lekko zaciekawiło mnie to, że Violetta miała byłego chłopaka oraz byłem ciekaw kim on jest. Ale nie mogę tego jej zrobić. Chociaż... Nie! Leon przestań! - biłem się z myślami.
(...) godzinę później (...)
Chodzę już po pokoju całą godzinę z telefonem w ręku. Nie mogę zapomnieć o mojej rozmowie z Francescą. Muszę coś zrobić! - pomyślałem. Postanowiłem, że zadzwonię do Federa. On zawsze wiedział jak mi pomóc, nigdy mnie nie wydał, ani nie śmiał się ze mnie.
/Rozmowa Leona i Federico/
F- Halo?
L- Siema stary! Chcesz do mnie wpaść?
F- Po co?
L- Muszę poprosić Cię o radę, i ogólnie pogadać!
F- Ooo, a w jakiej sprawie?
L- Przyjdziesz to się dowiesz!
F- Jak zwykle przyjemny jesteś - zaśmiał się - za pół godziny u Ciebie?
L- Nie dasz rady wcześniej? - zapytałem z nadzieją w głosie
F- Maxymalnie za 15 minut! Wcześniej nie dam rady!
L- Spoko! Nara
F- Pa
/Koniec rozmowy/
Korzystając z okazji, że Federico jeszcze nie przyszedł, postanowiłem przygotować jakieś chipsy i coś do picia. Za dokładnie 15 minut słyszę dzwonek do drzwi. To był oczywiście mój przyjaciel.
- Siema! - przywitał się ze mną, podając rękę, którą uścisnąłem.
- No siema! - odpowiedziałem
- Jaką masz do mnie sprawę...? - zapytał
- Siadaj! - wskazałem na kanapę. - zaraz Ci powiem. Masz ochotę na coś do picia? Może cola?
- Tak, chętnie. - powiedział z uśmiechem - jak możesz to z lodem bo jest strasznie gorąco!
- Jasne - powiedziałem po czym poszedłem do kuchni, nalałem cieczy do szklanki, po czym włożyłem dwie kostki lodu. Zaniosłem przyjacielowi, a sam usiadłem koło niego.
- No mów! - popędzał mnie
- Muszę się Ciebie o coś poradzić! - zacząłem - podobno wczoraj w Galerii Handlowej Violetta i Francesca, wybrały się na zakupy. Na tych zakupach Violetta spotkała swojego byłego. Poszli na kawę i Francesca ponoć siedziała z nimi. I zadzwoniła do mnie, mówiąc iż ten typ jej nie pasuje i poprosiła mnie, czy nie mógłbym pomóc jej zobaczyć co to za typ i jakie ma zamiary wobec Violetty.
- I co powiedziałeś? Zaraz a no tak, Fran mówiła, żeście się pogodzili... to dlatego tak Ci zależy...
- Co?!! Z Tobą w ogóle nie da się gadać!
- Zakochałeś się :***
- Co?! NIE!!! - krzyknąłem - nie wiem w ogóle po co Ci to wszystko mówiłem. A chciałem się tylko poradzić!
- Dobra! No, ale co odpowiedziałeś?
- Że nie!
- Że nie?!!!!! Dlaczego?!!! Mógłbyś lepiej poznać byłego faceta swojej wybranki - zaczął się śmiać
- Zamknij się! - krzyknąłem - A mam powiedzieć Ci jak Ty patrzysz na Ludmiłę! Jakbyś był w siódmym niebie :*** - teraz ja zacząłem się śmiać, a on spoważniał
- Wcale nie!!! - oburzył się
- Oj nie bądź dziecinny! Przecież to widać gołym okiem! - powiedziałem poważnie
- No dobra podoba mi się, ale nic więcej
- Ha wiedziałem!!! No dobra, ale teraz tak na poważnie co mam zrobić? - zapytałem
- Tak całkiem serio to powinieneś pomóc Francesce i dowiedzieć się co to za typ. A jeśli Fran ma rację i gość ma złe zamiary wobec Violetty? To później będziesz miał wyrzuty, że jej nie pomogłeś...
- Masz rację! Dziękuję Ci! - podziękowałem i od razu wyciągnąłem telefon, aby zadzwonić do Francesci i jej o tym powiedzieć.
(...) trwa rozmowa (...)
Powiedziałem wszystko Francesce. Ponoć Ludmiła też bierze w tym udział. Umówiliśmy się u Fran w domu, aby omówić plan działania. Po 20 minutach byłem już u koleżanki w domu.
- Cześć Fran! - przywitałem się
- Cześć! Co Cię skłoniło do pomocy?
- Federico - powiedziałem z uśmiechem - gdyby nie on nie zmienił bym zdania. Ale jednak cieszę się, że tak zrobiłem
- Ja też. To..., ja już mam pewien plan tylko musicie powiedzieć mi czy ma on sens! No to tak: powiem Violi, że zmieniłam zdanie co do Pablo i że jednak wydaje mi się, że jest spoko. Ona się z nim umówi i wtedy, pójdziemy w tamto miejsce. Jeśli ma złe zamiary na pewno, ma wspólnika i będzie próbował się z nim skontaktować. Podsłuchamy, a jak będzie okazja to go nagramy i pokażemy Violi. Ok?
- Dla mnie spoko, tylko skąd wiesz, że może mieć wspólnika? Może 'działa' sam... - zapytałem
- Nie wiem, ale takie ludzie jak coś kombinują to mają wspólników...
- Dobra ludzie! Koniec tych rozmów! Fran Ty dzwonisz do Violi i mówisz jej... no to co miałaś powiedzieć, a ja i Leon idziemy pod dom Violi, bo na pewno będzie szła z nim na spotkanie. - powiedziała Ludmiła
- Ludmiłaaaa... - przeciągnął Leon - możesz mi powiedzieć skąd Ty możesz wiedzieć, że Violetta pójdzie akurat dzisiaj na spotkanie z tym fagasem?
- Noooo..., nie wiem, ale... Fran się jej zapyta! - krzyknęła Ludmiła, po czym spojrzała na Francesce z nadzieją.
- Jjja ale ona się skapnie o co chodzi... - odpowiedziała Francesca
- To zapytaj w taki sposób, żeby się nie skapnęła i później do nas zadzwonisz! - powiedziała Ludmiła po czym wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę drzwi.
- A no i poczekaj aż będziemy na miejscu. To do Ciebie zadzwonimy i Ty wtedy zadzwonisz do niej. Nie zapomnij jeszcze o tym, żeby zapytać się jej czy dzisiaj idą się spotkać - krzyknęła blondynka będąc u progu drzwi
- Dobra, dobra! Idźcie! - krzyknęła Fran
Wyszliśmy na ulicę i wtedy zorientowałem się że dziewczyna dalej trzyma mnie za rękę.
- Już chyba możesz mnie puścić - powiedziałem, po czym spiorunowałem ja wzrokiem
- A no tak sorry. - powiedziała cała speszona
- Ok - powiedziałem i od razu wyrwałem rękę z jej uścisku. Jesteśmy prawie pod domem Violetty.
- Dzwonię do Francesci - powiedziałem. Jak powiedziałem tak, też zrobiłem. Zadzwoniłem do Fran i jej oznajmiłem, że już jesteśmy. Podeszliśmy pod pokój, w którym obecnie znajdowała się Violetta. Na szczęście miała otwarte okno. Usłyszeliśmy dźwięk jej komórki. Odebrała. Po rozmowie można było poznać, że dzwoniła Francesca.
Violetta: No hej. Nie ma za co Fran. Ale na prawdę. Każdy może się pomylić co do osoby. Tak a poza tym Pablo to fajny chłopak więc nie musisz się martwić. Ale mimo wszystko dziękuję za wyrozumienie. Tak, dzisiaj właśnie spotykam się z Pablo w kawiarni za pół godziny. Nie chciałabyś się przejść ze mną? Byłoby mi raźniej... No to szkoda. Może kiedy indziej! Ok Fran to kończę bo się szykuje, paaa... Spojrzałem na Ludmiłę znacząco. Za jakąś chwilę zadzwoniła do mnie Fran.
- I co słyszeliście wszystko? - zapytała
- Tak. Wszystko jest pod kontrolą. Teraz tylko czekamy, aż wyjdzie z domu. I dalej zgodnie z planem. - odpowiedziałem z miną zabitego psa.
- Ok. Spotykamy się na miejscu. Do zobaczenia - powiedziała
- Do zobaczenia...
Po skończonej rozmowie wróciłem do Ludmiły, która od razu zobaczyła że ze mną jest coś nie tak.
- Co Ci jest? Jeśli można wiedzieć. - zapytała blondynka
- Źle robimy, Ludmiła. To jest nasza przyjaciółka. To co robimy jest nie w porządku - powiedziałem przybity
- Leon, nie byłeś zmuszony do pomocy nam, to znaczy jej. Nie musiałeś nam pomagać, więc sorry. - odpowiedziała, tak jakby w ogóle ją to nie ruszyło - wycofujesz się czy nie?
- Nie - odpowiedziałem cicho, zarówno jak i niepewnie
- To siedź cicho i rób swoje - powiedziała pewna siebie
*30 minut później*
Siedzimy już tu ponad pół godziny, jestem zmęczony, nogi mi zdrętwiały. Głowę opałem o dom i prawie usnąłem. Kiedy nagle poczułem lekkie uderzenie w prawe ramię.
- Leon, żyjesz? - zapytała Ludmiła- Violetta wychodzi. Idziemy za nią. Napisz sms-a do Fran.
- Dobra - odpowiedziałem ziewając
Do Francesca:
Fran, Violetta właśnie idzie w te umówione miejsce. Idź tam, a my idziemy za nią. ~ Leon
Od Francesca: Ok. Idę :)
Właśnie podążamy za Violą. Dochodzimy do kawiarni, w której umówiła się ze swoim fagasem. Gdy tam zaszliśmy Pablo już był. Przywitał się z nią. Na szczęście usiedli zaraz przy ścianie. Ja z Ludmiłą ustalimy za nią aby nikt nas nie widział. Akurat doszła Fran. Dałem znak Francesce, że siedzą zaraz obok. I żeby nic nie mówiła. Ludmiła poszła z drugiej strony aby ich widzieć. Ja natomiast dalej stałem w tym samym miejscu i podsłuchiwałem. Ich rozmowa się zaczęła, a to co usłyszałem było ponad moje najskrytsze oczekiwania... Myślałem, że nic gorszego od tego że może do niego wrócić nie może być. A jednak. Okazało się że ten pajac chce żeby Violetta wróciła z nim do Madrytu. Myślałem że mu zaraz strzele w tą niewinną mordkę. Francesca wszystko słyszała i widziała moja minę.
- Leon, spokojnie. Twoja mina mówi sama za siebie, dlatego uspokój się. Nie rób niczego wbrew ustalonego planu, bo nie o to nam chodzi, ok?- powiedziała cicho, łapiąc mnie przy tym za rękę, tak abym nie poszedł. Czułem że zrobiłem się czerwony jak burak z nerwów na twarzy. Wyrwałem rękę z jej uścisku i wyszedłem z tzw. ukrycia. Podszedłem do tego kretyna i przypierniczyłem mu w twarz, tak że odskoczył. W celu bronienia się, chłopak wstał i zaczął bić mnie. Nie dawałem za wygraną. Violetta nie wiedziała co robić. Ale to mnie nie interesowało. Cały czas przed oczyma miałem, to jak będzie odjeżdżać. A przecież dopiero co się pogodziliśmy. Próbowała mnie odciągnąć od niego, kiedy jedna z kelnerek wezwała ochronę. Dwóch potężnych facetów podeszło do mnie i odciągnęło mnie od niego. Oraz wyszło ze mną na dwór, rzucili mnie na trawnik zaraz przy kawiarni. Zorientowałem się że leci mi krew z nosa, po tym jak Pablo zaczął się bronić, albo przez to że tych dwóch ochroniarzy wyrzuciło mnie na trawnik i przypieprzyłem nosem w ziemię. Widziałem jak Violetta patrzy na mnie wzrokiem złego psa przez okno i pomaga Pablo wstać z podłogi. Po chwili widzę jak Francesca i Ludmiła biegną w moją stronę.
- Nic Ci nie jest? - zapytała troskliwym głosem Fran.
- Niee... - powiedziałem otrzepując się z ziemi i trawy i wstając przy pomocy koleżanki.
- No i zniszczyłeś nasz cały plan! - krzyknęła oburzona blondynka
- Nie mogłem inaczej! Wkurzyłem się kiedy ten koleś chciał żeby wróciła z nim do Madrytu.
- Leon, wytłumacz mi czemu tak zareagowałeś? Czyżbyś się... - nie dokończyła Francesca, bo jej przerwałem.
- Nawet nie wymawiaj tego słowa, bo to nie prawda... - powiedziałem. Kiedy zza rozsuwanych drzwi wyszła Violetta. I szła w naszą stronę.
- No to teraz się zacznie... - powiedziała Ludmiła przez zaciśnięte zęby...

************************************
Hejka! Jak zareaguje Violetta na reakcję Leona? Tego dowiecie się czytając kolejny rozdział. Powinien pojawić się jutro o ile będzie odpowiednia ilość komentarzy. Bardzo dziękuję, za komentarze pod rozdziałem 9. Nawet nie wiecie ile one dla mnie znaczą... :D. Za jakiekolwiek błędy przepraszam, bo nie chce mi się już ich poprawiać i proszę o komentarze. No to na tyle...
Do napisania :)
6 komentarzy = Rozdział 11

CZYTASZ -----> KOMENTUJESZ -----> MOTYWUJESZ !!!