czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 5

 Nagle zza jednej alejki z butami wyszedł ... nie kto inny jak ... Leon.
- Jezu! Jak mnie wystraszyłeś, wariacie! - walnęłam go lekko w ramię - A właściwie, to jak mnie tu znalazłeś?
- Przecież, nie mogłem pozwolić na to, żeby Ci się coś stało... A moją pomoc odrzuciłaś, więc ...
- Więc znalazłeś inny sposób, abym była bezpieczna... - zaśmiałam się
- To co, może w ramach przeprosin dasz się zabrać na kawę...? - zapytał
- Za to, że jak mnie przestraszyłeś? Chyba śnisz... - udałam obrażoną, a w głębi ducha cieszyłam się, że to zrobił.
- No nie daj się prosić... - powiedział podchodząc do mnie, a ja zwinnie wymsknęłam mu się i jak najszybciej zaczęłam uciekać pomiędzy półkami. Niestety, ja zaczęłam uciekać w jedną stronę, a on podszedł mnie z drugiej. Był bardzo blisko mnie, dlatego 'włączyłam wsteczny" (haha ~ od aut.). Droga ucieczki się skończyła, a ja natknęłam się na krzesło, na którym po chwili siedziałam. Chłopak nachylił się nade mną z bardzo śmiesznie złowrogą miną.
- A więc wygrałem, to teraz da się Pani zaprosić na kawę? - zapytał, ale dalej był nade mną nachylony
- Chciałabym, żebyś zrobił dla mnie jeszcze jedną rzecz... - powiedziałam, po czym chłopak wpił się w moje usta. Z wielką chęcią oddałam pocałunek...
(wyglądało to mniej więcej tak tylko Violetta siedziała na krześle w sklepie <3)
Po chwili oderwaliśmy się od siebie, panowała niezręczna cisza. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć.
- Hmmm... to idziemy na tą kawę? - przerwał ciszę Leon
- Tak, pewnie - odpowiedziałam. Wyszliśmy ze sklepu z obuwiem
i skierowaliśmy się do kawiarni. Tam Leon zamówił nam dwie kawy i po małym deserze lodów. Po tym jak kelner przyniósł nam zamówienie wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
- Co Ci się stało? - zapytał Leon, śmiejąc się z mojego śmiechu
- Przypomniała mi się ta akcja z tymi lodami i rowerami - mówiłam dalej się śmiejąc
- Tsaaa - odpowiedział również zaczął się śmiać
- Wiesz Leon trzeba patrzeć na wszystko pozytywnie... gdyby nie to zapewne nigdy byśmy się nie poznali - mówiłam, nie mogąc zapanować nad śmiechem
- Co fakt to fakt - odpowiedział - A teraz tak na poważnie... podobało Ci się to... no...? - nie mógł się wysłowić
- A Tobie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Szczerze?
- No... - patrzyłam, na niego uważnie wyczekując odpowiedzi
- ... tak! - powiedział stanowczo
- Mi też - zanurzyłam swój wzrok w lody - ale mimo wszystko dziwnie się czuję, wiedząc że masz dziewczynę i się z Tobą całując
- O ile to w ogóle można nazwać dziewczyną... - zamyślił się patrząc w okno - od wyjazdu nie odezwała się nawet razu, a w delegacji jest już 3 miesiące, nigdy nie doznałem od niej czułości, miłości, zawsze gdzieś leciała, ciągle się spieszyła, byliśmy razem, ale tak jakbyśmy się w ogóle nie znali i byli dla siebie obcymi osobami - mówił, a pojedyncza łza spłynęła mu po policzku. Przesunęłam się do niego z krzesłem i złapałam za rękę.
- Nie wiem co mam Ci odpowiedzieć... w sumie byliśmy w tej samej sytuacji, tylko ona Cię nie ...
- Ale to prawie jakby mi właśnie to zrobiła. Muszę się wziąć w garść i zaraz po jej przyjeździe z nią zerwę. - powiedział stanowczo
- Kiedy będzie w BA? - zapytałam
- Za dwa miesiące - odpowiedział
- Jeśli będziesz potrzebował pomocy to jestem tu i możesz na mnie zawsze liczyć. - złapałam delikatnie za ramię załamanego chłopaka, a po chwili wolno i delikatnie szatyn położył rękę na mojej.
- Dziękuję - wypowiedział cicho, dalej trzymając swoją ciepłą dłoń na mojej ręce.
- No... tak. Późno się zrobiło - speszyłam się wysuwając rękę spod dłoni Leona. - Idziemy?
- Tak. Pewnie. Chodź odwiozę Cię - powiedział
- Dobrze. Dziekuje - powiedziałam zabierając torebkę z oparcia krzesła, po czym wyszliśmy z kawiarni z skierowaliśmy się w stronę parkingu, na którym Leon zostawił samochód. Podjechaliśmy pod mój dom.
- Dziękuję za cały dzisiejszy dzień. - powiedziałam, całując chłopaka w policzek.
- Nie ma za co - odpowiedział
- Paa - pomachalam mu na pożegnanie już za szybą auta. Odmachał. Weszłam do domu po czym rzuciłam się bezwładnie na kanapę. Po chwili przysnęłam. Obudził mnie upierdliwie dzwoniący dzwonek do drzwi. Otrzeźwiłam się i wstałam, by je otworzyć. W drzwiach stał Leon.
- Zapomniałeś czegoś ode mnie? - zapytałam patrząc na stojącego w bezruchu szatyna.
- W pewnym sensie tak. Zbierałem się do tego od bardzo dawna. Myślałem o tym dzień i noc, dzień i noc...Dzień w dzień i już dłużej tak nie mogę. Odkąd cię poznałem nie mogę przestać o tobie myśleć! To może zabrzmieć jak w jakimś głupim romansidle, ale... zakochałem się w Tobie...Kiedy Cię widzę czuję tak jakby...motylki w brzuchu... Tego nie można opisać... to co czuję jest naprawdę silne i nie mogę dalej zaprzeczać, że tak nie jest. Dlatego...- wciągnął głośno powietrze i spojrzał mi prosto w oczy- Vilu kocham Cię...i nie zamierzam dalej tego ukrywać! Ale mam do Ciebie jedno, jedyne pytanie, czy... czy Ty do mnie coś czujesz?- patrzyłam na niego rozszerzonymi oczami pełnymi łez, a po chwili się uśmiechnęłam i rzuciłam na jego szyję wpijając się w jego usta.
- Czyli mam rozumieć, że tak?- zapytał kiedy oderwaliśmy się od siebie, kiwnęłam twierdząco głową, a potem znów go pocałowałam i wciągnęłam do mojego domu...
Obudził mnie upierdliwie dzwoniący telefon.
- Taki piękny sen, kto do jasnej cholery tak, dzwoni? - zapytałam sama siebie. Dzwonił mój ojciec, zapytać się jak się trzymam i czy pieniądze, które mi przysłał wpłynęły. Rozmowa nie trwała zbyt długo, ponieważ musiał kończyć. Cały czas rozmyślałam o tym co mi się śniło. Ni w ząb nie mogłam o tym zapomnieć. "Czy to możliwe że się w nim za...?" Nie! Stop! Nie mogę! Nie mogę przeżyć tego samego rozczarowania co wtedy z Johnem. Nie będę potrafiła mu zaufać! Była godzina 20! Nie miałam co robić, nudno ciągle i nudno. Leżę i oglądam jakieś durne seriale, w których nawet nie mam zielonego pojęcia o co chodzi. Kiedy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. "Kogo tu niesie o tej porze?". Otworzyłam je, a u progu drzwi zauważyłam, jakąś osobę zasłoniętą, pięknym bukietem krwisto czerwonych róż. Było ich tam chyba ze sto! Osoba, ta za chwilę odsłoniła swoją twarz. Był to Leon. W jednej ręce trzymał bukiet pięknych kwiatów, a w drugiej butelkę wina.
"- Zapomniałeś czegoś ode mnie? - zapytałam patrząc na stojącego w bezruchu szatyna.
- W pewnym sensie tak. Zbierałem się do tego od bardzo dawna. Myślałem o tym dzień i noc, dzień i noc...Dzień w dzień i już dłużej tak nie mogę. Odkąd cię poznałem nie mogę przestać o tobie myśleć! To może zabrzmieć jak w jakimś głupim romansidle, ale... zakochałem się w Tobie...Kiedy Cię widzę czuję tak jakby...motylki w brzuchu... Tego nie można opisać... to co czuję jest naprawdę silne i nie mogę dalej zaprzeczać, że tak nie jest. Dlatego...- wciągnął głośno powietrze i spojrzał mi prosto w oczy- Vilu kocham Cię...i nie zamierzam dalej tego ukrywać! Ale mam do Ciebie jedno, jedyne pytanie, czy... czy Ty do mnie coś czujesz?" Zasłoniłam twarz rękami i patrzyłam na niego ze łzami w oczach.
- Coś się stało? - zapytał
- Przed chwilą śniła mi się ta chwila. To niewiarygodne! - powiedziałam zszokowana
- Taaak? I co było dalej? - zapytał tym swoim, słodkim podniecającym głosikiem.
- A dalej było tak... - powiedziałam, po czym tak zwyczajnie bez zobowiązań wpiłam się w jego malinowe usta.

Nie myślałam wtedy o niczym, tylko o nim. To on był dla mnie najważniejszy. Chłopak rzucił kwiaty i wino na ziemię, tam gdzie stał, po czym delikatnie złapał mnie w talii. Oddawał każdy pocałunek bez wyjątku. Zawiesiłam ręce na jego szyi, po czym dalej się całowaliśmy. Skierowaliśmy się na kanapę. Usiadł na niej a ja na jego kolanach.
Czułam się wspaniale. W końcu przerwaliśmy.
- Te kwiaty piękne by były gdybyś mi je dał - uśmiechnęłam się. Po czym bez słowa sprzeciwu poszedł po nie i mi je wręczył. Zanurzyłam swój nos w ich zapachu.
- Violu czy zechciałabyś zostać moją dziewczyną? - zapytał
- Leon ja nie........


**************************************************************
Witajcie :D! Czy będzie Leonetta? Pocałunek już był i to nie jeden, ale czy Leon jest szczery w swoich uczuciach do Vilu? Tego dowiecie się w kolejnych rozdziałach. Mam nadzieję, że nie zanudził Was ten rozdział :')! Dziękuję, za komentarze pod ostatnim rozdziałem :D. Nawet nie wiecie ile one dla mnie znaczą :D.

Pozdrawiam i do napisania :D

czwartek, 22 stycznia 2015

One Shot: "A wszystko zaczęło się od zwykłej lekcji..."

*Wrzesień - początek roku szkolnego*
*Violetta*
Dzisiaj jest mój pierwszy dzień w Studio OnBeat. Jestem bardzo podekscytowana. Od małego bardzo interesowałam się muzyką. Mam nadzieję, że wszystko potoczy się po mojej myśli. Byłam bardzo zdenerwowana. Trzymałam w ręku teczki z pełną masa różnych dokumentów. Ze spuszczoną głową szłam w stronę drzwi wejściowych, kiedy przez przypadek na kogoś weszłam. Wszystkie dokumenty rozleciały się po chodniku.
- Przepraszam... niezdara ze mnie - powiedziałam. Spojrzałam na osobę na którą weszłam. Była to piękna czarnowłosa dziewczyna. Schyliła się w celu pomocy mi przy zbieraniu papierów.
- Nie, to ja przepraszam - powiedziała, razem ze mną zbierając rozwalone kartki. Po chwili przyszło jakiś dwóch chłopaków, którzy również zbierali razem z nami. Podali mi wszystkie i wstaliśmy.
- Jestem Francesca - podała mi rękę czarnowłosa dziewczyna - To jest Leon mój chłopak, a to Diego nasz przyjaciel - dokończyła, pokazując na dwóch przystojnych chłopaków stojących obok nas.
- Ja jestem Violetta - podałam rękę każdemu z nich
- Pierwszy dzień? - zapytał przystojny szatyn - Leon.
- Tak. Trochę się denerwuję - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Nie martw się. Początki są zawsze ciężkie, ale my Ci pomożemy - powiedziała Francesca. Po czym poszliśmy do Studio. Reszta dnia minęła spokojnie. Poznałam wiele wspaniałych ludzi i nauczycieli - są wyrozumiali, mili i pomocni.
***Kilka dni później***
Oswoiłam się już ze Studiem. Zaprzyjaźniłam się już z Fran, Leonem i Diego. To naprawdę wspaniali ludzie. Teraz właśnie ćwiczę "Undernaeth it all" w sali od śpiewu, kiedy nagle do sali wchodzi Leon, śpiewając razem ze mną refren. Poczułam się naprawdę wspaniale.
- Nie wychodzi mi ta piosenka - powiedziałam zła na siebie
- Tak naprawdę to idzie Ci naprawdę świetnie jak na początki, ale jeśli chcesz z chęcią pomogę Ci to udoskonalić - zaproponował.
- Naprawdę? Pomógłbyś mi?
- Pewnie. Jesteśmy przyjaciółmi, co w tym złego? - odpowiedział
- Dziękuje - przytuliłam się do niego. Oddał uścisk. To dziwne, bo poczułam się tak... bezpiecznie, tak cudownie w jego ramionach.
- To teraz? - zapytał, po oderwaniu
- Tak. To chodź może do mnie do domu, bo jest już dość późno. Zaraz pewnie zamknął Studio.
- Jasne. Chodźmy - odpowiedział. Skierowaliśmy się w stronę mojego domu. Po chwili byliśmy na miejscu.
- Chcesz się czegoś napić? - zapytałam
- Chętnie - odpowiedział siadając przy moim keyboardzie. Natomiast ja poszłam po picie. Wracając usłyszałam piosenkę, którą bardzo dobrze znałam "Nuestro Camino". Postawiłam napoje na moim biurku, a sama szłam w stronę chłopaka, przyłączając się do śpiewania. Usiadłam koło niego, a swoją rękę położyłam na jego ramieniu. Po skończeniu zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Kiedy nasze usta dzieliły milimetry odsunęłam się. Sumienie nie pozwalało mi tego zrobić. Przecież to chłopak mojej przyjaciółki. W ogóle chyba nawet nie powinien mi pomagać, ale tego już mu nie mówiłam. Ćwiczyliśmy dalej w spokoju. Ale w ogóle nie mogłam się skupić. Gdy Leon opuścił już moje miejsce zamieszkania, zaczęłam zastanawiać się nad tym wszystkim. Kiedy nagle ktoś zapukał. Otworzyłam je i na wycieraczce ujrzałam list. Wzięłam go do ręki i czytałam. Treść jaka była w nim zawarta sprawiła że nogi się pode mną ugięły.
*Leon*
Co się ze mną dzieje do jasnej cholery. W żaden sposób nie mogę zapomnieć o Violetcie. Ta pomoc w śpiewaniu piosenki była tylko pretekstem do tego by spędzić z nią trochę czasu bez podejrzeń. Ten jej piękny głos, ten uśmiech, te oczy... ja nie mogę, nie mogę sobie z tym poradzić. To jest silniejsze ode mnie.
*Violetta*
Treść listu brzmiała: "Zostaw Leona! Jest tylko mój! Tylko pojawiłaś się w Studio od razu namieszałaś! Masz do zrobienia tylko jedną łatwa rzecz, zostaw go, a Francesca nie dowie się o tym że był u Ciebie i prawie się pocałowaliście. Poza tym wbij sobie do głowy że on nic do Ciebie nie czuje! A i jeśli nie podstosujesz się do tego co Ci napisałam to możesz tego pożałować!" Po przeczytaniu doszłam do wniosku że ta osoba ma rację, muszę wybić sobie Leona z głowy. Nie mogę się w nim zakochać - to chłopak mojej przyjaciółki. Byłam tak zdenerwowana, że sięgnęłam do szafki z lekami po środki uspokajające. Położyłam się, ale one nie działały. Wzięłam ich jeszcze więcej. Później już nic nie pamiętam.
*Leon*
Nie mogę! Nie dam rady o niej zapomnieć. Przyznam się i nie interesuje mnie już nic więcej ZAKOCHAŁEM SIĘ W NIEJ! Zdobyłem się na odwagę i poszedłem do niej do domu by to wyznać. Jednak nie otwierała. Zobaczyłem iż drzwi były otwarte więc wszedłem. Violetta leżała na kanapie. Na ławie było pudelko po środkach uspokajających - puste. Szybko zacząłem ja budzić, ale nic. Zadzwoniłem po pogotowie. Przyjechali w mgnieniu oka. Zabrali ją, a ja oczywiście pojechałem zaraz za nimi. Bałem się o nią jak cholera. Z niecierpliwością czekałem na wiadomości.
- Panie doktorze i co z nią? - zapytałem podchodząc do lekarza
- No... jakby to Panu powiedzieć, stan pacjentki nie jest najlepszy. Spożyła dużo ilość środków uspokajających, co w wieku pani Castillo nie jest dobre. Jest w śpiączce farmakologicznej i pod nasza opieką. Na chwilę obecna natomiast trudno mi jest powiedzieć kiedy może się wzbudzić.
- Rozumiem a mogę do niej wejść? - zapytałem z nadzieja w głosie.
- No dobrze, ale nie za długo dobrze?
- Jasne. Oczywiście - powiedziałem. Chwyciłem za klatkę i wszedłem do środka sali. Dziewczyna leżała na łóżku blada niczym ściana. Usiadłem na krześle stojącym obok łóżka szatynki. Złapałem jej zimną dłoń i mimowolnie zacząłem płakać jak małe dziecko.
- Błagam, nie zostawiaj mnie! Muszę Ci coś powiedzieć. Od jakiegoś czasu zauważyłem że dzieje się ze mną coś dziwnego. Nigdy w życiu nie byłem taki jak teraz. - zacząłem - Taki zamyślony... nie mogę się nad niczym skupić, nic robić... Zmierzam do tego iż cholernie się w tobie zakochałem. Od początku gdy Cię ujrzałem wiedziałem że nie będziesz mi obojętna. I tak też się stało...
- Naprawdę? - usłyszałem jej zachrypnięty, ledwo co słyszalny głos
- Co? Ale jak? - zdziwiłem się ale pozytywnie
- Ja czuje to samo do Ciebie. Już od dawna - powiedziała. Momentalnie uśmiech na mojej twarzy się pojawił.
- Poczekaj! Zawołam lekarza - powiedziałem wstając z krzesła
- Nie... - powiedziała łapiąc mnie za rękę i zatrzymując przy tym.
- Po coś ty tyle tego świństwa wzięła? - zapytałem
- Jedna tabletka nie pomagała - powiedziała smutna.
- Dlatego postanowiłaś wziąć wszystkie na raz? - zapytałem - No nie ważne. Ważne że żyjesz i nic Ci nie jest.
- Leon ja... też się w tobie zakochałam i również czułam i czuje to co ty. Tylko...
- Tylko? - zapytałem
- Są dwie sprawy... Fran jest jedną z nich. Francesca jest moja pierwsza prawdziwą przyjaciółka. Nie mogłabym jej tego zrobić zwłaszcza że jesteście razem.
- A druga sprawa? - zapytał smutny
- Druga sprawa powinna Ci się wyjaśnić, jak przeczytasz ten list - powiedziała i dała mi do ręki kawałek kartki. Niepewnie ja otworzyłem i zacząłem czytać. Przyznam, byłem zdruzgotany tym co przeczytałem. Kto to mógł zrobić, dlaczego? Zadawałem sobie mnóstwo pytań ale odpowiedzi na nie znalazłem.
- Ja nie wiem kto to mógł być - powiedziałem
- Ja też nie wiem, ale sam widzisz że to że byśmy byli razem może nam zaszkodzić. Zrani Fran i w ogóle.
- Ale jeśli razem nie będziemy to zrani to nas oboje rozumiesz? Nikt nie będzie szczęśliwy jeśli tak zrobimy. Kocham Cię i zrobię wszystko żebyśmy mogli być razem rozumiesz? - zapytałem wstając z plastikowego krzesła. Byłem wtedy zdenerwowany. To wszystko było silniejsze ode mnie i chyba pod wpływem emocji musiałem to zrobić... pocałowałem ją. Nie zaprzeczała temu, a wręcz przeciwnie oddała pocałunek - każdy. Ale chyba pech chciał, żeby do sali weszła Francesca. Spojrzała na nas a oczy momentalnie jej się zaszkliły.
- Nie mogę w to uwierzyć! - krzyknęła i wybiegła z sali.
- Fran - krzyknęła Violetta - Biegnij za nią - zwróciła się do mnie, co od razu uczyniłem. Wybiegłem za nią i ją zatrzymałem.
- Możemy porozmawiać? - zapytałem
- Nie mamy o czym - odpowiedziała wycierając łzy
- Proszę Cię... chwilę tylko. Nie będę Cię do niczego przekonywał tylko chce porozmawiać i Violetta też.
- Violetta? Ona już dla mnie nie istnieje! - odpowiedziała
- To jak będzie... porozmawiamy? - zapytałem
- 5 minut! Nic więcej - wróciliśmy do sali Violetty, po czym Fran usiadła na krześle obok nas.
- Fran. Ja tego nie chciałam, nie ukrywam... zakochałam się w Leonie i podobał mi się od początku gdy Was poznałam, ale uwierz nigdy bym nie odebrała swojej najlepszej przyjaciółce chłopaka. Nie okazywałam tego. Ale gdy Leon również powiedział mi o swoich uczuciach. Wiedziałam że nic z tego nie będzie, bo jest Twoim chłopakiem. Nie chcieliśmy Cię ranić, samo tak wyszło. A ten pocałunek był pod wpływem impulsu, bo dostałam pewien list. Przeczytaj jeśli chcesz - tłumaczyła Violetta, rzucając mi spojrzenie znaczące "możesz dać jej ten list". Fran go przeczytała i że łzami w oczach zaczęła:
- Jesteście moimi przyjaciółmi, chce żebyście byli szczęśliwi. Nigdy w życiu nie spotkałam wspaniałych ludzi jak wy. Kocham Was i chce żebyście byli razem i nie czuli się zobowiązani wobec mnie. A ty i ja Leon możemy być przyjaciółmi - przytuliłem się do niej. To wspaniała dziewczyna, taka wyrozumiała i w ogóle. Ale to Violetta, to Violetta jest dziewczyna która kocham i z która chce być.
- A no i ja również chyba muszę Wam coś powiedzieć... zakochałam się w Diego!
***Kilka dni później***
*Violetta*
Wyszłam już ze szpitala. Ja i Leon postanowiliśmy razem zamieszkać. Jesteśmy naprawdę szczęśliwą parą, dokładnie tak jak Fran i Diego. Zostali parą i również razem mieszkają. Relacje między nami są świetne. Dobrze się dogadujemy i często spotykamy. Mam nadzieję, że już zawsze tak będzie, bo nie możemy bez siebie żyć!

********************************************
Hej :)! Napisałam tym razem One Shota. Mam nadzieję, że się Wam podoba xD. Liczę na komentarze :D. Dzisiaj się nie rozpisuję. A rozdział powinien pojawić się jutro ;). A jeśli nie to w sobotę :*
 
Pozdrawiam i do napisania :)

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 4

*Leon*
- Violetta, wszystko w porządku?
- Tttak - mówiła drżącym głosem
- Tym razem nie dam robić z siebie żartów. Powiedz co się stało - powiedziałem dość ostrzej, kierując mój wzrok na chłopaka stojącego niedaleko niej.
- Chyba mówi Ci że wszystko gra! Wynoś się stąd! - krzyknął i szedł w moją stronę
- Nie! - krzyknęła Violetta, ale za późno. Chłopak złapał mnie za kołnierz koszuli i próbował wyprowadzić przez balkon. Niestety to nie on 5 lat trenował karate tylko ja, w związku z tym znam parę sztuk walki. Facet był nieźle napakowany, ale to ja siłą wyrzuciłem go za balkon z początku z lekkim utrudnieniem, ponieważ dostałem dwa razy w nos. Leciała mi krew, ale to nie to było teraz ważne tylko to, aby go stąd wywalić. Oczywiście, Violetta próbowała go uspokoić, ale na nic. Na szczęście to mi udało się go stąd wykurzyć. Rzuciłem go na trawnik przez balkon, po czym jak najszybciej go zamknąłem i zasłoniłem zasłony. Spojrzałem na wystraszoną szatynkę, a po chwili podszedłem do niej i ją przytuliłem. Trzęsła się jakby miała gorączkę. Wtuliła się we mnie i staliśmy tak z dobre 5 minut. Nagle się odsunęła.
- Usiądź na kanapie zaraz opatrzę Ci nos. - powiedziała wycierając mokre od łez policzki. Przytaknąłem po czym dziewczyna zniknęła za drzwiami kuchni. Po chwili wróciła z średniej wielkości czerwoną torbą. Usiadła koło mnie na kanapie, po czym zaczęła wyciągać z niej różne rzeczy. Oblała jeden płatek wacika spirytusem salicylowym, po czym delikatnie przykładał do mojego nosa.
- Sssss... szczypie! - mówiłem odsuwając głowę
- Poczekaj chwilę! Zaraz przejdzie - powiedziała. Następnie owinęła coś wyjęte z zamrażarki ręcznikiem kuchennym i przyłożyła do mojego nadal obolałego nosa.
- Potrzymaj tak sobie chwilę... - powiedziała, po czym złapałem jej rękę, która trzymała to zimne coś, lecz po chwili wysunęła ją.
- Po wiesz mi o co chodziło temu typowi? - zapytałem ciekawy odpowiedzi
- Wiedziałam, że w końcu o to zapytasz... - powiedziała, siadając koło mnie na kanapie, podwijając nogi w taki sposób, że kolana dotykały prawie jej brody oraz na koniec biorąc poduszkę i opierając się o nią. Patrzyłem na nią uważnie, wyczekując odpowiedzi.
- Już wiesz że John był moim chłopakiem w Madrycie, prawda? - mówiła ledwo powstrzymując się od płaczu...
- Noo...
- Pewnego razu wyszedł gdzieś z kolegami i nie wracał dwa dni. Martwiłam się, wydzwaniałam do niego ale bez skutku. Kiedy po trzech dniach wrócił, był pijany i pod wyraźnym wpływem narkotyków. Mieszkaliśmy wtedy razem. Kiedy robiłam mu wymówki, prosiłam aby przestał i w ogóle ten zaczął jeszcze więcej. Wtedy wyszłam z domu i poszłam do mojej przyjaciółki na noc. Doradziła mi abym z nim skończyła. I doszłam do wniosku, że miała rację. Wróciłam więc do domu i powiedziałam mu że z nami definitywny koniec. Wkurzył się i powiedział że ostro tego pożałuję. Od tamtej pory śledził mnie. gdy zauważył że moja przyjaciółka wyszła z domu wykorzystał okazję, wkradł się do domu i ..... - nie dokończyła, bo rozpłakała się jak małe dziecko. Usiadłem bliżej niej i mocno ją do siebie przytuliłem. Ta tylko wtuliła się we mnie jak w pluszowego misia i dalej płakała. W końcu uspokoiła się lekko i zaczęła dalej.
- Od tamtej pory nie mam zaufania do nikogo. I wtedy jak próbowałeś mnie pocałować cała ta scena pokazała mi się, dlatego się tak odsunęłam i chciałam jak najszybciej wybiec z clubu.
- Ja bym Cię tak nigdy nie skrzywdził - powiedziałem. Po tym wszystkim włączyliśmy telewizję i oglądaliśmy film. Violetta usnęła, a ja nie chcąc jej budzić przykryłem ją kocem i delikatnie i cicho wstałem z kanapy i kierując się w stronę drzwi próbowałem wyjść z domu.
- Leon? - zapytała
- Tak? - odwróciłem się
- Mogę Cię o coś poprosić? - zapytała
- Jasne! - odpowiedziałem
- Tylko obiecaj że się nie pogniewasz... - powiedziała
- Obiecuje!
- Przepraszam, wiem że nie powinna o to w ogóle pytać ale ... Zostałbyś dzisiaj ze mną? Boję się trochę zostać sama, obiecuje że już nigdy nie złożę Ci takiej propozycji. Ale jeśli ma to zniszczyć naszą znajomość to nie... i... - nie dokończyła bo podszedłem do niej, ukucnąłem i zakryłem jej buzię.
- Chyba jak się stresujesz to dużo gadasz, co? - zaśmiałem się
- Zauważyłeś... - powiedziała
- Nie dało się nie zauważyć. A co do tej prośby to... oczywiście że zostanę. Przecież nie pozwolę, żebyś została sama i się bała. - uśmiechnąłem się do sztynki.
- Dziękuję! - rzuciła mi się na szyję, a ja lekko zdziwiony zachowaniem dziewczyny, objąłem ją. Po 'odklejeniu' się od siebie, dziewczyna odchyliła ręką koc i powiedziała, abym usiadł koło niej. Wykonałem prośbę dziewczyny i usiadłem w wyznaczonym przez nią miejscu. Później już nie wiele pamiętam, bo Morfeusz zabrał nas do siebie.
***Następny dzień***
Obudziłem się dokładnie w tym samym czasie co Violetta. Oboje zdziwieni spojrzeliśmy na siebie.
- My chyba nic wczoraj... - powiedziała Violetta
- Niee... - odpowiedziałem
- Uff - odetchnęła z ulgą. - to ja pójdę zrobić śniadanie
- Pomóc Ci? - zapytałem
- Niee musisz. Jak będzie to Cię zawołam. - odpowiedziała
- Okej - odpowiedziałem, po czym włączyłem telewizor i oglądałem jakiś film. Po kilkunastu minutach Violetta zawołała mnie na śniadanie. Zrobiła jajecznicę. Wyglądała wyśmienicie, a smakowała jeszcze lepiej. Gdy oboje delektowaliśmy się danie, usłyszeliśmy nadjeżdżający samochód. Wstałem od stołu i wyjrzałem przez okno, a zaraz po mnie wyjrzała Violetta.
- Czyj to samochód? - zapytałem
- O mój Boże! - powiedziała
- Czyj to samochód?! - powtórzyłem pytanie
- To John! - powiedziała
- Jeszcze mu nie mało wrażeń? - powiedziałem
- Boże! Leon! Co robimy? - zapytałam zdenerwowana
- Ja to załatwię! - powiedziałem, idąc w stronę drzwi.
- Nie!!! - krzyknęła Violetta i ustała przede mną zasłaniając drzwi - Nie idź tam, proszę Cię! Leon boję się o Ciebie! Raz Ci się udało z nim wygrać, drugiego razu może nie być i może coś Ci się stać! On jest nieobliczalny! Nie wiadomo co mu do głowy przyjdzie!
- Daj spokój! Nie może Cię tak ciągle nachodzić! A skoro tu przyszedł to znaczy że jeszcze mu mało!
- Proszę! Nie rób nic! - mówiła
- Okej! - złapałem ją za ramiona - Zróbmy tak, wyjdę do niego i powiem mu że jeśli jeszcze raz się do ciebie zbliży ukatrupię go!
- No nie wiem... boję się! - powiedziała
- Ufasz mi? - zapytałem
- Tak - odpowiedziała niepewnie - no dobrze ale błagam, uważaj na siebie.
- Dobrze - odpowiedziałem i chwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Violetta złapała mnie za ramię i stała cały czas przy mnie.
- Czego znowu tu chcesz?! - krzyknąłem z daleka
- Oooo proszę... a Ty dalej tu? - zapytał udając przesłodzony głos
- A żebyś wiedział! Ja i Violetta jesteśmy razem! - krzyknąłem, w taki sposób aby pograć cwaniakowi na nerwach.
- Co Ty robisz? - zapytała Violetta przez zaciśnięte zęby
- Spokojnie... - powiedziałem, zwracając się do dziewczyny
- Jeszcze raz Cię tu zobaczę to przysięgam że nosa już nie masz!!!
- Oooo jakiego maczo sobie znalazłaś ślicznotko i nawet jesteście razem mmm... jak słodko ale do czasu skarbie, do czasu! - krzyknął zbliżając się
- A tylko ja tknij! - krzyknąłem stając przed Violettą i pchnąłem ją lekko za siebie.
- Jesteś dla mnie gówniarzem! Myślisz że nie dam Ci rady? - kpił - mylisz się!
- Spieprzaj stąd ale już! Zanim skręcę Ci kark! - powiedziałem i zdenerwowany szedł w stronę Johna
- Leon! Uspokój się! - powiedziała Violetta, łapiąc mnie za rękę - obiecałeś mi coś!
- Masz rację! Jeszcze raz się tu pojawisz to możesz szukać sobie dobrego chirurga! - powiedziałem, po czym zamknąłem mu drzwi przed nosem.
- Pożałujecie tego oboje! - walnął pięścią w drzwi
- On nie da mi spokoju! A teraz jak się z nim zacząłeś to i tobie nie da żyć! - powiedziała Violetta
- Uspokój się! - złapałem dziewczynę za ramiona i spojrzałem jej prosto w oczy. - Posłuchaj mnie teraz uważnie i się nie denerwuj! Zamieszkaj ze mną na kilka dni, będziesz czuła się bezpieczniejsza nie będziesz...
- Nie! To jest wykluczone! Nie ma nawet takiej mowy! - wkurzyła się
- Nie odbierz tego źle! Ja chce Ci po prostu pomóc! - próbowałem ja przekonać - mam duży dom, a mieszkam w nim sam, przecież możesz...
- Powiedziałam że nie! I nie wracajmy do tego tematu już! Nie i koniec! I tak dużo mi już pomogłeś...
- Okej, nie chce Cię denerwować. Ale wiedz, że moja propozycja jest nadal aktualna i w każdej chwili jak tylko będziesz chciała to zawsze... - lecytowałem
- Dobrze. Dziękuje Ci za to, ale raczej nie skorzystam. - odpowiedziała
- Chodź dokończymy śniadanie... - powiedziała dziewczyna
- Przepraszam, ale będę już leciał, bo mam ważną sprawę do załatwienia na mieście. - powiedziałem
- Ale nawet kawy nie zdążyłeś wypić...
- Przepraszam... - mówiłem zakładając kurtkę - Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć, nawet jeśli chodzi o te mieszkanie
- Nie naciskaj!
- Nie naciskam tylko po prostu mówię - odpowiedziałem
- To już nie mów - odpowiedziała
- Dobra, ja lecę! Jestem pod telefonem jakby co - powtórzyłem
- Okej. Jeszcze raz dzięki za wszystko - pocałowałem ją w policzek
- Zamknij drzwi na klucz
- Okej, paa - odpowiedziała. Po czym poszedłem do siebie do domu.
*Violetta*
Oczywiście, że nie mogłam przyjąć propozycji Leona, aby u niego zamieszkać. I tak dużo dla mnie zrobił, a ja nie mogę żyć z podświadomością, że zbyt bardzo go wykorzystuję. Poza tym on ma dziewczynę. Postanowiłam, wybrać się na małe zakupy, ponieważ dawno już nie byłam nigdzie, więc się trochę rozerwę. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do najbliższego centrum handlowego. Na miejscu zapłaciłam taksówkarzowi i weszłam do dużego ładnie ozdobionego budynku. Chodziłam tak po tych sklepach z godzinę, lecz cały czas czułam się śledzona. Co chwila oglądałam się za siebie czy nikt za mną nie idzie. Lecz nikogo takiego nie widziałam. "Chyba popadam już w paranoje" pomyślałam. Czując ten dyskomfort chodziłam po tych sklepach dalej. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk mojej komórki drgnęłam z przestraszenia, ale gdy zobaczyłam, że to tylko telefon zaśmiałam się i wyjęłam go z torebki. Na wyświetlaczu widniało zdjęcie Leona.
- Halo? - odebrałam
- Hej! Dzwonię zapytać się jak się czujesz i czy po tym John już nie przyszedł... - pytał
- Wiesz, jestem teraz w Centrum Handlowym, ale mam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. - mówiłam oglądając się za siebie. Nagle zza jednej alejki z butami wyszedł ... nie kto inny jak ...



*********************************************************
Hej :*! Troszkę z małym opóźnieniem, ale obiecuję, że się postaram w te ferie przyspieszyć :*. Jak myślicie kto wyszedł zza alejki z butami? Czyżby to znowu John? Jak akcja z Leonem i Johnem ^^ ? Haha :D. Moim zdanie banał :(! Nie umiem tak dobrze opisywać takich akcji... tak, żeby wzbudzić trochę adrenaliny :(. Dziękuję, za wszystkie komentarze pod ostatnim postem. Mam nadzieję, że pod tym będzie ich troszkę więcej ... :*. A no i jak pewnie zauważyliście, postanowiłam nie dawać już określonej ilości komentarzy, ponieważ obie uznałyśmy, że jeśli ktoś chce wyrazić swoją opinię na temat rozdziału to, to zrobi bez przymusu :D.
 
 
Pozdrawiam i do napisania :*

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 3

*Leon*
Co ja narobiłem? Dopiero co się poznaliśmy a ja już chciałem ją pocałować. Kiedy pobiegłem za dziewczyną, widziałem jak wybiega z budynku, a po chwili do niego z powrotem wpada jak torpeda. Czym prędzej do niej pobiegłem.
- Co się stało? - zapytałem
- Nnnic - powiedziała drżącym głosem
- Jak to nic? Przecież widzę...
- Nie Twój interes! - powiedziała, dalej przestraszona
- Okej spoko! To ja wyjdę i zobaczę czemu tak nagle z powrotem wróciłaś... - powiedziałem łapiąc za klamkę od drzwi.
- Nie! Zaczekaj! - powiedziała łapiąc mnie za rękę, zatrzymując mnie przy tym.
- To powiesz mi co jest grane? - zapytałem
- Tak, ale chodźmy gdzieś, gdzie nikt nas nie usłyszy - powiedziała
- Dobra. Bywam tu często, więc mniej więcej wiem gdzie jest takie miejsce... - powiedziałem i pociągnąłem dziewczynę w stronę pewnego ciemnego pomieszczenia.
- To tutaj! - powiedziałem, gdy było już dość cicho i spokojnie - powiesz mi o co chodzi?
- Tam był mój były chłopak. - powiedziała, dalej nie mogąc się uspokoić.
- No i co z tego? - dopytywałem
- Nie chce mieć z nim nic wspólnego. - powiedziała
- I tylko dlatego wróciłaś do budynku jak torpeda i byłaś mega przerażona? - niedowierzałem
- Może kiedyś dowiesz się całej prawdy... - powiedziała - przepraszam, ale muszę iść już do domu - dokończyła i już skierowała się w stronę wyjścia, ale w ostatniej chwili ją zatrzymałem.
- Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale nie pozwolę Ci teraz wyjść tam samej. Ufasz mi? - zapytałem
- Ledwo się znamy, ale... powiedzmy że tak - zaśmiała się
- To daj mi rękę - wyciągnąłem dłoń w jej stronę, którą po chwili namysły niepewnie chwyciła - pójdziemy tylnymi drzwiami. A i jeszcze jedno, mogłabyś mi schować moją komórkę do swojej torebki na chwilę?
- Jasne.
Wyszliśmy tylnym wyjściem, gdzie nie natknęliśmy się na byłego chłopaka Violetty. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
- Dziękuję za wszystko, za pomoc, za miły wieczór - powiedziała, po czym chciała odejść
- Czekaj! Nie puszczę Cię teraz samej. Zobacz jak jest ciemno, odwiozę Cię - powiedziałem
- Nie... i tak już dużo dla mnie zrobiłeś... Dziękuję - powiedziała
- Ale nie ma mowy! Wsiadaj do samochodu - powiedziałem
- Ale jesteś przekonujący... - zaśmiała się
- Jestem równie przekonujący nie tylko w takich sprawach... - oboje się zaśmialiśmy. Odwiozłem dziewczynę pod sam dom.
- Jeszcze raz dziękuję za wszystko. - powiedziała otwierając drzwi.
- Ale chociaż małego buziaka mi podaruj. - powiedziałem
- Ahh... niech Ci będzie. - powiedziała po czym delikatnie musnęła mój policzek. Przyznam, że dawno się przy żadnej dziewczynie nie czułem tak cudownie. Mam dziewczynę, ale ona nigdy nie sprawiała, że się tak czułem, była taka... chłodna, nigdy nie okazywała mi żadnych uczuć. Jestem po prostu spragniony, takiej czułości i delikatności ze strony dziewczyny.
*Violetta*
Przyznam, że poczułam się świetnie dając Leonowi buziaka. On jest taki dla mnie dobry, pomógł mi się ukryć przed Johnem. Jest po prostu świetnym kandydatem na chłopaka. Ale ja nie chce na razie mieć nikogo. Po tym co przeszłam z Johnem nie wiem czy będę w stanie zaufać jakiemuś chłopakowi. Weszłam do domu, zdjęłam moje szpilki i bezwładnie rzuciłam się na kanapę. Otwierając torebkę zorientowałam się, że mam telefon Leona, którego dał mi do przetrzymania. "Pewnie zapomniał go ode mnie zabrać" pomyślałam. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Leniwie wstałam z kanapy i podeszłam do drzwi, aby je otworzyć z myślą, że to Leon, po swój telefon. Niestety... pomyliłam się... To był John.
- John? - zapytałam, a nogi momentalnie zrobiły się jak z waty
- No cześć - powiedział wchodząc do domu
- Jak mnie tu znalazłeś? - zapytała
- Mówiłem Ci, że chociażbyś wyjechała na koniec świata to i tak Cię znajdę - powiedział, zbliżając się do mnie
- Dlaczego nie dasz mi spokoju?! - zapytałam odsuwając się coraz dalej, ale pech chciał, żebym natknęła się na ścianę. Jedną ręką złapał mnie za biodro, a drugą dotykał mojego policzka. Mój oddech mimowolnie stawał się coraz cięższy i szybszy. Bałam się jak cholera. Nie chciałam, żeby stało się to samo co wtedy w Madrycie.
- Nie bój się skarbie, nie zrobię Ci nic złego... - powiedział
- Tak samo mówiłeś wtedy w Madrycie... - powiedziałam
Jego ciało zaczęło coraz bardziej zbliżać się do mojego. Kiedy na szczęście zadzwonił dzwonek.
- Jeżeli nie chcesz, żeby stała Ci się krzywda, albo komuś innemu, rób co Ci każę! - powiedział, a zza paska od spodni wyjął pistolet. Mój oddech znów stał się jeszcze bardziej cięższy i szybszy niż był.
- Otwórz drzwi, daj temu komuś to co chce i każ mu wyjść, jeśli przyszedł w odwiedziny, powiedz że nie masz czasu! - rozkazał, a sam schował się za drzwiami.
Zrobiłam to co kazał i otworzyłam drzwi, a w nich ujrzałam Leona.
- Cześć. Zapomniałem telefonu od Ciebie z torebki. Przyszedłem po niego. - powiedział
- Aaa, ttaakk. Mmaamm ggoo ww ttoorreebbccee. - jąkałam się
- Wszystko w porządku? - zapytał
- Ttaakk, aa ddllaacczzeeggoo ppyyttaasszz? - zapytałam
- Dziwna jesteś. Jesteś pewna, że wszystko okej?
- Ttaakk, Przepraszam Cię, ale później zadzwonię. Mam ważną sprawę do załatwienia.
- Jasne, ale jak coś to jestem przy telefonie. Dzwoń kiedy chcesz...
- Dzięki, a teraz idź. Paa - powiedziałam
*Leon*
Gdy przyszedłem do Violetty po telefon, zauważyłem, że jest jakaś bardzo dziwna. Nie chciała powiedzieć o co chodzi, dlatego sam postanowiłem to sprawdzić. Zaraz po moim wyjściu zamknęła drzwi na klucz, ale nie zauważyła, że ma otwarty balkon. Postanowiłem zajść od tyłu i zobaczyć co jej jest... Poszedłem więc, i usłyszałem męski głos. Zbliżyłem się do okna i zajrzałem. "Zaraz ten typ to jej były chłopak, ten przed którym uciekała wtedy w clubie" pomyślałem. zobaczyłem iż zbliża się do szatynki, a w jej oczach widać totalne przerażenie. Nie mogłem na to więcej patrzeć, dlatego postanowiłem tam wejść...

****************************************************
Witam xD. No i mamy trójeczkę. Udało mi się ją wcześniej napisać :*. Jak Wam się podoba? Czy to koniec kłamstw Vilu, czy może dopiero się rozkręca? Dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem :D. Za jakiekolwiek błędy przepraszam :*. Okej, to chyba tyle...

4 komentarze = rozdział 4 

Pozdrawiam
Natkaaa

sobota, 3 stycznia 2015

LBA

Pierwszy raz z nowej historii, którą obecnie piszę, zostałam nominowana do LBA przez Lucyy z bloga http://przypadekczyprzeznaczenieleonetta.blogspot.com, za co baaaardzo Ci dziękuję ;*. Piszesz świetnie :D Kocham Twojego bloga :*. A teraz odpowiem na pytania:

1. Jak masz na imię?
   Natalia
2. W jakim województwie mieszkasz?
   Mazowiecki
3. Masz zwierzątka?
   Tak, psa rasy York Shire Terrier.
4. Jakie plany masz na przyszłość?
   Mam 14 lat, więc jakichś szczególnych planów jeszcze nie mam, ale na pewno chce iść na studia i zostać architektem.
5. Jaki jest Twój kolor oczu i włosów?
   Jestem brunetką z ciemnoniebieskimi oczami ;)
6. Jakie najbardziej lubisz oglądać filmy?
   Jeśli chodzi o rodzaj to komedie romantyczne lub romanse. A jeśli chodzi na przykład o przykładowy film to nie wiem bardzo lubię "Ostatnią piosenkę", "Kopciuszek roztańczona historia" oraz "Cloud 9" (choć to nie jest żaden z tych gatunków xD)
7. Kim dla Ciebie jest czytelnik?
   Osobą, która wyznaje swoją opinię na temat postów, czy rozdziałów.
8. Po co piszesz bloga?
   Ponieważ chciałam wyrazić to, jak ja chciałabym żeby ułożyło się życie bohaterów naszej ulubionej telenoweli; lubię pisać opowiadania ponieważ sprawia mi to przyjemność. Oczywiście dużą motywację do tego dają mi komentarze :*
9. Kogo najbardziej nie lubisz z obsady "Violetta"?
   Jeśli chodzi o ich rolę w serialu to chyba najbardziej nie lubię Gery, choć na 100% nie wiem, a jeśli chodzi o nich w życiu prywatnym to chyba wszystkich lubię xD
10. Jaka jesteś charakterem?
   Cicha i spokojna, ale zarówno szalona i śmieszna xD
11. Co najbardziej Cię irytuje w komentarzach?
   Chyba nic ;). Lubię czytać Wasze komentarze, nawet jeśli są one krytykujące moje opowiadanie, bo wtedy wiem, że coś muszę zmienić ;).
12. Jak długo chcesz prowadzić bloga?
   Chce go prowadzić jak najdłużej. Do czasu aż mi się nie znudzi, bądź nie stracę pomysłów na ciąg dalszy xD.

Ja nominuję:
1. Veronice Blanco z bloga http://leonetta-moj-swiat.blogspot.com/
2. Ariane Forever i Pa Ti z bloga http://leonettanewstory.blogspot.com/
3. Marleńcie J i Pa Ti (Pa Ti, Ty możesz jeden raz jeśli chcesz xD) z bloga http://miloscjestnazawsze.blogspot.com/
4. Tini Verdas *,* z bloga http://leonetta-violetta-y-leon.blogspot.com/
5. Pau Nielusia z bloga http://leonetta-foreeverr.blogspot.com/

A oto pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Do której klasy chodzisz?
4. Kogo najbardziej lubisz z obsady "Violetty" w realu i w serialu?
5. Jedziesz na Violetta Live?
6. Do jakiego fandomu należysz?
7. Jaki rodzaj filmu lubisz najbardziej? Jeśli chcesz podaj przykład?
8. Diecesca vs Marcesca?
9. Czytasz mojego bloga?
10. Od kiedy prowadzisz bloga?

Jeszcze raz bardzo dziękuję za nominację, Lucyy ;*

P.S. Rozdział powinien pojawić się jutro :)



wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 2

- O Boże! Strasznie Cię przepraszam... - mówiłam szukając chusteczki aby wytrzeć jego poplamioną od loda bluzkę
- Nic nie szkodzi - mówił
- Tak strasznie mi głupio
- Naprawdę nic się nie stało - powtarzał
- Mogę coś dla Ciebie zrobić w ramach przeprosin? - zapytałam
- Hmmm... w sumie jest taka jedna rzecz... - powiedział
- To mów! - popędzałam go
- W sobotę jest taka impreza. Poszłabyś tam ze mną? Moja dziewczyna niestety nie może a ja nie mam z kim iść...
- W sumie czemu nie? Już dawno nigdzie nie byłam - uśmiechnęłam się
- Świetnie! - ucieszył się - Leon jestem. - podał mi rękę
- Violetta - odpowiedziałam
Potem podałam mu swój numer telefonu, po czym rozeszliśmy się. W głębi ducha byłam zła na Francesce, że mnie tam wtedy z nimi zostawiła.
- Dlaczego mnie zostawiłaś z nimi samą?! - miałam pretensję do przyjaciółki.
- Coś mi się wydaje że ty nad tym nie ubolewasz, że Cię tam zostawiłam z nim SAM NA SAM - powiedziała to wyraźnie podkreślając trzy ostatnie słowa i poruszając dziwnie brwiami.
- Zaprosił mnie na imprezę! - powiedziałam, bo nie mogłam wytrzymać już nie mówiąc jej tego.
- Aaaaaa - piszczała
- Ciiiii... - powiedziałam zamykając swoją ręką jej usta
- To szykuj się na odlotową imprezę - powiedziała, na co spiorunowałam ją wzrokiem. Wiem co ma na myśli ta ...
Nie miałyśmy ochoty więcej jeździć, dlatego wróciłyśmy do domu, gdzie zamówiłyśmy pizzę, przebrałyśmy się w piżamy i zaczęłyśmy malować paznokcie. Miałyśmy przy tym niezły ubaw. Po upływie kolejnych kilku minut usłyszałam dźwięk przychodzącego sms-a. Od razu go odczytałam. Treść Jego brzmiała: Hej :). Podaj mi swój adres to po Ciebie przyjadę, jak będziemy jechać na tą imprezę. Leon.
Od razu napisałam mu adres, po czym rzuciłam telefon gdzieś na łóżko. Reszta dnia upłynęła nam bardzo miło.
*Trzy dni później*
Dzisiaj jest ta impreza na którą idę razem z Leonem. Mam nadzieję, że będzie fajnie. Zakładam nową sukienkę, którą kupiłam wczoraj razem z Fran.
 
Leon przyjeżdża za godzinę, a więc mam nie za wiele czasu na wyszykowanie się. Poszłam, więc do łazienki w celu odświeżenia się. Umyłam pod prysznicem ciało, natomiast później włosy. Po wyjściu wysuszyłam je oraz lekko zakręciłam. Nałożyłam dość sporą ilość makijażu, abym wyglądała naprawdę ładnie. Na koniec popsikałam się moimi ulubionymi perfumami, założyłam kolczyki, potem wisiorek, bransoletkę i pierścionek do kompletu. Kiedy stwierdziłam, że wyglądam całkiem nieźle wyszłam z łazienki założyłam moją nową sukienkę oraz buty, a na koniec żakiecik i zaczęłam przeglądać się w lustrze. Po niecałych pięciu minutach usłyszałam dzwonek o drzwi. Otworzyłam je, i ujrzałam Leona. Przyznam, wyglądał całkiem ładnie.
 

- Hej - pocałował mnie w policzek na co od razu oblałam się rumieńcem.
- Hej - odpowiedziałam zawstydzona
- Pięknie wyglądasz - powiedział, na co jeszcze bardziej się zawstydziłam
- Ty też niczego sobie - odpowiedziałam
- To co, idziemy? - zapytał
- Tak. Jasne.
Przed moim domem stał bardzo ładny, czarny samochód marki "BMW".
- Wow! Ty nim jeździsz? - zapytałam
- To jest samochód mojego ojca, ale często nim jeżdżę - powiedział, otwierając mi drzwi, do samochodu. Wsiadłam, po czym chłopak usiadł ze strony kierowcy. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie prawie nawet jednym słowem. W końcu ledwo go znałam.
- Bluzka się sprała? - zapytałam
- Tak - odpowiedział
- Ja Cię naprawdę jeszcze raz za to przepraszam. To było naprawdę niechcący nie... - nie dokończyłam, gdyż mi przerwał
- Powiedziałem, że nic się nie stało. Daj spokój - uspokajałem ją - O i jesteśmy na miejscu
Leon wyszedł pierwszy, po czym tak jak poprzednio otworzył mi drzwi i podał rękę, tak abym wysiadła. Zabrałam swoją małą torebkę i wysiadłam z auta. Wzięłam Leona pod rękę i weszliśmy do środka wielkiej, głośnej sali. Wszyscy już się bawili, pili, a w powietrzu było pełno dymu z parkietu. Usiedliśmy przy blacie gdzie podawali napoje, po czym Leon zamówił nam dwa drinki.
- Zatańczymy? - zapytał podając mi rękę. Niepewnie ją chwyciłam i zeszłam z wysokiego krzesła. Leon pomógł mi zdjąć mój żakiecik i powiesił go na oparciu krzesła. Wziął mnie za rękę i poszliśmy na parkiet.
- Poczekaj chwilę. - powiedział, na co kiwnęłam tylko głową. Po chwili wrócił. W głębi usłyszałam głos, chyba prowadzącego "A teraz tę piosenkę zadedykuję specjalnej dziewczynie Violetcie, którą zamówił Leon Verdas". Zawiesiłam ręce na jego szyi, a jego ręce powędrowały na moje biodra.
- Przecież prawie, się nie znamy. - powiedziała patrząc w jego prześliczne zielone oczki.
- Chyba najwyższy czas to zmienić - powiedział, zbliżając się do mnie. Kiedy się zorientowałam co on chce zrobić szybko się odsunęłam.
- Sssam mówiłeś że masz dziewczynę - powiedziałam drżącym głosem
- Tak, ale ona jest teraz w delegacji, bo wyjechała w związku z pracą.
- Ale to nie zmienia faktu że jednak ją masz. Jesteś kolejnym typem podrywacza. - krzyknęłam
- Niee, zaczekaj! Przepraszam, nie chciałem nic złego - powiedział, ale ja nie chciałam go już dłużej słuchać, więc zabrałam moje rzeczy i jak najszybciej wyszłam z budynku. Kiedy wychodziłam zobaczyłam osobą, której bym się tam nie spodziewała. Jak najszybciej wróciłam do budynku.
 
***************************************************
Hej! W końcu udało mi się skończyć ten rozdział. Sami wiecie jak to jest przed świętami. Nie miałam kiedy :(. Jak Wam się podoba rozdział? Dlatego iż nie miałam okazji złożyć Wam życzeń świątecznych, więc chciałam złożyć Wam chociaż życzenia noworoczne. Życzę Wam, aby nowy rok przyniósł Wam dużo szczęścia, radości. Żebyście nigdy nie byli smutni. Życzę Wam, aby rok 2015 był jeszcze lepszy od tego co właśnie minął, żebyście poznali wiele wspaniałych ludzi, żebyście jak najwięcej czasu spędzali w gronie rodzinnym. Życzę Wam jeszcze dobrych ocen i ogólnie sukcesów w nauce.
 
Dzisiaj nie daję Wam określonej ilości komentarzy :*
 
Pozdrawiam
Natkaaa
 
 
 


czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 1

*Violetta*
Pewnego słonecznego poranka w wakacje postanowiłam razem z Francescą wybrać się na mały spacer po okolicy. Spacerując tak, postanowiłyśmy zajść na duże Capuccino do naszej ulubionej kawiarni.
- Poprosimy dwa duże Capuccino - powiedziała Francesca do przystojnego kelnera
- Oczywiście. Zaraz przyniosę - uśmiechnął się, miło patrząc na Fran
- Mmmm Fran..., niezły jest! - powiedziałam patrząc na zahipnotyzowaną przyjaciółkę
- Noo... - powiedziała dalej się w niego wgapiając
- Halo... Ziemia do Francesci - powiedziałam, machając ręką przed jej oczyma.
- CO?! - zapytała wkurzona, za to że przeszkadzam jej w przyglądaniu się na jego ... nie ważne co.
- Nic! - powiedziałam - Co powiesz, na to jakbyśmy się dzisiaj wybrały na małą wycieczkę rowerową? A później pidżama party u mnie...
- Niezły pomysł! - ucieszyła się
- To co dzisiaj o 18 z rowerami koło mnie? -zapytałam
- Okej - odpowiedziała
Następnie przystojny kelner przyniósł nam nasze zamówienie. Po 20 minutach wypiliśmy nasze Capuccino, po czym położyłam na stoliku odpowiednią ilość kwoty.
- Poczekaj chwile - powiedziała Fran wyjmując z torebki jakąś małą karteczkę.
- Co Ty robisz? - zapytałam zdziwiona
- Piszę mu swój numer i położę na pieniądzach może zadzwoni - odpowiedziała, a ja przewróciłam teatralnie oczami. Wyszłyśmy z kawiarni i skierowałyśmy się w stronę naszych domów. Rozstałyśmy się niedaleko mojego domu, gdzie drogi prowadzące do naszych domów w tym momencie, rozchodzą się.
- Do zobaczenia - powiedziałam. Poszłam do domu, gdzie od razu wzięłam się za sprzątanie. Ogarnęłam w domu, po czym poszłam się trochę odświeżyć. Ubrałam się w krótkie spodenki, luźną pomarańczową bluzkę oraz moje nowe new balance. Po jakiś 10-ciu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam w nich moją przyjaciółkę.
- Gotowa na szalony wieczór? - zapytała
-Jasne! - przywitałam się z nią. Fran zostawiła torbę z rzeczami u mnie i wyruszyłyśmy. Jeździłyśmy tak z 15 minut, kiedy zaproponowałam, abyśmy zajechały na lody. Fran pilnowała rowerów, a ja weszłam do sklepu, kupić lody. Miałam ochotę, na truskawkowego sorbeta "solo", w związku z tym kupiłam dwa truskawkowe "solo". Wyszłam ze sklepu i jednego wręczyłam Francesce. Rozpakowałyśmy je.
- Jedziemy? - zapytałam
- Jesteś pewna, że chcesz jechać z tym lodem w ręku? - odpowiedziała pytaniem na pytanie
- A na co mamy czekać? - zapytałam
- Okej, jak chcesz! - powiedziała Fran.
Jechałyśmy z tymi lodami w ręku cały czas przed siebie. Nagle z daleka zobaczyłam ulicę, delikatnie zaczęłam hamować i jedną nogą ustałam na chodniku, a drugą trzymałam na pedale. Samochód przepuścił nas na pasach i Fran pojechała przodem, znowu ja chwilę później niż ona. Pod koniec pasów zaraz przy chodniku zobaczyłam nadjeżdżających trzech chłopaków. Wiedząc iż nie wyhamuje przed nimi raz a porządnie nacisnęłam hamulec a druga ręką niechcący ścisnęłam mojego loda, którego cała zawartość wylądowała na głowie jednego z tych chłopaków...



**********************************************************

Hej! Przybywam do Was z pierwszym rozdziałem nowej historii xD. Przyznam, się że rozdział ten w 75 % jest wzięty z prawdziwego życia, które nam się przydarzyło. Haha było nieźle xdd. A teraz nie przynudzam... Jak się podoba rozdział? Liczę na komy :*

2 komentarze = rozdział 2

Pozdrawiam i do napisania :*

piątek, 12 grudnia 2014

Postanowiłam...

Postanowiłam jednak nie usuwać tego bloga tylko zacząć jakby 'nowe zycie' na bloggerze. Link do tego bloga został zmieniony, wygląd również, ale co najważniejsze... zaczynam nowa historię. Mam już na nią pewien pomysł i mam nadzieję, że się spodoba. Koniec tamtej historii użyje w nowej. Mam nadzieję, że będzie więcej komentarzy oraz osób czytających. Rozdział 1 nowej historii pojawił się jutro ;*

Pozdrawiam
Natkaaa ♥

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 29 "Jestem Selena"

*Leon*
Bardzo boję się o Violettę. To że Diego jest w BA świadczy o tym, że Pablo też może tutaj być. A ja nie mogę nic zrobić bo jestem przykuty do tego cholernego łóżka! W pewnym momencie zadzwonił mój telefon, który w zastępstwie za mój stary przyniosła mi pielęgniarka. Na wyświetlaczu widniał "numer prywatny".
- Kto dzwoni? - zapytała moja dziewczyna
- Właśnie nie wiem, jakiś numer prywatny! - powiedziałem - poczekaj, odbiorę.
- Halo? - odebrałem niepewnym głosem
- Dzień dobry! Z tej strony sponsor wyścigów motorowych (...). Czy to Leon Verdas? - zapytał męski głos
- Tak - odpowiedziałem
- Mam dla Ciebie pewną godną zainteresowania propozycję - powiedziałJ
- Słucham
- Czy dalej jeździsz na motorach? - zapytał
- Ogólnie tak, ale teraz nie bo miałem mały wypadek - wytłumaczyłem
- Rozumiem. Chodzi o to, iż za 3 miesiące w Nowym Yorku, odbędą się zawody. Chcielibyśmy zaprosić Cie do tych zawodów, bo uważamy, że bardzo dobrze jeździsz, a poza tym byłaby to dla Ciebie niepowtarzalna szansa. Dużo byś na tym zarobił za sam udział, a jeszcze więcej jakbyś zajął któreś miejsce.
- Wow! Rzeczywiście ogromna szansa i na dodatek moja pasja! Hmm... - rozmyślałem - A kiedy bym musiał tam pojechać?
- Za 3 tygodnie, bo musiałbyś jeszcze trochę poćwiczyć z najlepszymi specjalistami!
- Oddzwonię do Pana bo muszę się zastanowić
- Rozumiem. Oczywiście się zastanów, ale pamiętaj że to niepowtarzalna szansa. Byłbyś znany na całym świcie.
- Dobrze! Dziękuję za telefon. Zastanowię się i do pana oddzwonię. Do widzenia.
- Do widzenia!

- Kto to był? - zapytała Violetta
- To był sponsor wyścigów motorowych - odpowiedziałem dalej nie dowierzając w to że trafiła mi się taka szansa
- I co chciał? - dopytywała
- (...) - opowiedziałem Violetcie o wszystkim co mówił mi sponsor. Jej mina nie okazywała dumy ze swojego chłopaka.
- I co, chcesz jechać? - zapytała smutna
- Chyba tak. To było moje marzenie na takie zawody pojechać - rozmyślałem
- I kiedy?
- Za trzy tygodnie! - odpowiedziałem
- Wiesz jest już późno, muszę iść do domu - już wstawała i zabierała swoją torebkę, kiedy złapałem ją za rękę i pociągnąłem tak, że wylądowała na moim łóżku.
- Ej, Violu - powiedziałem, łapiąc za jej podbródek - nie cieszysz się?
- Szczerze? - przytaknąłem - w ogóle!
- Ale dlaczego? Nie rozumiem
- Jeśli wyjedziesz, to będziemy musieli się rozstać. - zdębiałem
- CO?
- Leon, tyle czasu Cię nie było. Wiesz jak ja się martwiłam? A teraz wyjeżdżasz i nie wiadomo kiedy wrócisz?! Wybacz, ale dopiero co zaczęliśmy ze sobą chodzić a już tyle się między nami wydarzyło. Lara, Madryt, teraz Diego i te zawody. Przepraszam, ale wybór należy do Ciebie! - powiedziała i wyszła z sali. "I co ja mam teraz zrobić?!", rozmyślając tak, nad sensownym rozwiązaniem zasnąłem.

*Violetta*
Po wyjściu ze szpitala postanowiłam nie zamawiać taksówki tylko przejść się aby to wszystko sobie poukładać. Myślę, że nie dam rady tyle bez niego wytrzymać. Bardzo mi na nim zależy, ale ciągle ktoś nam przeszkadza. Może los nie przeznaczył nam siebie? A może źle postąpiłam, może powinnam dać mu wolną rękę, aby mógł rozwijać swoją pasję?! Tak, myślę, że to będzie również bardzo dobra próba sprawdzenia, czy nasza miłość przetrwa wszystko! Postanowiłam wrócić do szpitala i powiedzieć o tym Leonowi. Gdy zaszłam na miejsce weszłam do jego pokoju.
- Hej! - powiedziałam
- Hej! A co Ty tu robisz? Dopiero co wyszłaś... - zdziwił się
- A co? Nie cieszysz się, że mnie znowu widzisz? - zapytałam, udając lekko obrażoną
- Nie no jasne, że się cieszę - puścił mi oczko
- Tak, naprawdę przyszłam Ci powiedzieć, żebyś jechał do tego Nowego Yorku i żebyś rozwijał swoją pasję dalej - powiedziałam
- A Ty? - zapytał
- Ja zostanę tutaj i będę Ci kibicowała - powiedziałam
- Serio? - zapytał
- Serio
- Dziękuję, że mnie tak rozumiesz. Kocham Cie - powiedział
- Ja Ciebie też. Kiedy wychodzisz ze szpitala? - zapytałam
- Jutro. Jest już całkiem dobrze. Poza tym muszę się po woli pakować na ten wyjazd - powiedział zadowolony
- No jasne
- Ej, przecież nie zostanę tam do końca życia - zauważył, że jestem zmartwiona
- Wiem, ale będzie mi Ciebie brakować, kochanie
- Mi Ciebie też, ale będziemy się często kontaktować. Poradzimy sobie, w końcu to tylko trzy miesiące.
- Dla mnie to cała wieczność - posmutniałam
Jeszcze chwilkę u niego posiedziałam po czym robiło się późno. Postanowiłam wrócić do domu i odpocząć.

***Następny dzień***
Byłam tak, zmęczona, że dzisiaj wstałam o 11:30. Promienie słoneczne raziły moje dopiero co otwarte oczy. Poleżałam na łóżku jeszcze pół godziny, po czym postanowiłam wstać. "Co za dużo to nie zdrowo" - pomyślałam. Wykonałam wszystkie poranne czynności i zeszłam na dół, na kanapie zobaczyłam Francesce i Federico, opartych o siebie głowami. Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że śpią. Uśmiechnęłam się do siebie i przykryłam naszą 'parkę' kocem. Po cichu poszłam do kuchni coś zjeść. W lodówce znalazłam wszystkie składniki jakie były potrzebne do zrobienie naleśników, tak więc postanowiłam zrobić je dla nas wszystkich. Po skończonym przygotowywaniu posiłku, zadowolona z efektu nałożyłam na trzy talerze po dwa naleśniki. Przygotowałam kawę i postawiłam wszystko na stole. W związku z tym iż moi przyjaciele jeszcze nie wstali udałam się do salonu, w celu obudzenia ich. Od razu wstali i ruszyli do kuchni. Po wypiciu paru łyków kawy zabraliśmy się za konsumowanie przygotowanego przeze mnie dania.
- A właściwie to czemu razem spaliście? - zapytałam ciekawa odpowiedzi
- Yyyy, nie wiem oglądaliśmy wczoraj wieczorem film i tak jakoś... a wiesz Violu zrobiłaś wyśmienite naleśniki - zmieniła temat
- Jak nie chcesz to nie mów, Fran - puściłam jej oczko
Po upływie kolejnych 15 - stu minut usłyszałam dzwonek do drzwi, wytarłam ręce o ścierkę i poszłam by je otworzyć. W drzwiach stał... Leon.
- Cześć, kochanie - pocałował mnie
- Już wyszedłeś? - zapytałam, oddając pocałunek
- Tak. Wypuścili mnie wcześniej. - powiedział
- Czemu nie zadzwoniłeś, pojechalibyśmy po Ciebie z Fran
- Nie widziałem potrzeby - powiedział
- Dobrze, to chodź coś zjesz. Przygotowałam naleśniki.
- Moje ulubione?
- No jasne, że tak - zaśmiałam się
Zostawił torbę, którą miał ze sobą w wejściu i poszedł zjeść.

*****************************Trzy tygodnie później**********************************
- Uważaj na siebie - powiedziałam, prawie płacząc
- I Ty też. Pamiętaj, że będziemy cały czas w kontakcie. Nim się obejrzysz ja wrócę. Kocham Cię. - pocałował mnie na odchodne
- Ja Ciebie też - powiedziałam, po czym szatyn zniknął w środku samolotu. Wycierając łzy taksówką wróciłam do domu. Nie miałam ochoty z nikim gadać dlatego od razu po powrocie do domu Fran, przeprosiłam ją i poszłam do pokoju, w którym obecnie mieszkam. Po niecałych 10 - ciu minutach przyszła Fran.
- Fran, dobrze że jesteś. Chciałam Ci powiedzieć, że już więcej nie będę ci siedzieć na głowie. Masz swoje sprawy i swoje życie. Jutro wracam do siebie do domu.
- Co? Nie ma mowy! Leon mówił, że masz zostać u mnie póki on nie wróci, bo Diego jest w BA.
- Nie Fran! Muszę wrócić już do siebie do domu, przepraszam.

*Leon*
Już jestem na miejscu. Zakwaterowałem się w jakimś ekskluzywnym hotelu. Jest po prostu bajecznie, tylko, że nie ma ze mną mojej dziewczyny. Już strasznie za nią tęsknię. Wszedłem do apartamentu, rozejrzałem, po czym usiadłem na łóżku. Po chwili usłyszałem pukanie do drzwi. "Proszę" - bąknąłem.
- Cześć Leon. Cieszę się, że jednak zdecydowałeś się przyjechać na te zawody. Obiecuję, że nie pożałujesz tego. - uśmiechnął się do mnie - Co się dzieje? Wszystko w porządku?
- Wie Pan, do tej pory byłem przekonany, że robię dobrze, że jadę. Ale...
- Ale...? - zapytał
- Nie wiem, czy wytrzymam tyle bez moich przyjaciół, dziewczyny... - tłumaczyłem
- Jeśli nie dasz rady poradzić sobie z tą sytuacją będziesz mógł spokojnie wrócić do BA, ale myślę, że tego nie zrobisz, bo taka okazja nie zdarza się codziennie. - patrzył na mnie uważnie
- Skoro już przyjechałem... -  powiedziałęm
- W porządku, a więc obaj się zgadzamy. Ale zamknijmy już ten temat. Seleno pozwól na moment... - powiedział, a zza drzwi wyszła wysoka, zgrabna, ładna dziewczyna z długimi ciemnymi włosami. Chyba moja mina nieco zdziwiła ich oboje. - Wszystko gra?
- Tttak. Jasne - mówiłem jak zahipnotyzowany
- Okej. Przedstawiam Ci dziewczynę, która będzie Cię oprowadzac po miescie. Pomoże Ci się przyzwyczaić do nowego klimatu - zasmial się, a dziewczyna, podała mi rękę, którą po chwili delikatnie musnalem.
- Jestem Selena - powiedziała
- Llleon - jakalem się
- Dobrze, to ja w takim razie Was zostawiam. Poznajcie się - powiedział sponsor i wyszedł z apartamentu. A ja dokładnie w tej chwili uświadomiłem sobie co ja właściwie robię? Dlaczego pozwoliłem na to by ta laska była moim przewodnikiem! Przecież mam dziewczynę! - karcilem się w myślach. W pokoju panowała niezręczna cisza, która przerwał mój dzwoniący telefon.
- Przepraszam. Odbiore - powiedziałem, widząc na wyświetlaczu zdjecie Violetty.
- Jasne. Nie krępuj się - powiedziała
/Rozmowa Leona i Violetty/
- Tak kochanie? - powiedziałem
- Hej skarbie. Co słychać? - zapytała
- Wszystko okej. Zameldowalem się w apartamencie i... - nie dokończyłem bo przerwała mi Selena
- To ja zaraz wrócę - powiedziała, to dość głośno
- Halo...? Leon? Co to jest za głos?! - zapytała wkurzona Violetta
- Słuchaj Violu muszę Ci o czymś powiedzieć... - powiedziałem, bojąc się reakcji jak zareaguje po tym jak powiem jej że Selena będzie moim przewodnikiem.
- Domyślam się co chcesz mi powiedzieć! I powiem Ci tylko tyle: zaufalam Ci, bo myślałam że jedziesz tam spełniać marzenia, a Ty tymczasem spedzasz czas z jakimiś laskami!
- Nie! To nie tak! Posłuchaj mnie...
- Daj mi już spokój! - krzyknęła, po czym się rozłączyła.

**************************************************************
Siemka! Ja widzicie nowa postać to Selena Gomez ;). Czy popsuje ona relacje między nasza Leonetta? Czy Violetta będzie chciała zerwać z Leonem, tylko dlatego że usłyszała w słuchawce damski głos? Czy Leon spodobał się Selenie? A kto wie, może to właśnie Selena, sprawi że Leon będzie się czuł przy niej dobrze? Tak serio, to to ostatnie pytanie mnie dobiło choć wymyśliłam je sama xd. Tyle pytań zostaje bez odpowiedzi... :) a odpowiedzieć możecie sobie na nie Wy, czytając kolejne rozdziały ;*! Na dzisiaj to tyle ;*, a chciałam się jeszcze zapytać, kto z Was jedzie na koncert Violetty w Łodzi?? Ja i Julka się wybieramy ;*

Ps. Czekam na komentarze od różnych osób!!!

21 komentarzy = rozdział 30 <3

Do rozdziału 30 ;*!

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 28 "Matko! Jak ja Cię kocham!"

*Violetta*
Osobą ta był Leon. Był cały mokry. Z włosów strumieniem ciekła woda. A na ubraniach nie było nawet jednej suchej nitki. Stal ugięty w połowie, i trzymał się za brzuch.
- Boże! Leon! - krzyknęłam i jak najmocniej potrafiłam się w niego wtuliłam.
- Ssss - zasyczał z bólu
- Przepraszam, Boże kochany, Leon! Co się stało? - wzięłam go pod rękę.
- Federico, Francesca pomóżcie mi! - krzyknęłam ledwo utrzymując Leona na nogach, a głos miałam wyraźnie przerażony. Bez żadnego słowa Francesca i Federico przybiegli by mi pomóc. Federico wziął go przez pół i wolnym krokiem doszli do kanapy na której położył prawie nieprzytomnego zielonookiego chłopaka.
- Dzwon na pogotowie! - upomniał mnie Federico. Szybko wyciągnęłam komórkę z moich jeansowych spodni i wykręciłam numer na pogotowie. Powiedziałam im o panującej sytuacji. Po rozłączeniu zjawili się w zaledwie 7 minut. Wzięli, jak już wspominałam, prawie nieprzytomnego szatyna, położyli go na noszach i czym prędzej pojechali na pogotowie. Ja, Fran i Fede bez większego zastanowienia od razu wsiedliśmy w samochód mojej przyjaciółki i pojechaliśmy za karetka. Dotarliśmy do najbliższego szpitala. Lekarze wyszli z samochodu dalej wyciągając na noszach chłopaka. Ale tym razem poprzypinanego do różnych urządzeń lekarskich. Pobiegłam za nimi, kiedy nagle lekarze zawieźli go do jakiejś sali do której nie miałam wstępu. Zniecierpliwiona czekałam na jakiekolwiek informację ok. 2 godziny. Po upływie kolejnych 15 minut z sali, w której znajdował się obecnie mój chłopak, wyszedł lekarz.
- I co z nim, panie doktorze? - zapytałam, wstając z plastikowego krzesła.
- Przepraszam, a kim pani jest dla pacjenta? - zapytał, to pytanie mnie już denerwuje. Ciągle to samo!
- Jestem jego dziewczyną! - odpowiedziałam nieprzyjemnie.
- Jest w śpiączce farmakologicznej, niedługo powinien się obudzić.
- Ale co mu jest? - zapytałam
- Jest bardzo pobity, był mokry, widocznie musiał dużo czasu spędzić na zimnym deszczu. Do tego jest przeziębiony. - powiedział
- Pobity? - zdziwiłam się
- Tak, ma bardzo dużo śladów bicia, kopania, ma lekki wstrząs mózgu, ale nie jest on groźny. Zaraz po oburzeniu przez godzinę, może nie pamiętać, co się stało, ale już po godzinie będzie wiedział o co chodzi. Myślę że powinna pani zgłosić to na policję. Oczywiście pani chłopak też. Ale na razie niech się nie denerwuje.
- W porządku, a kiedy się obudzi? - zadałam kolejne pytanie
- Myślę, że jutro dlatego dzisiaj proszę iść do domu i odpocząć. Wszystko będzie dobrze! - powiedział, posyłając mi lekki uśmiech.
- Dziękuję. A czy mogę do niego na chwilę wejść?
- Ttaak, proszę - powiedział niepewnie. Delikatnie złapałam za zimna klamkę drzwi i otworzyłam je. Niepewnym krokiem weszłam na salę, zakładając zielony fartuch. Zobaczyłam bladego szatyna, leżącego na łóżku, przykrytego kołdra. Zbliżyłam się do niego i usiadłam na krześle postawionym przy łóżku mojego chłopaka. Na jego rękach zobaczyłam siniaki, które w niektórych miejscach są spuchnięte. Na jego szyi również widniały widoczne znaki przemocy. Miał mokrą grzywkę, która tak pięknie spadała mu na czoło. Złapałam go za rękę, a od razu przed oczami pojawiły mi się chwilę, które spędziliśmy razem. Na sama myśl o tym mimowolnie z mojego oka wpłynęły dwie krople łez. "Co się mogło stać?!" - zadawałam sobie to pytanie tyle razy ile to tylko było możliwe, ale w mojej głowie nie było żadnego realnego rozwiązania. po niecałych 7 minutach spędzonych przy nim, do sali wszedł lekarz. Poprosił bym opuściła salę, gdyż musi wykonać kilka niezbędnych badań. Posłusznie wykonałam jego polecenie, ale po wyjściu z sali postanowiłam taksówką wrócić do domu Fran (bo tam miałam swoje rzeczy) i się trochę odświeżyć. Tak jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Weszłam do domu, a tam od razu czekali na mnie Francesca i Federico.
- I co z nim? - zapytała Fran
- Został pobity, miał lekki wstrząs mózgu i do tego jest przeziębiony bo prawdopodobnie dużo czasu spędził na zimnym deszczu. - powiedziałam
- Boże! Pobity?! - zdziwił się Federico
- Tak. Lekarz powiedział, że jutro go wzbudza ze śpiączki farmakologicznej i przez godzinę istnieje prawdopodobieństwo że może nie pamiętać co się stało, ale już po godzinie będzie odzyskiwał pamięć. A ja przyszłam wziąć prysznic i do niego jadę. - powiedziałam
- Violu, nie spałaś prawie całej nocy. Odpocznij jutro do niego pojedziemy. A jak się wzbudzi będziesz mogła z nim normalnie porozmawiać - tłumaczyła Francesca.
- Może masz rację. To ja idę się położyć bo jestem wyczerpana. Dobranoc - powiedziałam, po czym zgodnie z planem poszłam na górę, wzięłam kąpiel i położyłam się spać. Byłam tak zmęczona że usnęłam w ciągu 2 minut. Później Morfeusz zabrał mnie do siebie.
***Następne dzień***
Obudziłam się o 7, od rana świeciło piękne słońce. I dzień zapowiadał się tak ładnie. W końcu byłam wypoczęta. Wykonałam wszystkie poranne czynności i zeszłam na dół w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia. Była to jajecznica. Podczas jedzenia tego dania, zadzwonił mój telefon, a na wyświetlaczu widniał nieznajomy numer. Nacisnęłam zielona słuchawkę i przyłożyłam sprzęt do ucha. Był to lekarz ze szpitala, który poinformował mnie że Leon się obudził i dość szybko odzyskał pamięć. Nie dokończając śniadania i nie budząc Francesci, wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Zamówiłam taksówkę, która jak najszybciej pojechałam do szpitala. Pobiegłam szybko do sali w której leżał Leon i akurat wychodził z niej lekarz.
- Wszystko z nim w porządku. Dość szybko odzyskał pamięć i jak na razie idzie wszystko po naszej myśli. - powiedział
- Dziękuje bardzo, panu! A czy mogę do niego wejść? - zapytałam
- Naturalnie - odpowiedział. Bez wahania weszłam do sali zakładając przy wejściu zielony fartuch. Łza szczęścia spłynęła po moim policzka na widok Leona. Tak się cieszyłam że odzyskał przytomność. Podbiegłam do niego i bez słowa wytłumaczenia przytuliłam jak najmocniej się dało.
- Matko! Jak ja Cię kocham! - powiedziałam, ledwo powstrzymując się od płaczu ze szczęścia.
- Ja też Cię bardzo kocham, skarbie, ale teraz daj mi złapać powietrza - powiedział zachrypniętym głosem, na co ja się zaśmiałam. Usiadłam na krześle obok łóżka i patrzyłam na Leona dziwnie.
- Co się tak na mnie patrzysz? - zapytał pół śmiechem
- Strasznie się o Ciebie martwiłam. Gdzie Ty byłeś?! Co się stało?! - zapytałam ale to nie było chyba odpowiednie pytanie w tym momencie. Jednakże musiałam znać na nie odpowiedź.
- Pamiętasz ja Lara powiedziała to co powiedziała? - zapytał
- No jasne, że pamiętam. Chyba to raczej nigdy nie zniknie z mojej pamięci. - odpowiedziałam
- Ja i Francesca mieliśmy pomysł aby przyłapać ja na tym...
- Tak, wiem. Fran mi o wszystkim opowiedziała
- No i gdy szedłem z tym rano do was, żeby Ci udowodnić to że mówiłem prawdę, poczułem straszny ból z tylu głowy, a później ciemność. Obudziłem się w jakimś starym opuszczonym miejscu, gdzie byłem związany. Próbowałem się uwolnić, i gdy mi się to prawie udało do pokoju wparowała Lara. - przełknął ślinę z nerwów - szybko kogoś zawołała, i tym kimś był Diego.
- Diego?! - zdziwiłam się
- Tak. Wrócił z Madrytu - przytaknął
- Później zawołała jeszcze kogoś i przyszedł jakiś wysoki, silny facet z kominiarka. Zrzucili mnie na ziemię gdzie zaczęli bić i kopać. Zranili mnie tak, że z niektórych miejsc na ręce i nodze strumieniem leciała mi krew. Ostatnimi siłami podniosłem się i podszedłem do okna. Otworzyłem je i wyszedłem. Szukałem w spodniach mojego telefonu, aby zadzwonić do kogoś i poprosić o pomoc, ale nigdzie go nie było. Zależało im na tym nagraniu, aby plan co do mnie i do Lary wypalił. Abym cierpiał po stracie Ciebie i wtedy łatwo by zmusili mnie do tego bym wrócił do Lary i przeszedł na ich stronę. Potem było jakoś tak że sam o własnych siłach przyszedłem do was do domu i dalej już wiesz...
- Boże! Leon! To moja wina! Dlaczego Ci nie uwierzyłam?! Dlaczego?! Jestem głupia! - zadręczałam się
- Uspokój się! Gdyby człowiek wiedział że się wywróci to by usiadł. Nie zadręczaj się bo to jest tylko i wyłączna wina Lary! - złapał mnie za rękę - Violu, nie wracają na razie do siebie do domu. Siedź na razie u Francesci póki nie wyjdę że szpitala, dobrze?
- Ale dlaczego?! - zapytałam, patrząc na niego zdziwionym wzrokiem
- Bo skoro Diego, jest w BA, to Pablo też może tu być...! - powiedział
- A racja! - przytaknęłam
- I jeszcze jedna prośba, uważaj na siebie - dokończył
- Jasne!  Tak bardzo Cię kocham - powiedziałam mocniej ściskając jego rękę
- Ja Ciebie też - odpowiedział, i odwzajemnił uścisk.



****************************************************************
Witam Was po tak długiej przerwie xd. Już wróciłam i jak widać NA CZAS dodałam rozdział :D! Od teraz rozdziały będą pojawiały się normalnie jak się umówiliśmy wcześniej :*! A teraz do rzeczy: Jak Wam się podoba rozdział? Chciałam uprzedzić iż dochodzi nowa postać do tego opowiadania, którą poznacie już wkrótce ;) na pewno ją znacie xd. I zachęcam do zaglądania do zakładki "Zapytaj bohatera", już dawno nie miałam pytań :*

20 komentarzy = rozdział 29 :*

Do napisania ;D