sobota, 11 lipca 2015
Prolog
czwartek, 9 lipca 2015
Rozdział 21 "Obiecuję"
- No i co? Tak od razu się poddajesz? - zaczęła się śmiać - Oczywiście że za Ciebie wyjdę! Dałeś się nabrać!
- Co? - zdziwiłem się
- Kocham Cię i chyba popełniłabym najgorszą głupotę na świecie jakbym za Ciebie nie wyszła - powiedziała, po czym założyłem jej pierścionek na palec. Szczęśliwy mocno ją przytuliłem. Po oderwaniu, Vilu oplotła swoje ręce wokół mojej szyi, ja swoje ręce położyłem na jej biodra i ją czule pocałowałem.
- Wiesz... Ta chwila mogłaby trwać wieczność - powiedziała patrząc mi w oczy
- Oj tak - powiedziałam rozmyślając
- Mimo iż ostatnio w moim życiu bardzo dużo się działo, bardzo chce z tobą być, Leon - powiedziała
- Violu, obiecaj mi że już nigdy więcej się nie rozstaniemy - poprosiłem
- Obiecuję - powiedziała i wpiła się w moje usta. Z chęcią oddałem pocałunek.
Kto by pomyślał że losy bohaterów tak się potoczą? Mimo wieli kłótni i nieporozumień udało im się pogodzić i zostać cudowną, tryskającą szczęściem rodziną.
**************************************************
środa, 8 lipca 2015
Rozdział 20 "Szybko, dzwoń po pogotowie! Violetta zasłabła"
Staliśmy tak wtuleni w siebie dłuższy czas, kiedy się od siebie "odkleiliśmy" po moim policzku spłynęła łza wzruszenia, którą Leon od razu otarł.
- Brakowało mi Ciebie Leon i brakuje dalej, ale nie możemy do siebie wrócić - powiedziałam, patrząc mu w oczy
- Dlaczego niby? - zapytał zdziwiony
- Nie mogę Cię dłużej ranić. I tak już sporo w Twoim życiu namieszałam
- Nie! Jeśli już to oboje namieszaliśmy. W związku nie ma tak że jest tylko jedna osoba winna - powiedział
- Może i tak, ale nie chce żebyś przechodził przeze mnie kolejne rozczarowanie i ... - nie dokończyłam ponieważ zakrył moje usta swoimi. To było coś pięknego! W tej chwili liczył się tylko on i nic więcej. Kocham go i chce z nim być!
- Kocham Cię - powiedział po oderwaniu
- Ja Ciebie też, bardzo! - odpowiedziałam
Ta chwila mogłaby nie mieć końca. Zależy mi na nim, na nikim więcej! Złapaliśmy się za ręce i zeszliśmy z wielkiego budynku. Zaraz pod nim czekał Diego.
- Jak Ty mogłaś mi to zrobić?! - krzyknął zbliżając się do mnie
- Ej! Odpierdol się od niej! - krzyknął Leon, lekko go ode mnie odpychając
- Dlaczego?! - zapytał, kierując do mnie pytanie. Wiedziałam, że to co zrobiłam nie było odpowiednie, ale robiłam to co każe mi moje serce. Nie mogłam inaczej.
- Kocham Leona! Nie liczy się dla mnie nic więcej! - powiedziałam oschle, łapiąc przy tym Leona za rękę
- To po co do jasnej cholery robiłaś mi nadzieję?! - dopytywał
- Dobra! Widzę że ta rozmowa nie ma sensu, chodź pojedziemy po twoje rzeczy do mieszkania Diego i pojedziemy do mnie - powiedział Leon, kierując się ze mną w stronę mieszkania Diego. Zabrałam swoje rzeczy, zostawiłam klucz na stoliku w kuchni i wyszliśmy z mieszkania. Pojechaliśmy do domu Leona, gdzie czekała na niego jego mama i tata. Cały czas trzymając mnie za rękę, Leon tłumaczył rodzicom co zaszło w dniu dzisiejszym. Jego mama bardzo ucieszyła się z wiadomości, że ja i Leon wróciliśmy do siebie. Cieszy mnie ta wiadomość, zwłaszcza że dowiedziałam się iż Leon bardzo za mną przez ostatni czas tęsknił. Zrozumiałam wtedy jak bardzo mnie kocha, a ja jego. Poszłam się umyć, po czym założyłam świeże ubrania. W pokoju czekał już na mnie mój chłopak.
- Violu, opowiesz mi co się stało po tym jak przyszedłem po ciebie do Johna? - zapytał
- Nie wiedziałam że tam byłeś więc uciekłam i pojechałam do Londynu - tutaj do mamy. Ale teraz to ty mi powiedz, dlaczego jak pojechałam do ciebie na te zawody, to zobaczyłam cię całującego się z inną dziewczyną? - zapytała
- Zakochała się we mnie dziewczyna bez wzajemności dlatego robiła wszystko żeby się do mnie zbliżyć. Pocałowała mnie ale zaraz ją od siebie odepchnąłem. Nic nie zaczyło - odpowiedział
- To czemu jak wtedy do mnie zadzwoniłeś to powiedziałeś że z nami koniec? - zadałam kolejne pytanie
- A to, to nie jest już ważne! - powiedział, wyraźnir unikając tematu
- Leon! - skarciłam go
- No dobra! John mi groził, że jeśli nie dam ci spokoju to coś ci zrobi! - powiedział
* Następny dzień*
Obudziłam się w naszej sypialni, leżałam na ciele swojego meżczyzny! Spojrzałam na zegarek była godzina 7:00! Zobaczyłam, że Leoś jeszcze śpi, szybko wstałam i udałam sie do kuchni, aby zrobić pyszne śniadanie. Kiedy tak stałam przy stole i rozmyslałam jakie danie przyszykować. Ktoś mnie przytulił od tyłu, strasznie sie przestraszyłam. Odwróciłam się i ujrzałam mojego Leona.
- Przestraszyłeś mnie głuptasie... - krzyknęłam i trzepnęłam go ścierką którą trzymałam w ręku.
- Oj przepraszam skarbie - szepnął mi do ucha
- No nie wiem, nie wiem! Na wybaczenie będziesz musiał sobie zasłużyć - powiedziałam, zabawnie ruszając brwiami
- No chyba śnisz! - powiedział biorąc mnie na ręce i przerzucając przez ramię
- Aaaaaaaa! Leon co ty wyprawiasz?! - zaczęłam się drzeć na cały dom
- Leon! - krzyknęła jego mama schodząc ze schodów - co ty robisz? - patrzyła na nas pożerającym wzrokiem
- Moja dziewczyna była niegrzeczna! - powiedział, po czym zaczęłam się śmiać. Zaniósł mnie do swojego pokoju, gdzie położył na łóżku. Sam natomiast nachylił się nade mną i mnie pocałował. Wplotłam swoje ręce w jego aksamitne włosy. Ta chwila mogłaby trwać wieczność.
- Leon, ja... To jest za wcześnie. Nie mogę! - powiedziała
sobota, 4 lipca 2015
Rozdział 19 "Nie mogę bez Ciebie żyć!"
A więc... straciłem nadzieje! Nie mam już nadziei na odbudowanie naszego związku z Violettą. To już koniec. Klamka zapadła. "Leon, ty debilu! Też musisz sobie ułożyć życie. Przecież Violetta nie jest twoją pierwszą i ostatnią miłością!" - biłem się z myślami. To wszystko już nie ma sensu. Nagle... mój I'phon zawibrował! Na wyświetlaczu ukazał się numer. Wróciła moja nadzieja... szybkim ruchem odebrałem telefon i odezwałem się! W komórce była cisza, a chwile później usłyszałem bardzo nie wyraźny głos mężczyzny "kochanie z kim rozmawiasz?" - "nie. To pomyłka"! I połączenie przerwane! Wiem to na pewno Violetta. Próbowałem jeszcze setki razy dzwonić na ten numer! Ale nic. Żadnej wiadomości, nic kompletnie nic!
*Violetta*
Nie mogłam się powstrzymać! Musiałam to zrobić, musiałam usłyszeć ten jego aksamitny głos. "Boże co się ze mną dzieje?! Nie rozumiem tego uczucia, co we mnie wróciło!"
- Violu, kochanie? - powiedział Diego obejmując mnie ramieniem i kładąc się obok mnie
- Tak? - odpowiedziałam, patrząc się w jego oczy
- Niedługo nasz ślub, może weźmiemy go nad morzem? - zapytał
- Świetny pomysł. Idealnie - powiedziałam, po czym go pocałowałam
***2 miesiące później***
Wszystko jest już gotowe. Goście wszyscy są, a w tej chwili ze mną jest moja przyjaciółka, Francesca. Zaraz wychodzimy. Strasznie się denerwuję, bo nie wiem jak to wszystko będzie wyglądać! Czy się uda? Mam nadzieję, że to będzie cudowne i niezapomniane przeżycie.
wtorek, 30 czerwca 2015
Rozdział 18 "Tak! Oczywiście że tak"
*Leon*
Już nie cały miesiąc siedzę u ojca w Londynie. Całymi dniami przesiaduję przed telewizorem z piwem w ręku. Cały świat mi się zawalił! To jest już koniec! Nie mam pojęcia co robić dalej. Bo ja nie umiem żyć bez niej! Kocham ją bardzo.
- Nigdzie się stąd nie ruszam! - powiedziałem nie za bardzo trzeźwym głosem
- Kochanie... - powiedziała mama schodząc z góry - spójrz na swój stan! Idź się gdzieś przejść, spacer na świeżym powietrzu dobrze ci zrobi
- Teraz to ja pójdę się zdrzemnąć jutro rano pójdę się przejść - powiedziałem dla świętego spokoju
- Cóż... lepsze to niż nic - odpowiedziała beznamiętnie
*Violetta*
Już ponad miesiąc jestem z Diego. Kocham go, a on mnie, jestem z nim szczęśliwa, co myślałam że nigdy nie nastąpi po stracie Leona. Ale teraz widzę że ten człowiek już dla mnie nie istnieje i liczy się tylko Diego. Mój chłopak zaprosił mnie dzisiaj na kolację do najlepszej restauracji w mieście. Musze się tylko wyszykować i idziemy.
***2 godziny później***
W restauracji panuje cudowny klimat, usiedliśmy sobie na wcześniej zarezerwowanym stoliku, na tarasie. Taras był tylko nasz, kolację podano nam przy świecach, a widoki z góry były nieziemskie.
- Diego, po co to wszystko? - zapytałam
- Violu... - powiedział podchodząc do mnie i klękając na jedno kolanko - jesteśmy razem już ponad miesiąc, kocham Cię i jedyne co teraz pragnę, to tego byś została moją żoną... - Wyjął pudełeczko z pierścionkiem z kieszeni swojej marynarki, po czym go otworzył - Czy uczynisz mi ten zaszczyt?
Zaniemówiłam! To było niesamowite uczucie. Właśnie Diego mi się oświadczył.
- Boże, Diego! Tak! Oczywiście że tak - powiedziałam, po czym przytuliłam szczęśliwego chłopaka. Ten tylko wstał i delikatnie podniósł mnie, kręcąc dookoła własnej osi. Założyłam pierścionek na palec. Był prześliczny.
Reszta wieczoru minęła spokojnie i bez żadnych większych niespodzianek.
***Następny dzień***
*Leon*
Obudziłem się rano, zjadłem śniadanie i postanowiłem ruszyć gdzieś na miasto. Wziąłem tylko portfel i telefon. Szedłem tak przez miasto, myśląc tylko o jednej osobie - Violetcie. Gdzie jest? Co się z nią dzieje? Dlaczego przez tyle czasu nie dała znaku życia? Czy ona w ogóle żyje? Na te pytania całymi dniami i nocami szukałem odpowiedzi, ale na marne. Nie znałem ich. Kompletnie straciłem panowanie nad czasem. Postanowiłem wejść do najbliższego supermarketu po coś do picia i jedzenia. Po sklepie również chodziłem bez żadnego celu. Przechodząc koło artykułów papierniczych, zauważyłem pewną młodą kobietę, z figury bardzo przypominała mi Violettę. "Leon! Ogarnij się chłopie! Masz jakieś zwidy!" - biłem się z myślami. Dla zaspokojenia mojego sumienia, postanowiłem się tam przejść i upewnić czy to na pewno nie Violetta. Byłem tak zapatrzony, że niechcący ją potrąciłem i upadły jej papiery z półki.
- Najmocniej panią przepraszam! - powiedziałem, schylając się po rozrzucone kartki
- Nie... To moja wina - powiedziała
Ułożyłem je równo, po czym wstałem i oddałem jej kartki. Nasze spojrzenia się spotkały... Czy to jest możliwe?! Czy to Violetta?!
- Violetta? - zapytałem. Poznawałem te cudowne czekoladowe oczy
- L-leon? - jąkała się, tak jakby nie mogła złapać tlenu
- Tak, to ja - odpowiedziałem, usta same mi się uśmiechały. Czułem jak moją twarz oblewa rumieniec. Nie mogłem uwierzyć, że ją widzę! Ja ją widzę! Widzę tą moją kruszynkę. To jest na prawdę ona! Chciałem ją mocno przytulić! Powiedzieć, że ją kocham, że jest dla mnie najważniejsza na świecie i że bardzo za nią tęskniłem, ale nie mogłem gdyż zza lady wyszedł jakiś mężczyzna i objął Vilu w pasie.
- W porządku? - zapytał patrząc na Violettę
- Tak! Kochanie, poznaj mojego ...... przyjaciela sprzed paru lat. Kupę czasu minęło od naszego ostatniego spotkania, prawda? - powiedziała
- Tak! - odpowiedziałem nie bardzo wiedząc o co chodzi - Leon jestem - podałem rękę nieznajomemu mężczyźnie
- Diego - przywitał się
- Diego to mój chłopak....., a właściwie od wczoraj narzeczony. Za dwa miesiące bierzemy ślub.
- Aha... - zdębiałem! Stałem nie ruchomo! Nie odzywałem się! - No to gratuluję w takim razie - udało mi się wydukać parę słów
- Dzięki, chodź kochanie - powiedział Diego, pociągając Violettę za rękę. Chciałem wtedy wyrwać ją od tego gnoja i zabrać ze sobą do domu.
*Violetta*
Czy ja dobrze widzę? To był Leon. Boże! Te uczucie sprzed lat wróciło! Gdy go teraz ujrzałam wszystkie wspomnienia związane z nim wróciły. Tak bardzo chciałam się do niego przytulić, ale ... nie mogłam! Przepadło! Teraz do drzwi mojego serca zawitał inny mężczyzna, którego kocham.
Skierowaliśmy się w stronę kas. Nagle na dnie koszyka znalazłam malutką karteczkę. Dyskretnie ją otworzyłam i ujrzałam jakiś numer, a pod spodem podpisane "Leon Verdas". Uśmiechnęłam się na samą myśl o nim, a po chwili się ocknęłam. "Nie! Nie mogę" - zgniotłam kawałek kartki i wrzuciłam z powrotem do koszyka. Diego zapłacił za zakupy i poszedł je wynieść do samochodu. ja poszłam odstawić koszyk. Po chwili jednak, wróciłam się i zabrałam kartkę z napisanym numerem telefonu Leona, po czym wrzuciłam ją do torebki. Coś mi nie pozwalało jej tam zostawić. "A może się przyda?" - pomyślałam. Jak gdyby nigdy nic, poszłam do samochodu. Wprowadziłam się do mieszkania Diego i teraz mieszkamy razem, dlatego pojechaliśmy do niego.
- Boli mnie głowa. Pójdę się położyć - powiedziałam, kierując się w stronę drzwi sypialni.
- Dobrze. Chcesz jakąś tabletkę? - zapytał
- Mam w pokoju, wezmę sobie - powiedziałam i zamknęłam drzwi. Położyłam się na łóżku i wyciągnęłam z torebki karteczkę z numerem telefonu mojego byłego chłopaka i zaczęłam się nią bawić, zastanawiając się przy tym nad swoim życiem. W pewnym momencie usnęłam.
*Leon*
Podkładając jej karteczkę ze swoim numerem miałem nadzieję, że zadzwoni, ale jednak się myliłem czekałem, czekałem, ale nie zadzwoniła. W końcu straciłem jakąkolwiek nadzieję.............
***********************************************
niedziela, 14 czerwca 2015
Rozdział 17 "Naprawdę?! Tak strasznie się cieszę..."
W pewnym momencie dotarło do mnie co zrobiłam.
- Przepraszam Cię... ja nie mogę - powiedziałam odruchowo łapiąc się za usta
- Nie, to ja przepraszam. Nie powinienem - odpowiedział
- Chodźmy już - powiedziałam speszona. Diego odprowadził mnie do domu. Przez całą drogę powrotną nie odzywaliśmy się do siebie. Weszłam do środka, po czym rzuciłam się na kanapę przed telewizorem. A może to jest właśnie szansa na to by być szczęśliwa? Może nie powinnam uciekać tylko brać sprawy w swoje ręce? Chciałabym... bardzo bym chciała ale... nie mogę. Ja kocham tylko jednego mężczyznę w moim życiu - Leona. On już ułożył sobie życie z inną... na pewno o mnie zapomniał. Tylko... chwila... skoro on o mnie zapomniał, to czemu ja mam niszczyć sobie przez niego życie i być ciągle samotna? - wlepiałam wzrok w sufit i zastanawiałam się. Chyba powinnam dać szansę Diego... najwyżej nie wyjdzie.
/Rozmowa Diego i Violetty/
- Halo? - odebrał po trzech sygnałach
- Cześć Diego, możemy się spotkać? Muszę z tobą porozmawiać - zaczęłam
- Jasne! To za pół godziny u Ciebie w domu? - zapytał
- Może być. Dzięki
- Do zobaczenia
/Koniec rozmowy Diego i Violetty/
- Cześć, Violu - powiedział wchodząc do domu
- No hej - odpowiedziałam
- Co się stało?
- Hmm... bo ja się zastanowiłam nad tym wszystkim, jeśli chodzi o nas i... doszłam do wniosku, że jeżeli ty chcesz to nic nam nie szkodzi na przeszkodzie spróbować
- Naprawdę?! Tak strasznie się cieszę... - powiedział, podnosząc mnie i obracając dookoła własnej osi. Włączyliśmy jakiś film i wspólnie zaczęliśmy go oglądać.
Po dwudniowym kacu, w końcu doszedłem do siebie. Pojechałem na wieś do mamy. Muszę sobie odpocząć i nabrać dystansu do rzeczywistości.
- Cześć mamuś - powiedziałem widząc ją
- Ooo... Cześć synku, w końcu jesteś... - przywitała się ze mną. Usiadłem sobie na ławeczce przed domem i zacząłem rozmyślać nad swoim życiem, kiedy przyszła mama
- Co tak siedzisz sam? - zapytała
- Zastanawiam się nad swoim życiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Mamo, co byś zrobiła na moim miejscu? Kocham pewną dziewczynę... Byliśmy ze sobą chwilę, ale od tamtej pory ślad po niej zaginął. Nie wiem gdzie jest, co się z nią dzieje. Nie wiem nic...
- Myślę, że powinieneś o niej zapomnieć i znaleźć kogoś innego. Najwyraźniej ta dziewczyna nie zasługiwała na twoją miłość...
- Ale to nie jest takie proste jak się ludziom wydaje mamo... - odpowiedziałem
- Wiem co ci mogłoby dobrze zrobić... - powiedziała pełna entuzjazmu w oczach
- Co? - zapytałem zdziwiony
- Co ty na to, jakbyśmy pojechali na tydzień do ojca do Londynu? - powiedziała
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł... Nie mam teraz ochoty na tego typu wyjazdy - odpowiedziałem
- Ale nie marudź... Jedziemy. Dam tylko ojcu znać i za parę dni jedziemy
Wiedziałem że z mamą nie wygram, więc się poddałem. W sumie, może i to dobry pomysł. Rozerwę się trochę...
Nie wiem czy robię dobrze, ale może najwyższy czas zamknąć stary rozdział i rozpocząć nowy? Myślę, że to będzie dobra decyzja mojego życia, której nie będę żałować.........
Witam witam witam! Tsaaaa... Taki malutki miesiąc minął a ja dopiero teraz dodaje rozdział. Przepraszam was... Ale teraz wycieczki były, poprawianie ocen i wgl, mam nadzieje ze rozumiecie. Teraz jest okres zbliżających się wakacji ^^ :D. A wiec rozdziały będą dodawane o wiele częściej...... A co do rozdziału... Na razie nie planujemy Leonetty, ale za to Diegoletta będzie trochę dłużej xD. Jednak sama nie wytrzymam tyle bez Leonetty wiec na pewno nie będziecie musieli czekać na nią długo :*.
Pozdrawiam i do napisania <333!
Natkaa Jorgistas <3!
niedziela, 10 maja 2015
Rozdział 16 "Ja nigdy nie przestałem Cię kochać!"
Ich syn to... Diego. Mój przyjaciel z dzieciństwa.
- Diego? - zapytałam widząc chłopaka
- Violetta? - zapytał
- A to wy się znacie? - zapytała mama chłopaka
- Tak, my razem chodziliśmy do przedszkola. Byliśmy przyjaciółmi - odpowiedział. Podeszłam do niego i przywitałam się buziakiem w policzek.
- Fajnie Cię znowu widzieć - powiedziałam, uśmiechając się serdecznie
- Ciebie również. Kupę lat, co?
- Oj tak - odpowiedziałam
- Zapraszam do stołu - powiedziała moja mama. Usiedlismy z Diego obok siebie. Całą kolację rozmawialiśmy i się smialismy.
- Chodźmy może do mnie - zaproponowałam i wzięłam chłopaka za rękę, prowadząc w stronę mojego pokoju.
- Cudownie Cię znowu spotkać - powiedział, siadając na łóżku obok mnie
- Tak. Diego... czym się teraz zajmujesz? - zapytałam
- Ja teraz studiuje medycynę, a ty?
- Ja muzykę w sumie to trochę jako pasję na razie. Nad studiami jeszcze będę się zastanawiać - odpowiedziałam
- Masz kogoś? - zapytał
- Miałam - odpowiedziałam, po czym momentalnie posmutnialam - byliśmy razem bardzo szczęśliwi. Kochałam go najmocniej na świecie. Niestety musiał wyjechać na jakieś zawody. Kiedy do niego pojechałam zobaczyłam jak całuje się z jakąś dziewczyna. Gdy ostatni raz rozmawialiśmy, przyznał się że tak było. Od tamtej pory nie widzieliśmy się ani nie rozmawialiśmy nawet razu.
- Tęsknisz za nim? - zapytał
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Chciałabym się do niego przytulić, pocałować ale to nie możliwe - powiedziałam
- Nie martw się... Przecież nie jest on jedyny na świecie. Znajdziesz jeszcze swojego księcia z bajki - powiedział i mocno mnie do siebie przytulil. Przyznam, że bardzo mi się to podobało. Jego ramiona bardzo mnie uspokoiły. Po chwili rodzice Diego wraz z nim wracali do domu. Pożegnaliśmy się, po czym poszła się położyć. Ten dzień byl bardzo wyczerpujący.
***Następny dzień***
Obudziły mnie promienie słońca, rażące moje oczy. Wstałam i wolnym krokiem zeszłam na dol. Na barku leżała karteczka.
Violu, wyszłam do pracy. Dzisiaj wrócę późno, także nie czekaj na mnie z kolacja. Obiad zostawiłam w lodówce. A na śniadanie zrobiłam vi kanapki. Stoją na stole.
Kocham, mama.
Położyłam kartkę z powrotem w to samo miejsce i zabrałam się za konsumowanie kanapek zostawionych na stole, przez mamę. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Niechętnie poszłam i je otworzyłam. W drzwiach stał Diego.
- Cześć - przywitał się, calując mnie w policzek
- Cześć - odpowiedziałam
- Słyszałem, że jesteś dzisiaj sama w domu - powiedział, bardzo tajemniczym głosem
- Hmm... dobrze poinformowany jesteś - zasmialam się
- No jasne, że tak - powiedział jak zwykle skromny
- Ale co w związku z tym? - zapytałam
- Zabieram Cię na spacer po mieście - powiedział
- Ale... - powiedziałam niechętnie
- Nie ma żadnego "ale...". Leć się ubierz, a ja poczekam na Ciebie tutaj - odpowiedział
- No dobra... - odpowiedziałam, wiedząc że i tak nie odpuści. Zawsze byl taki stanowczy. Od dziecięcych lat. Ogarnęłam się najszybciej jak tylko mogłam, po czym zeszłam do niego na dol.
- Już? - zapytał
- Tak - odpowiedziałam
- To idziemy!
Chodziliśmy tak po mieście, wspominając młode lata.
- To były czasy... - rozmarzylam się
- Oj tak... - poszedł w moje ślady.
- Co ty na to, żebyśmy odwiedzili nasz domek na drzewie? - zasmial się
- Ale Diego... jest już późno... - nie dokończyłam, bo mi przerwał
- Chodź! To jest tu nie daleko, a tak dawno tam nie byliśmy! - powiedział
- Ale nogi mnie już bolą! Lazimy po mieście cały dzień! - marudzilam
- Ale ty jesteś maruda! - ukucnal i kazał usiąść u na barana
- Okej! Tak możemy iść - zasmialam a ten tylko sporunowal mnie zabawnie wzrokiem. W końcu doszliśmy na miejsce. Zeszłam na ziemię, po czym zaczęłam się rozglądać.
- Boże... jak tu pięknie - rozmarzylam się patrząc na zachód słonca.
- Tak - powiedział. Wspielam się po drabinie i wyszłam do środka naszego domku na drzewie. Diego zaraz za mną.
- Wszystko mi się przypomniało - powiedziałam i sama do siebie się uśmiechnęłam. Wtedy byliśmy z Diego najlepszymi przyjaciółmi. I wspomnienia wróciły.
- Violu... - zaczął niepewnie
- Tak? - spojrzałam na niego pytającym wzrokiem
- Ja... nie przestałem do Ciebie czuć tego co kiedyś... to wszystko wróciło, jak cię zobaczyłem. Ja nigdy nie przestałem cię kochać! - powiedział, zbliżając się do mnie. Nie wiem czy tego chce, czy nie. Ale wiem, że chce być szczęśliwa. Chce chociaż spróbować i zapomnieć choć na sekundę o moich problemach. Przysunęłam się do niego lekko i zlaczylismy nasze usta w pocałunku. To było coś niesamowitego. Nie wiem czy to co nas łączyło kiedyś to była tylko przyjaźń, bo byłam zbyt mała żeby to pamiętać, ale wiem jedno... nigdy nie przestał być dla mnie ważny. Co chwila pogłębialismy pocałunek. Było cudownie.
*Leon*
Nigdzie nie mogę znaleźć Violetty. Szukam jej cały czas od tamtej pory jak spotkałem Johna. Co się stało? Jeżeli on jej coś zrobil to nie daruje mu, choćbym miał z kryminału nie wyjść do końca życia. Kocham ją i nic temu nie zaprzeczy! Nie moge żyć bez niej!
************************************************************************
No i 16 już za nami ^^! Przepraszamy, że tak długo nie było rozdziału ale to z powodu braku czasu... mam nadzieję że rozumiecie ;). Jak wam się podoba rozdział ^^? Mam nadzieję, że nie zanudzilysmy was ♥! Czekamy na wasze opinię!
Pozdrawiamy :D
Natkaa Jorgistas ♥ i Patkaa Jorgistas :D
środa, 22 kwietnia 2015
Rozdział 15 "Coś ty jej zrobił?!"
W tej chwili nie wiedziałam co robić! Uciekać? Przecież i tak mnie znajdzie... Poddać się? To mnie zabije... Masakra! Co robić? Ze zwichniętą i cholernie obolałą kostką nigdzie nie dam rady uciec tak szybko. Ale za późno... Zobaczył mnie.
- Oooo... a gdzie moja księżniczka się wybiera? - podszedł do mnie łapiąc i mocno ściskając za nadgarstek. Ból rozniósł się po całej powierzchni ciała. Mężczyzna szarpnął mnie w stronę wejścia do starego budynku w którym, wcześniej się znajdowałam.
- Miałeś ją pilnować! - krzyknął do bruneta, śpiącego na krześle. Chłopak od razu poderwał się i ustał na równe nogi.
- Pilnowałem... - usprawiedliwiał się
- No właśnie widzę! To czemu wyszła przez okno?! - wkurzył się - Teraz wszystkim zajmę się ja, bo żadnej pomocy w Was nie ma! - krzyknął dalej trzymając mnie za nadgarstek i ciągnąc w stronę jakichś drzwi. Otworzył je i wepchnął mnie do wnętrza pokoju, sprawdzając przy tym, czy nie dam rady z niego wyjść. Popchnął mnie w taki sposób, że upadłam twarzą na podłogę. Po chwili wyszedł zamykając drzwi na klucz. Spływających po moim policzku łez nie dałam rady zatamować.
*Leon*
Za chwilę wychodzę ze szpitala. Czuję, się już w miarę dobrze. Wyniki również są w porządku, więc siedzę w szpitalu po nic. Teraz wezmę sprawy w swoje ręce. Muszę dowiedzieć się co się dzieje z Violettą. Po wyjściu ze szpitala ruszyłem najpierw w stronę mojego mieszkania. Zostawiłem swoje rzeczy, po czym próbowałem kolejne kilkanaście razy dodzwonić się do Violetty. Na nic. Co ja mam teraz robić?! Nie mam żadnych wskazówek, gdzie może znajdować się dziewczyna. Postanowiłem, przejść się po mieście. Może wtedy jakiś pomysł wpadnie mi do głowy... Ale chodząc tak w kółko rozmyślałem, rozmyślałem i nic. Wróciłem do domu i położyłem się spać... Obudził mnie dźwięk mojej komórki, na wyświetlaczu pojawił się jakiś numer. Miałem nadzieję że to Violetta, dlatego odebrałem. W komórce usłyszałem jakiś cienki głosik, od razu pomyślałem ze to Violetta.
// Rozmowa//
( V - Violetta , N - Nieznajomy , L - Leon )
L: Violetta?! Odezwij się !!!
V: Leon! Pom...!
Nie skończyła słów. W komórce słychać kroki, krzyk i kłótnia. Usłyszałem Violettę: "LEON POM...". Tylko te słowa utkwiły mi w pamięci! Czy ona chciała powiedzieć "Leon pomocy"? Nagle odezwał się głos w komórce:
N: Ooo... Leon ! I co tam słychać, dawno się nie widzieliśmy...!
L: Co ty zrobiłeś Violetcie? Gdzie ona do jasnej cholery jest?! Chodzi Ci o mnie, nie o nią więc zostaw ją w spokoju!
N: Kochanie, masz czas do piątku inaczej stracisz swoją ukochaną na zawsze!
Byłem niesamowicie przestraszony. W słuchawce usłyszałem tylko krzyk Violetty. W pewnym momencie mnie olśniło. Przypomniałem sobie o miejscu w którym mogą być. Znam je jak własną kieszeń.
*Violetta*
John kazał mi zadzwonić do Leona. Musiałam, bo inaczej by mnie zabił. Wyszedł z pomieszczenia, oczywiście nie zapominając o zamknięciu drzwi na klucz. Zaczęłam płakać. Podeszłam do balkonu, który również był zamknięty. Na parapecie stał kwiatek w doniczce nie podlewany chyba wieki. Niechcący przesunęłam doniczkę, a za nią leżał jakiś klucz. Wzięłam go do ręki i próbowałam dopasować go do zamka balkonowego. Niemożliwe! To chyba cud. Udało mi się! Szybko wyszłam na zewnątrz i po woli udało i się wyjść. Czułam się wolna. Ta chwila była cudowna. Na ile szybko pozwalała mi uciec noga, na tyle uciekałam. Pobiegłam do najbliższej budki telefonicznej i zadzwoniłam po taksówkę. Wróciłam do domu. Zebrałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i nie zastanawiając się już nad niczym ruszyłam na lotnisko. Wracam na zawsze do Londynu, do mojej mamy!
*Leon*
Jestem już przy wielkiej szopie, gdzie wszystko się odbywało. Zdenerwowany szybko wszedłem do środka.
- Gdzie ona jest?! - krzyknąłem widząc Johna. Od razu jakichś dwóch mężczyzn złapało mnie za ręce uniemożliwiając mi przy tym mój "plan działania".
- Leon?! Jak miło że nas odwiedziłeś - powiedział John
- Gdzie jest Violetta?! - powtórzyłem się próbując wyrwać się z uścisku, mężczyzn. Poszedł w stronę jakiegoś pomieszczenia.
- Gdzie ona jest?! - krzyknął zdenerwowany, a ja wyrwałem się gwałtownie i pobiegłem do niego, aby zobaczyć Violettę. Ale... nie było jej tam.
- Coś ty jej zrobił?! - krzyknąłem, łapiąc go za kołnierz koszuli.
- Odpierdol się! - krzyknął oddychając mnie od siebie
- Gdzie ona jest?! - powtórzył swoje wcześniejsze pytanie, kierując słowa do mężczyzn, stojących za mną. Wybiegłem szybko z budynku, zacząłem się rozglądać, wołać ale na nic. Odpowiadało mi jedynie echo. Zrezygnowany wróciłem do domu. Dzwoniłem do Violetty, ale nawet sygnału nie było. Gdzie ona jest?!
*Violetta*
Jestem w samolocie. Wracam do Londynu, gdzie postanowiłam od początku zacząć swoje życie. Na miejscu byłam po około 5 godzinach. Od razu zamówiłam taksówkę i podałam adres zamieszkania mamy. Po około 15-stu minutach znalazłam się na miejscu. Otworzyłam furtkę i skierowałam się w stronę drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem. Z drzwi wyszła mama.
- Violetta? - zapytała wyraźnie zdziwiona. Nie odpowiedziałam nic, tylko cała oblałam się łzami i szybko rzuciłam się mamie na szyję. Zdziwiona mocno mnie przytuliła.
- Cześć mamo - powiedziałam, po oderwaniu się
- Violu, co się stało? - zapytała, trzymając mnie za ręce - Co Cię do mnie sprowadza?
- Nie mogę tak po prostu odwiedzić mamy? - zapytałam lekko się do niej uśmiechając
- Możesz... ale nigdy tego nie robiłaś za często i jeszcze na dodatek bez zapowiedzi - powiedziała
- Ale teraz wyszło inaczej - odpowiedziałam bez przekonania
- Chodź do domu, ale od rozmowy nie uciekniesz, bo widzę że coś się stało. Co to za zadrapania na czole i szyi? - zapytała patrząc na moje rany
- Nic takiego... zadrapałam się po prostu
- Każdemu możesz! Ale mi oczu nie zamydlisz... chodź do środka - powiedziała, co od razu wykonałam - A możesz mi powiedzieć czemu kulejesz?
- Potknęłam się! Mamo, musisz tyle pytań zadawać?! - zapytałam
- Martwię się o Ciebie! Violetta, powiedz mi prawdę! Co się stało?! O co w tym wszystkim chodzi?! - pytała, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć, dlatego milczałam
- W porządku, nie chcesz to nie mów, ale przede mną nie ukryjesz tego że coś się stało! - powiedziała - A teraz idź się umyć na górę, a ja zrobię coś do jedzenia...
- Dzięki mamo - odpowiedziałam, po czym szybko wykonałam jej polecenie. W końcu mogłam się odświeżyć. Po umyciu, wróciłam do kuchni, gdzie czekały na mnie kanapki wykonane przez mamę i pyszna kawa. Od razu zabrałam się za konsumowanie tych pyszności.
- Córciu... porozmawiamy? Powiesz mi co się stało? - zapytała
- Mamo proszę cię... nic się nie stało. Wszystko jest okej, naprawdę - powiedziałam, na co tylko głośno westchnęła. Wróciłam do pokoju i położyłam się spać.
***Następny dzień***
Była godzina 9. Obudziła mnie mama z wystraszoną miną.
- Co się stało? - raptownie usiadłam na łóżku, przecierając oczy
- Dzisiaj na kolację przyjdzie moja przyjaciółka z mężem i synem. Chciałabym, żebyś była ze mną podczas gdy oni będą. Dobrze? - poprosiła mnie mama
- No pewnie! - powiedziałam - Pomóc ci w przygotowaniu kolacji?
- Jeśli chcesz, to w porządku - powiedziała mama
Cały dzień zleciał nam na przygotowaniach. Bawiłyśmy się świetnie. Już nigdy nie czułam się tak cudownie. Zapomniałam o Johnie, Alexie i... Leonie. Zbliżała się godzina 18. Poszłam się przygotować. Zrobiłam lekki makijaż i założyłam czarną zwiewną sukienkę, aby wyglądać ładnie.
Zeszłam na dół i dokładnie w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam je otworzyć. W drzwiach ujrzałam panią Marię, pana Alejandro i ... Czy ja dobrze widzę?! Ich syn to...
**********************************************
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Rozdział 14 "Kocham tą dziewczynę - BARDZO!"
Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu przywiązana do plastikowego krzesła. Na wszystkie sposoby próbowałam się uwolnić, ale nic nie skutkowało. Nagle do pomieszczenia wszedł John. Bałam się jak cholera! Od razu wszystkie sceny sprzed lat pokazały mi się przed oczami. Chciałabym żeby był teraz koło mnie Leon. Żeby mnie teraz przytulił, pocałował... Chciałabym żeby był teraz ze mną. Ale... o czym ja myślę! Jego nie ma i nie będzie. On ma już swoją ukochaną, z którą jest szczęśliwy. A Alex? Gdzie on jest? Dlaczego mi nie pomógł? Nie martwi się? O co w tym wszystkim chodzi? Zadawałam mnóstwo pytań, ale na żadne nie mogłam znaleźć sensownej odpowiedzi. W tym momencie patrzyłam z uwagą na Johna. Obserwowałam każdy jego najdrobniejszy ruch. Miałam same najgorsze myśli.
- Czego Ty ode mnie chcesz?! - zapytałam, starając zachować w sobie zimną krew
- A Ty dalej nie wiesz? - zapytał
- Wypuść mnie?! O co Ci chodzi? Dlaczego tak bardzo zależy Ci na tym, żeby uprzykrzyć mi życie, co?! - zadawałam kolejne pytania
- Wiesz co, kochanie? Za dużo gadasz! - powiedział, po czym wyjął z szuflady znajdującej się obok mojego łóżka taśmę, którą zakleił mi usta. Zaczęłam się wyrywać, wić, ale wszystko na nic! Złapał mnie za twarz, czym zmusił do spojrzenia mu w oczy.
- Mi pyskować nie będziesz! - krzyknął i uderzył mnie w policzek. Moja głowa aż się odbiła, a ból przyszedł dopiero po chwili. Od razu chciałam złapać się w bolące miejsce, ale niestety, nie udało mi się to. Po moim policzku poleciały łzy bezsilności.
- No! To ja teraz spadam! A ty masz tu siedzieć cicho! - powiedział i trzaskając drzwiami wyszedł z pokoju. Postanowiłam, że za wszelką cenę, ile tylko starczy mi sił, uwolnię się! Nawet jeśli miałoby to kosztować mnie bardzo dużo.
*Leon*
Nie daruje sobie, gdy stanie jej się jakaś krzywda! To moja wina! Mogłem nie jechać na te głupie zawody. Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie ten głupi wyjazd! Zadręczałem się. Miałem złe przeczucia. Od Francesci odebrałaby telefon, nawet jakby była na mnie wściekła. Albo przynajmniej by oddzwoniła do niej. W mojej głowie były przeróżne myśli... Jak tylko wyjdę ze szpitala, od razu biegnę jej szukać. Muszę ją odnaleźć choćby, nie chciała mnie już znać do końca życia. Kocham tą dziewczynę - BARDZO! Postanowiłem zadzwonić do mojego kumpla, Federico.
/Rozmowa Leon i Federico/
- Halo? - odebrał
- Siema, Fede - powiedziałem
- Siema, stary! Jak tam się czujesz? - zapytał
- Musisz mi pomóc! - powiedziałem
- No to gadaj!
- [...] - odpowiedziałem mu całą historię
- No to masz delikatnie mówiąc, przejebane, stary! - pocieszył mnie - Ale w czym ja mam Ci pomóc?
- Musisz pomóc mi ją odnaleźć - powiedziałem prosto z mostu
- Ale Leon! Jak ja mam Twoim zdaniem to zrobić? - niedowierzał
- Nie wiem. Ale proszę Cię... pomóż mi! Wiesz jak ona jest dla mnie mega ważna! - powiedziałem
- No dobra, dobra! Wyluzuj! Pomogę Ci ją znaleźć! Masz już jakiś plan? - dopytywał
- Dzięki! Wiedziałem, że na kim jak na kim, ale na Tobie to mogę polegać! Jesteś wielki! - powiedziałem
- Wiem, jak ta laska zawróciła Ci w głowie, także, pomogę Ci, w końcu jesteś moim kumplem! Ale teraz gadaj jaki masz plan?! - zapytał
- Najpierw sprawdź hotel (...), powinna być tam zameldowana, jeśli jej tam nie będzie lub czegoś ciekawego się dowiesz to daj mi znać, będę myślał, co dalej! - powiedziałem
- Spoko! Zaraz tam pójdę i do Ciebie zadzwonię!
- Dzięki, stary jeszcze raz!
- Nie ma sprawy. Na razie! - powiedział
/Koniec rozmowy Leona i Federico/
***2 godziny później***
/Rozmowa Leona i Federico/
- Fede? Wiesz coś? - odebrałem telefon
- W sumie to i tak i nie! - powiedział
- No mów! - popędzałem go
- Byłem w tym hotelu co mi mówiłeś i zdziwiła mnie jedna rzecz, bo personel powiedział, że ona jest tam cały czas zameldowana, ale już od jakiegoś czasu nie przychodzi, nie pokazuje się, nie wiedzą co się z nią dzieje... - mówił
- Jak to? A Alex? - zapytałem zdziwiony
- No jego też nie ma - odpowiedział
- Co się do cholery dzieje?! Gdzie jest moja Viola?! - krzyczałem do słuchawki
- Stary uspokój się. Będzie dobrze. Nie myśl o najgorszym - zaczął mnie pocieszać.
- Okej! Dzięki za wszystko - rozłączyłem się
/Koniec rozmowy Leona i Federico/
Nie mogłem otrząsnąć się po tej rozmowie. Gdzie ona jest? Co się do jasnej cholery dzieje? Miałem najgorsze myśli. To nie może być prawda! Jakiś koszmarny sen, z którego nie mogę się wybudzić... Jednak, po wielu próbach szczypania w ramię, wciąż się nie mogłem obudzić. Dlaczego?!
** Violetta**
Nagle usłyszałam głosy kłótni dobiegający zza drzwi. Po chwili te glosy zrobiły mi się znajome. Gdzieś słyszałam już te glosy?! Nie mogę sobie przypomnieć... Już wiem! To głos Alexa i Johna. Alex po mnie przyszedł i teraz się kłóci z moim byłym. Zaczęłam się wsłuchiwać i usłyszałam... Był to Alex... podsłuchałam i on powiedział "trzeba ją zabić"... Co?! Kogo?! To nie ja przecież... Alex nie może tego zrobić! Boje się! Zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać...
- Leon zapłaci za to co zrobił, kosztem swojej dziewczyny, tylko trzeba jeszcze poinformować go o tym - powiedział po czym wszyscy zaczęli się szyderczo śmiać. O czym on mówi? Dlaczego Leon ma za coś zapłacić? O co do jasnej cholery w tym wszystkim chodzi? Po chwili usłyszałam dźwięk silnika, co oznaczało, że John chyba gdzieś odjechał. Razem z krzesłem przyczołgałam się do słupa, znajdującego się niedaleko mnie. Odwróciłam się tyłem i zaczęłam trzeć sznur o drewniany słup. Nie skutkowało, ale po kilku minutach mojego starania udało się. Nie mogłam w to uwierzyć! Czułam się jak nowonarodzona, pomijając to że byłam cała poobijana i miałam mnóstwo widocznych ran na skórze. Podbiegłam do drzwi. Oczywiście, były zamknięte! Ale co ja, myślałam, przecież John nie jest głupi... Podeszłam do okna po czym wyjrzałam przez nie. Szybko, ale zarazem cicho je otworzyłam. "Raz kozie śmierć" pomyślałam, widząc jak wysoko się znajduję. Wzięłam sznur, którym byłam przywiązana do krzesła i przywiązałam go do słupa. Po nim delikatnie próbowałam zjechać na dół. Jednak, gdy byłam już prawie na ziemi, potknęłam się o kamień. Przekręciła mi się noga i upadłam bezwładnie na ziemię. Zaczęłam syczeć z bólu, bo przekręciła mi się kostka... chyba zwichnięta. Siedziałam chwilę, na zimnej ziemi, ale zorientowałam się że jeśli chce przeżyć muszę uciekać. Moje 'szczęście' nie trwało zbyt długo, gdyż tylko wstałam samochód Johna wraz z nim, nadjechał...........
sobota, 4 kwietnia 2015
Wesołych Świąt!
A oprócz życzeń... to chciałam Was bardzo przeprosić za to, że długo już nie było rozdziału, ale nastąpił mam nadzieję, chwilowy brak weny i czasu. Rozdział mam już prawie skończony, także jutro powinien się pojawić ;). Jeszcze raz Was przepraszam... mam nadzieję że rozumiecie :*.
















